Gospodarka

Butelkomaty denerwują Polaków. Jest jednak coś znacznie gorszego: za plastik płacimy Brukseli miliardy

opublikowano:
Butelkomatów jest wciąż za mało. Wielu Polakom nie chce się stać w kolejkach do maszyn w sklepach
Butelkomatów jest wciąż za mało. Wielu Polakom nie chce się stać w kolejkach do maszyn w sklepach (Fot. Fratria)
Wielu Polaków zdążyło już przekląć system kaucyjny. Butelki trzeba przechowywać, pamiętać o ich zabraniu do sklepu, a potem jeszcze znaleźć butelkomat, który przyjmie opakowania. Tymczasem jest w tej całej historii coś, o czym mówi się zdecydowanie mniej. Każda plastikowa butelka, która trafia do recyklingu, ma znaczenie nie tylko dla systemu gospodarki odpadami. Ma również znaczenie dla pieniędzy, które Polska przekazuje do unijnego budżetu. I tutaj zaczynają się naprawdę ciekawe liczby.

Od 2021 roku państwa Unii Europejskiej płacą tzw. Plastic Levy, czyli składkę od niepoddanych recyklingowi odpadów z opakowań z tworzyw sztucznych. Stawka wynosi 0,80 euro za każdy kilogram takiego plastiku, czyli 800 euro za tonę. Mechanizm jest więc prosty w swojej zasadzie: im więcej plastiku pozostaje poza recyklingiem, tym wyższa jest podstawa, od której państwo wylicza swoją wpłatę do unijnego budżetu.

Dla Polski nie są to drobne. Według przedstawionych danych w 2026 roku prognozowana wpłata z tego tytułu ma wynieść ponad 1,239 mld zł. Jeszcze bardziej robi wrażenie suma od początku funkcjonowania mechanizmu. Polska miała do tej pory zapłacić około 2,36 mld euro, czyli blisko 10,2 mld zł.

I nagle zwykła plastikowa butelka, którą wyrzucamy do odpowiedniego pojemnika albo oddajemy w butelkomacie, przestaje być wyłącznie problemem śmieciowym. W tle pojawia się również kwestia unijnych pieniędzy.

I tu pojawia się system kaucyjny

System kaucyjny nie został wymyślony wyłącznie po to, żeby Polacy mieli kolejną czynność do wykonania podczas zakupów. Jego podstawowym celem jest zwiększenie poziomu selektywnej zbiórki i odzysku opakowań, ale też... zebranie z portfeli Polaków pieniędzy, które później trzeba oddać Brukseli. Wielu ekonomistów zwracało bowiem uwagę, że po wprowadzeniu systemu napoje kupowanie w plastikowych butelkach podrożały o wysokość kaucji, a przecież wcześniej także w ich ceny były wliczone koszty produkcji opakowania. Kwota kaucji, której ktoś postanowił nie odzyskiwać nie oddając butelki do recyklingu zasila zatem unijny budżet. 

Obecnie wskaźnik recyklingu plastikowych butelek wynosi około 46 proc. miesięcznie i około 60 proc. kwartalnie. Tymczasem już od 2025 roku obowiązuje przejściowy cel na poziomie 77 proc. Innymi słowy, w systemie wciąż pozostaje ogromna ilość opakowań, które nie trafiają do recyklingu. A im więcej plastiku nie zostaje poddane recyklingowi, tym większa jest podstawa unijnej opłaty.

Unia stawia cel, ale nie mówi: musi być butelkomat

To ważne, bo w dyskusji o systemie kaucyjnym łatwo odnieść wrażenie, że jest on bezpośrednim nakazem Brukseli. Tak nie jest. Unia Europejska wyznacza państwom ambitne cele dotyczące zbiórki i recyklingu. Do 2029 roku poziom selektywnej zbiórki jednorazowych plastikowych butelek po napojach ma wynosić 90 proc., a do 2030 roku poziom recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych ma sięgnąć 55 proc. Sposób osiągnięcia tych celów pozostaje jednak w dużej mierze decyzją poszczególnych państw. Kaucja jest po prostu uznawana za jedno z najskuteczniejszych narzędzi. 

Polska ma już tysiące miejsc zbiórki, ale wciąż za mało!

W Polsce system kaucyjny działa już w praktyce, choć nadal jest rozwijany. Polacy mają do dyspozycji ponad 60 tys. punktów zbiórki, z czego około 17,5 tys. stanowią automaty. Pozostałe punkty to przede wszystkim sklepy, które przyjmują opakowania ręcznie. Operatorzy systemu pracują jednocześnie nad tym, aby zwrot kaucji był wygodniejszy. Rozważany jest m.in. zwrot pieniędzy bezpośrednio na kartę płatniczą lub do aplikacji mobilnej, a także wykorzystanie opasek RFID. Zmieniać ma się również samo rozmieszczenie urządzeń. Butelkomaty niekoniecznie musiałyby znajdować się wyłącznie w sklepach.

Mogłyby pojawiać się na osiedlach, terenach spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych. Rozważane są również urządzenia pozwalające zwracać wiele opakowań jednocześnie. Trzeba zauważyć, że są to rozwiązania oczekiwane, a większa dostępność automatów z pewnością podniosłaby poziom odpadów, które trafiają do ponownego przetworzenia. 

Skąd Unia wie, ile mamy odpadów niepoddanych recyklingowi?

Nie ma urzędnika, który liczy każdą wyrzuconą butelkę. Ilość plastikowych odpadów opakowaniowych jest ustalana według unijnej metodologii na podstawie danych o opakowaniach wprowadzonych na rynek oraz danych dotyczących powstających odpadów. Wykorzystuje się m.in. informacje od producentów i importerów oraz dane z systemu gospodarowania odpadami.

Następnie ustala się, jaka część tych odpadów została poddana recyklingowi. Różnica stanowi podstawę do wyliczenia tzw. składki plastikowej. Polska płaci do budżetu UE 800 euro za każdą tonę plastikowych odpadów opakowaniowych, która nie została poddana recyklingowi. Co ważne, nie oznacza to, że każda konkretna butelka oddana do butelkomatu automatycznie zmniejsza rachunek Polski o 80 eurocentów. System opiera się na danych statystycznych dotyczących całej masy odpadów.

źr. wPolsce24 za wprost.pl

Gospodarka

Bogaty region? Aż 25 milionów Europejczyków nie stać na auto. Bruksela szykuje dla nich kolejny cios

opublikowano:
Bruksela zamierza zgodzić się na produkcję aut spalinowych po 2035 roku. Jest jedno "ale" - mają one emitować o 90 proc. mniej dwutlenku węgla
(Fot. Fratria)
Oficjalne dane unijnego urzędu statystycznego obnażają skalę problemu, o którym brukselskie elity wolą milczeć. Już niemal 25 milionów mieszkańców Wspólnoty deklaruje, że z przyczyn czysto finansowych nie może pozwolić sobie na własny samochód. Tymczasem forsowane regulacje klimatyczne, zakazy aut spalinowych i opłaty za emisje uderzą dokładnie w tych, dla których pojazd jest jedynym oknem na świat.
Gospodarka

Szykują się drastyczne podwyżki cen prądu – eksperci policzyli, o ile wyższe będą rachunki

opublikowano:
Licznik prądu, to urządzenie, którego z każdym rokiem rządów Tuska Polacy nienawidzą coraz bardziej
Licznik prądu, to urządzenie, którego z każdym rokiem rządów Tuska Polacy nienawidzą coraz bardziej (fot. shutterstock)
Polskie rodziny muszą przygotować się na kolejny drenaż domowych budżetów. Jak wynika z najnowszych analiz rynkowych, rachunki za energię elektryczną w taryfie dla gospodarstw domowych mogą wkrótce wzrosnąć nawet o 19 procent. W praktyce oznacza to setki złotych mniej w kieszeniach zwykłych obywateli. Czy to bezpośredni skutek uległej polityki rządu wobec unijnego dyktatu klimatycznego?
Gospodarka

Unijne „prawo do naprawy” to fikcja? Wymiana części wciąż droższa niż nowy sprzęt

opublikowano:
Grafika pokazuje problem unijnego prawa do naprawy elektroniki – pomiędzy obietnicą łatwiejszego serwisowania urządzeń a rzeczywistością wysokich kosztów części zamiennych, drogich napraw i rosnącej liczby elektroodpadów.
Unijne prawo do naprawy kontra rzeczywistość: droższa naprawa i rosnące elektrośmieci (graf. AI)
Wielkie obietnice o tanim serwisowaniu i końcu ery elektrośmieci pozostały na papierze. Choć unijna dyrektywa o prawie do naprawy obowiązuje od 31 lipca 2026 roku, konsumenci w całej Europie nadal stają przed tym samym dylematem: serwis zepsutego urządzenia bywa droższy niż zakup nowego w sklepie. Zamiast rewolucji mamy zaporowe ceny podzespołów, drogie usługi i przepisy pełne luk prawnych.
Gospodarka

Polski giganty informatyczny zwalnia 200 osób. Powód? Jest sztuczna inteligencja

opublikowano:
Booksy jest chętnie używane przez Polaków do umawiania wizyt m.in. w salonach fryzjerskich
Booksy jest chętnie używane przez Polaków do umawiania wizyt m.in. w salonach fryzjerskich (Fot. Pixabay)
Booksy, założona przez Polaków globalna firma technologiczna, przeprowadzi dużą redukcję zatrudnienia. Pracę ma stracić około 20 proc. pracowników, czyli blisko 200 osób. Zarząd spółki tłumaczy, że zmiany są związane z rozwojem sztucznej inteligencji i koniecznością dostosowania organizacji do nowych warunków technologicznych.
Gospodarka

Mocne wystąpienie Obajtka przed siedzibą Orlenu do ekipy Tuska: „Zrobiliście bankomat do ratowania budżetu”

opublikowano:
Daniel Obajtek i Przemysław Czarnek bronią Orlenu
Daniel Obajtek i Przemysław Czarnek bronią Orlenu (fot. wPolsce24)
Przed warszawską centralą koncernu Orlen odbyła się manifestacja związkowców sprzeciwiających się obecnym decyzjom zarządu spółki i rządu Donalda Tuska. W pikiecie w obronie kopalni i podziemnych magazynów węglowodorów IKS „Solino” wzięli udział m.in. wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Czarnek oraz były prezes koncernu, obecnie europoseł Daniel Obajtek. Padły mocne oskarżenia o wyprzedaż majątku, drenowanie zysków spółki oraz doprowadzenie do rekordowych cen paliw.
Gospodarka

Ceny paliw biją koleje rekordy. Pękła historyczna granica, a Tusk robi z ludzi głupców

opublikowano:
Ceny paliwa na stacjach coraz wyższe
Ceny paliwa na stacjach coraz wyższe (fot. shutterstock, wPolsce24)
Ropa za 9 złotych, benzyna dobijająca do 8 złotych – tak wygląda rzeczywistość na polskich stacjach paliw pod rządami „koalicji 13 grudnia”. W całej Polsce politycy Prawa i Sprawiedliwości zorganizowali serię briefingów prasowych, alarmując o dramatycznej sytuacji milionów obywateli i rodzimych przedsiębiorców. Podczas konferencji w Gdyni poseł PiS Michał Kowalski nie zostawił na ekipie Donalda Tuska suchej nitki.