Jak to zwykle za Tuska - bezrobocie rośnie, a pracy nie ma albo się nie opłaca. Alarmujące dane od ekspertów

Na koniec grudnia 2025 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 887,9 tys. bezrobotnych – o ponad 100 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba nowych ofert pracy spadła do 20,8 tys., co jest najgorszym wynikiem od co najmniej 2010 roku. Stopa bezrobocia wzrosła do 5,7 proc.
To nie są już pojedyncze sygnały ostrzegawcze, lecz wyraźny trend.
„Pracy nie ma – albo się nie opłaca”
Z danych Personnel Service wynika, że 45 proc. Polaków narzeka na brak ofert pracy w swojej okolicy. Dokładnie tyle samo badanych wskazuje na zbyt niskie wynagrodzenia, które skutecznie zniechęcają do aplikowania. Problemem są też niestabilne warunki zatrudnienia – krótkie umowy i brak ciągłości pracy, na co wskazuje 42 proc. respondentów.
Dla wielu osób poszukiwanie pracy przypomina dziś tor przeszkód:
- 24 proc. narzeka na niejasne informacje w ogłoszeniach,
- 22 proc. na brak dojazdu lub trudną logistykę,
- 22 proc. na wysokie wymagania fizyczne i tempo pracy,
- 16 proc. na konieczność pracy wyłącznie w systemie zmianowym lub nocnym.
Najtrudniejsza sytuacja dotyczy małych miast i wsi. Na brak ofert w swojej okolicy skarży się aż 54 proc. mieszkańców miejscowości do 20 tys. mieszkańców, podczas gdy w dużych miastach (100–500 tys.) odsetek ten wynosi 35 proc. To pokazuje, że Polska rozwija się nierówno – a mobilność zawodowa wciąż pozostaje niska.
Kobiety i starsi pracownicy w trudniejszej sytuacji
Problemy rynku pracy częściej dotykają kobiet niż mężczyzn. Brak ofert w okolicy wskazuje 48 proc. kobiet wobec 42 proc. mężczyzn, a niestabilność zatrudnienia jest problemem dla 47 proc. kobiet i 35 proc. mężczyzn.
Z kolei osoby starsze coraz rzadziej myślą o zmianie pracy. Aż 42 proc. pracowników w wieku 55+ deklaruje, że nie widzi dziś żadnego powodu, by zmieniać zatrudnienie. Dla porównania – w grupie 18–24 lata taką postawę deklaruje zaledwie 8 proc. Młodzi są bardziej mobilni, ale to oni najczęściej trafiają na ścianę braku ofert i niskich płac.
Pieniądze wciąż numerem jeden
Mimo wszystkich barier jedno pozostaje niezmienne: pieniądze są główną motywacją do zmiany pracy. Wyższe wynagrodzenie podstawowe wskazuje aż 55 proc. pracujących. Kolejne miejsca zajmują:
- lepsze warunki pracy (27 proc.),
- lepsza atmosfera i organizacja (19 proc.),
- stabilniejsza umowa (17 proc.).
Co ciekawe, w największych miastach (powyżej 500 tys. mieszkańców) wyższe wynagrodzenie jako kluczowy bodziec wskazuje aż 71 proc. badanych, podczas gdy na wsi – 47 proc. To pokazuje, jak bardzo różne są oczekiwania i realia w zależności od miejsca zamieszkania.
Ekspert: testem będzie wiosna
– Jesteśmy po intensywnym sezonie świąteczno-noworocznym, który chwilowo napędza rynek pracy. Teraz widać wyraźne spowolnienie – komentuje Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service i prezes Polskiego Stowarzyszenia Outsourcingu. – Testem będzie nadejście wiosny, gdy zwykle przybywa ofert w budownictwie, logistyce, handlu i usługach sezonowych.
Ekspert zwraca jednak uwagę na głębszy problem: niedopasowanie regionalne. – Ludzie chcą zmieniać pracę, ale mieszkają tam, gdzie jej po prostu nie ma. A mobilność w Polsce wciąż jest niska – podkreśla.
„Premier polskiej biedy”? Krytycy nie mają wątpliwości
Coraz częściej te dane stają się też elementem sporu politycznego. Były premier Mateusz Morawiecki określa Donalda Tuska mianem „premiera polskiej biedy”, wskazując, że podobne problemy na rynku pracy pojawiały się już w czasie wcześniejszych rządów obecnej ekipy.
Zwolennicy tej tezy podkreślają, że rosnące bezrobocie, rekordowo niska liczba ofert pracy i presja płacowa to nie abstrakcyjne wskaźniki, lecz realne problemy milionów Polaków – szczególnie poza największymi aglomeracjami.
Jedno jest pewne: jeśli wiosna nie przyniesie odbicia, rynek pracy stanie się jednym z głównych tematów społecznych i politycznych nadchodzących miesięcy.
źr. wPolsce24 za personnelservice.pl











