Jedzenie owadów uratuje planetę? Bezlitosne badania: Emisje jak przy produkcji mięsa

Takie wnioski płyną z raportu opublikowanego przez think tank zajmujący się badaniem środowiska Stockholm Environment Institute. Autorzy raportu przeanalizowali dostępne badania dotyczące wpływu hodowli owadów w Europie i Ameryce Północnej na środowisko. I okazało się, że część założeń dotyczących owadów jako klimatycznie korzystniejszej alternatywy dla mięsa jest nie do utrzymania.
Kto promuje owadzie białko?
Tezę tę promują środowiska naukowe, organizacje międzynarodowe oraz – a jakże! - firmy z branży spożywczej oraz część organizacji ekologicznych. Do tych najpotężniejszych należą m.in. agendy ONZ takie jak FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa) czy Światowe Forum Ekonomiczne (WEF).
Przychylnie traktuje ją także Komisja Europejska. A ponieważ – jak twierdzo- owady mogą być rozpatrywane jako alternatywne źródło białka, Bruksela zatwierdziła do sprzedaży kilka produktów z owadów, m.in. mączniki i świerszcze. W styczniu 2025 r. dopuściła także proszek z larw mącznika poddanego działaniu UV.
Ślad węglowy wcale nie mniejszy
Tymczasem szwedzcy naukowcy podważyli - przynajmniej częściowo - te twierdzenia. Zwracają oni uwagę, że ślad węglowy hodowli owadów jest zróżnicowany. W zależności od systemu produkcji emisje mogą wynosić od ok. 3 do 35,5 kg CO2 na kilogram białka. Dla porównania: drób wiąże się z emisjami na poziomie 18-36 kg CO2, a wieprzowina 21-53 kg CO2.
W najlepszych warunkach owady wypadają więc korzystnie, ale w tych mniej efektywnych ich przewaga znika.
Raport wskazuje też, że najwyższe emisje generuje hodowla owadów w chłodniejszych regionach świata, gdzie konieczne jest ogrzewanie obiektów gospodarczych. Dodatkowym minusem jest to, że w Europie i Ameryce Płn. nadal w tego typu instalacjach bardzo niewielki udział ma energia odnawialna.
Kto zajada owady?
Problemem, na który autorzy zwracają uwagę, jest także to, że choć hodowla owadów bywa promowana jako sposób na ograniczenie produkcji mięsa, jej większość trafia – co za pech - nie do ludzi, lecz do pasz dla zwierząt gospodarskich oraz ryb. A to oznacza, że zamiast zastępować hodowlę zwierząt, sektor pośrednio ją wspiera.
- Jeśli owady są wykorzystywane głównie jako pasza dla innych zwierząt, wcale nie prowadzi to do spadku konsumpcji mięsa. Decydenci powinni więc zadać sobie pytanie, czy takie inwestycje rzeczywiście zmieniają system żywnościowy, czy wręcz go utrwalają - zauważyła współautorka badania Cleo Verkuijl.
Słaba akceptacja, niska sprzedaż
Naukowcy zwrócili też uwagę, że rynek konsumencki produktów z owadów pozostaje ograniczony, ponieważ trafiają one do wąskiej grupy odbiorców, ponieważ nie są szeroko akceptowane jako element codziennej diety.
W praktyce przekłada się to na niską sprzedaż, mimo wieloletniego wsparcia inwestorów i instytucji publicznych, co spowalnia rozwój całego sektora.
Robaki też czują
Na dodatek rosnące inwestycje w hodowlę owadów odciągają środki finansowe i uwagę polityków od innych technologii alternatywnego białka, takich jak białko roślinne czy mięso hodowane komórkowo, które mogą mieć większe szanse na masową produkcję.
Autorzy raportu wskazali także na kwestie etyczne związane z coraz większą liczbą badań sugerujących, że owady mogą posiadać zdolność odczuwania bólu i reakcji stresowych, co stawia pytanie o moralną akceptowalność ich przemysłowej hodowli na dużą skalę.
źr. wPolsce24 za PAP











