Czeka nas droższa kawa! „Nieurodzaj” pretekstem do spekulacji? Ceny rosną, korporacje zarabiają miliony, a politycy i urzędnicy milczą

Problem w tym, że gdy na rynkach panuje urodzaj i nadprodukcja, ceny na sklepowych półkach jakoś dziwnie nie chcą spadać. Mamy do czynienia z bezczelną, globalną spekulacją, a kartelowa przeszłość największych graczy branży kawowej pokazuje, że bezwzględna zmowa cenowa kosztem szarych ludzi to dla nich chleb powszedni.
Wieczna śpiewka o „złych warunkach pogodowych”
Jak donosi branżowy „Portal Spożywczy”, dla miłośników czarnego napoju nadchodzą chude lata. Prognozy są bezwzględne przed nami kolejne drastyczne podwyżki cen kawy. Eksperci i korporacyjni analitycy prześcigają się w rzucaniu winy na czynniki naturalne: susze w Brazylii, anomalie pogodowe w Wietnamie, fatalne zbiory arabiki i robusty. Zgodnie z tą narracją, wielkie holdingi są rzekomo „zmuszone” do podnoszenia cen, by ratować swoje biznesy.
Zwykły polski konsument, który codziennie rano parzy filiżankę kawy, słyszy to od lat. Gdy tylko w Ameryce Południowej spadnie zbyt mało deszczu albo pojawi się przymrozek, giełdy w Nowym Jorku i Londynie natychmiast płoną, a koncerny z dnia na dzień przerzucają koszty na klientów w Warszawie, Krakowie czy Radomiu.
Gdzie były obniżki, gdy panował urodzaj?
Każdy myślący człowiek, wolny od korporacyjnej propagandy, zada jednak kluczowe pytanie: dlaczego te rzekome „prawa rynku” działają tylko w jedną stronę? W historii ostatnich kilkunastu lat wielokrotnie notowaliśmy sezony absolutnie rekordowych zbiorów w Brazylii czy Kolumbii. Magazyny pękały w szwach, a ceny zielonego ziarna na światowych giełdach szorowały po dnie. Czy szary polski obywatel zobaczył wtedy w supermarketach kawę tańszą o połowę? Skądże znowu! Ceny na półkach albo stały w miejscu, albo „korygowały się” o symboliczne grosze, podczas gdy gigantyczne marże zasilały konta zachodnich central potężnych koncernów.
To klasyczny mechanizm oligopolu: straty zawsze przerzuca się na konsumenta oraz na biednego rolnika czy to z Europy Centralnej, jak np. w przypadku warzyw, zboża czy owoców, czy to z globalnego Południa, z kolei zyski z dobrych lat w całości inkasuje garstka globalnych monopolistów. Gdy surowiec drożeje o 10%, kawa w sklepie drożeje o 30%. Gdy surowiec tanieje o 30%, cena w sklepie „stabilizuje się”. To nie jest wolny rynek – to ordynarny drenaż naszych portfeli.
Kartelowa przeszłość, czyli jak giganci oszukiwali w Niemczech
Dla tych, którzy uważają teorię o spekulacji za „spiskową”, warto przypomnieć twarde fakty historyczne. Wielkie korporacje kawowe mają już na swoim koncie oficjalnie udowodnione, bezczelne oszustwa i zmowy cenowe.
Najlepszym tego przykładem są głośne decyzje Federalnego Urzędu Antymonopolowego w Niemczech (Bundeskartellamt). W pierwszej dekadzie XXI wieku niemiecki regulator nałożył gigantyczne, wielomilionowe kary na największych potentatów branży – m.in. na takie marki jak Tchibo, Melitta, Dallmayr czy Kraft Foods (właściciel marki Jacobs). Korporacje te przez lata potajemnie uzgadniały między sobą terminy, formy oraz skalę podwyżek cen, bezpośrednio uderzając w miliony konsumentów oraz sektor gastronomiczny. W normalnym świecie nazywa się to po prostu okradaniem klientów w białych rękawiczkach. Ponadto niemieckie urzędy karały również wielkie sieci handlowe (np. Rossmann czy Edeka) za nielegalne porozumienia cenowe dotyczące m.in. właśnie kawy.
Skoro najwięksi gracze potrafili tworzyć nielegalne kartele na tak uregulowanym rynku jak niemiecki, dlaczego mielibyśmy wierzyć, że dzisiaj – w dobie globalnego kryzysu – nagle stali się kryształowo uczciwi?
Czas na obronę narodowego konsumenta
Dzisiejsza drożyzna, podciągana pod wygodny szyld „zmian klimatycznych” i „nieurodzaju”, to w dużej mierze efekt spekulacji funduszy inwestycyjnych i braku realnej kontroli nad gigantami rynkowymi. Globalne koncerny traktują Polskę, ale też inne kraje Europy, jak rynek zbytu drugiej kategorii – miejsce, gdzie można bezkarnie windować ceny, tłumacząc to globalnymi trendami.
Jako konsumenci musimy głośno domagać się, aby instytucje państwowe, takie jak UOKiK, patrzyły wielkim zagranicznym firmom dystrybucyjnym i sieciom handlowym patrzącym na ręce. Możemy też świadomie wybierać lokalne polskie palarnie rzemieślnicze (na rynku jest ich coraz więcej), które sprowadzają ziarna bezpośrednio od małych plantatorów. Ich kawy, choć zazwyczaj droższe niż sklepowe sieciówki, są smaczniejsze, a ziarna uprawiane są w sposób ekologiczny z poszanowaniem dla przyrody i lokalnych społeczności.
Nie możemy pozwalać na to, by pod pretekstem suszy w Brazylii, zachodnie korporacje bezkarnie łupiły Polaków z ich ciężko zarobionych pieniędzy. Skoro „taniej już było”, to czas, aby skończyło się również bezkarne dojenie naszych kieszeni.
źr. wPolsce24 za rynekspozywczy.pl, wikipedia.de










