Zamykają nawet najlepsze porodówki. „Wybory kobiet nie mają dziś żadnego znaczenia”
Symboliczny jest przykład Myszkowa. To właśnie tamtejszy szpital kobiety uznały za najlepszą porodówkę w Polsce w 2025 roku. Kilka tygodni później oddział położniczy wraz z neonatologią został czasowo zawieszony.
– Ranking w tym roku obarczony jest smutną refleksją. Część wysoko ocenionych porodówek już się zamknęła albo jest gotowa do zamknięcia. Jakość, którą doceniają kobiety, nie jest dziś brana pod uwagę – podkreśla Pietrusiewicz.
Fundacja zaznacza, że wysoka jakość opieki wcale nie jest domeną wielkich klinik. Wśród najlepiej ocenionych znalazły się m.in. Myszków, Starachowice, Hrubieszów, Kartuzy – małe i średnie miasta, gdzie personel latami budował standardy „porodu po ludzku”.
– Personel bardzo walczył o jakość, o standardy, o relacje z pacjentkami. I mam poczucie, że ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ tego nie dostrzegają – mówi szefowa fundacji.
Demografia kontra system
Problem jest brutalnie prosty: rodzi się za mało dzieci, by oddziały położnicze mogły się same utrzymać. Szpitale wskazują, że obecna wycena porodu przy dramatycznie spadającej liczbie urodzeń przestaje się spinać ekonomicznie.
– Ze względów finansowych żaden szpital powiatowy bez realnego wsparcia państwa nie jest w stanie utrzymać porodówki – ocenia Pietrusiewicz.
Dane GUS tylko to potwierdzają. W pierwszym półroczu 2025 roku urodziło się w Polsce ok. 115,5 tys. dzieci, czyli o ponad 10 tys. mniej niż rok wcześniej. W całym 2024 roku było to niespełna 252 tys. Dla porównania – w latach 80. rodziło się ponad 700 tys. dzieci rocznie.
W samym Myszkowie w 2024 roku na oddziale położniczym rodziło zaledwie 150 pacjentek z powiatu. Przy takich liczbach nawet najlepiej zorganizowany oddział nie jest w stanie się utrzymać.
„Najpierw znika oddział, potem ludzie”
Prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku zwraca uwagę na jeszcze jeden, często pomijany aspekt: utraconą wiedzę i doświadczenie personelu.
– Na dobrych porodówkach sercem wszystkiego są ludzie. Standardy pracy, relacje, doświadczenie – gdy oddział się zamyka, ten zespół się rozpada. To ogromna, często nieodwracalna strata – podkreśla.
Położne i lekarze odchodzą do innych placówek lub zmieniają zawód. Nawet jeśli oddział zostanie reaktywowany, bardzo trudno odbudować to, co tworzyło jego jakość.
„Pokoje narodzin” zamiast porodówek? Kosztowna alternatywa
Ministerstwo Zdrowia próbuje odpowiadać na problem zamykanych oddziałów m.in. poprzez wprowadzenie porodów pod opieką położnej w szpitalach bez porodówek, jeśli najbliższy oddział położniczy znajduje się dalej niż 25 km.
Zdaniem fundacji to rozwiązanie bardzo drogie i wątpliwe systemowo.
– Szacunkowy koszt funkcjonowania takich „pokoi narodzin” to ok. 3 mln zł rocznie. Jeśli szpital chce dodatkowo zapewnić opiekę lekarską – nawet 5 mln zł – wskazuje Pietrusiewicz.
Dodaje, że resort zdrowia przekonuje, iż będą to sytuacje jednostkowe.
– Jeśli porodów będzie mało, może się okazać, że jeden poród będzie kosztował kilka milionów złotych – ostrzega.
Ranking, który jest ostrzeżeniem
Fundacja Rodzić po Ludzku przypomina, że celem rankingu nie jest rywalizacja, lecz wskazywanie miejsc, w których kobiety rodzą z poszanowaniem godności, intymności i decyzyjności.
Tegoroczny ranking stał się jednak czymś więcej: ostrzeżeniem, że bez systemowych decyzji państwa Polska może stracić nie tylko sieć porodówek, ale także wypracowaną przez lata kulturę opieki okołoporodowej.
źr. wPolsce24 za PAP











