To koniec sanatoriów? Seniorzy załamują ręce

Historia pani Ireny pokazuje to najlepiej. 67-latka z Mazowsza czekała miesiącami na wyjazd do sanatorium. Gdy w końcu dostała skierowanie, okazało się, że musi jechać kilkaset kilometrów – bez bezpośredniego połączenia. Dwie przesiadki, rzadko kursujący autobus, bardzo słabo skomunikowane miejsce. — Sama bym sobie nie poradziła — mówi wprost.
Do tego dochodzi opieka nad chorą siostrą i brak możliwości zorganizowania zastępstwa. W takiej sytuacji decyzja o rezygnacji nie jest wyborem „bo mi się nie chce”. To często jedyna rozsądna opcja.
System nie nadąża za rzeczywistością
Jak przyznaje Narodowy Fundusz Zdrowia, problem dotyczy całego kraju – nie jednego regionu.
Powody rezygnacji? Bardzo konkretne:
- brak sensownej komunikacji do uzdrowisk,
- długie i skomplikowane podróże,
- opieka nad bliskimi,
- ryzyko podróży zimą,
- warunki pogodowe i bezpieczeństwo.
Dla młodej osoby to tylko niedogodności. Dla seniora – często bariera nie do pokonania.
Zima to nie jest neutralny termin
Jesienno-zimowe turnusy to kolejny ważny problem. Śliskie chodniki, wcześnie zapadający zmrok, niskie temperatury – to nie są drobiazgi dla osób starszych. Każdy upadek może skończyć się poważnym urazem. Do tego dochodzą codzienne obowiązki: ogrzewanie domu, pilnowanie instalacji, zwykłe funkcjonowanie w trudniejszych warunkach. W takich realiach wyjazd na trzy tygodnie w środku zimy bywa po prostu zbyt ryzykowny.
Tymczasem często pojawia się zarzut, że seniorzy „wybrzydzają” i chcą jeździć tylko latem albo do konkretnych miejsc. Trudno jednak nie zauważyć, że leczenie uzdrowiskowe ma pomagać w zdrowiu – a nie zaczynać się od stresu, ryzyka i walki z własnymi ograniczeniami.
źr. wPolsce24 za medonet.pl











