Kolonia farmaceutyczna Azji? Polska oddała zdrowie obywateli w obce ręce

Dziś zaledwie 20 proc. kluczowych leków jest produkowanych w całości w Polsce. - Pozostałe 80 proc. pochodzi z zagranicy – głównie z Azji, od dostawców z Chin i Indii, którzy w każdej chwili – z powodów geopolitycznych, ekonomicznych czy logistycznych – mogą ograniczyć eksport - przekonywał w rozmowie z PAP Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków.
Kopeć przestrzega, że „nawet nie potrzeba wojny”, by doszło do katastrofy: wystarczy szantaż handlowy, blokada handlu czy przerwanie łańcucha dostaw, a ludzie zaczną umierać nie dlatego, że kule będą świstały, ale dlatego, że zabraknie im leków na serce, antybiotyków czy insuliny.
Europa – w tym Polska – jest zależna od produkcji substancji czynnych na poziomie 80 proc. z Azji, a gotowe leki importujemy w jeszcze większym stopniu. To sprawia, że w obliczu kryzysu zdrowotnego czy geopolitycznego – system opieki zdrowotnej może się zawalić.
To, co jeszcze niedawno można było nazywać alarmistyczną publicystyką, dziś już jest niepodważalnym faktem popartym analizami. Raporty niezależnych ekspertów wskazują, że większość leków i substancji czynnych, na których działaniu opiera się nasze zdrowie, pochodzi spoza Europy, a lokalna produkcja jest iluzoryczna.
Nie jest to kwestia ekonomii, lecz suwerenności narodowej. Suwerenności tak fundamentalnej jak posiadanie własnej armii – bo co z tego, że armia jest uzbrojona, skoro cywile, w razie kryzysu, umrą z powodu braku podstawowych leków? Co z tego, że infrastruktura jest wzmocniona, jeśli szpitale nie będą w stanie leczyć chorych z braku substancji leczniczych?
Lekceważenie przez rząd? Nie możemy na to pozwolić
Poprzednie rządy – zarówno Beaty Szydło jak i Mateusza Morawieckiego – przynajmniej zauważały problem bezpieczeństwa lekowego. Kształtowano plany i deklarowano chęć wspierania krajowej produkcji. Próbowano podnosić temat budowy Fabryki Frakcjonowania Osocza, dofinansowywano Polfę Tarchomin. Dopuszczano możliwość, że leki mogą być droższe, ale polskie. Dziś widać, że ta świadomość rozmywa się w gąszczu biurokratycznych dyskusji, a realne działania są opóźnione lub pozostają na poziomie deklaratywnym.
Ministerstwo Zdrowia nadal chce kupować leki po cenach takich samych jak te importowane z Azji, nie rozumiejąc, że niskie ceny to pozorna oszczędność, ale realne ryzyko śmierci Polaków w czasie kryzysu.
Nie możemy czekać – czas działać
To nie jest moment na iluzje. Bez zdecydowanych kroków:
-
bezpieczeństwo lekowe Polski pozostanie złudzeniem;
-
zależność od Chin i Indii będzie rosnąć;
-
w razie zakłóceń w handlu światowym – a takich nie brakuje, co pokazała pandemia Covid-19 – Polacy zapłacą najwyższą cenę: życiem swoich bliskich.
Potrzebujemy sprawnej strategii państwowej, realnego wsparcia dla krajowych producentów, mechanizmów zapewniających stabilne finansowanie produkcji leków krytycznych – nawet jeśli oznacza to wyższą cenę. Bo bezpieczeństwo nie zna kompromisów.
Wielu ekspertów słusznie mówi o konieczności utworzenia pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa lekowego. To jest krok w dobrym kierunku, ale to dopiero początek drogi, którą Polska musi zacząć tu i teraz
źr. wPolsce24 za PAP, money.pl, polanddaily24.com











