Nowe informacje o stanie zdrowia studentki, która zachorowała w Chinach. Lekarze są ostrożni, rodzina nie traci nadziei

Dramat 24-latki poruszył Polskę. Uciechowska studiowała na jednej z chińskich uczelni. W maju trafiła do szpitala w Pekinie. Miała napady agresji, histerii i halucynacje, więc umieszczono ją na oddziale psychiatrycznym. Gdy po czterech dniach dostała zapalenia płuc, przeniesiono ją na oddział intensywnej opieki medycznej. W końcu zdiagnozowano u niej potworniaka – guza na jajniku – i szereg innych schorzeń.
Polacy stanęli na wysokości zadania
Największym problemem była bariera językowa. Jej chiński chłopak zajął się tłumaczeniem i załatwianiem spraw na miejscu, ale nie znał terminologii medycznej. Jej rodzina chciała sprowadzić ją do kraju, by mogła być dalej leczona w polskim szpitalu, ale koszty transportu medycznego były zaporowe, wynosiły ponad milion złotych. Na stworzoną w tym celu zbiórkę internauci wpłacili jednak aż 1,3 mln złotych.
Zanim jej rodzina zamówiła transport medyczny. Ministerstwo Obrony Narodowej zdecydowało, że 24-latka zostanie sprowadzona do kraju rządowym samolotem. Trafiła do 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Pieniądze zebrane przez internautów zostaną przeznaczone na koszty jej leczenia w Chinach i na dalsze leczenie w Polsce.
Nadal jest w śpiączce
Teraz jej matka, Joanna Uciechowska, przekazała kolejne informacje o stanie zdrowia córki. Niestety nadal jest w śpiączce klinicznej, a jej stan jest ciężki. Zapalenie mózgu postępuje. Rokowania lekarzy są bardzo ostrożne, ale jej rodzina i przyjaciele nie tracą nadziei. Jej matka powiedziała Gazecie Wrocławskiej, że nadzieję daje jej to, że jej córka jest młoda i nigdy nie miała wcześniej problemów ze zdrowiem, a także kompetencje jej polskich lekarzy. Musi z tego wyjść, nie ma innej możliwości – podkreśliła.
Matka Klaudii poinformowała także, że do Polski trafiła już cała dokumentacja Klaudii. Początkowo lekarze otrzymali tylko szczątkowe informacje, a jedynie cztery kartki były przetłumaczone na angielski. Jan Kutny, rzecznik szpitala, w którym leży Klaudia, mówił wtedy, że będą musieli wykonać badania od początku, bo będzie to szybsze, niż jej tłumaczenie z języka chińskiego.
Matka Klaudii ma także żal do chińskich lekarzy o to, że początkowo błędnie zdiagnozowali u jej córki zaburzenia psychiczne, chociaż nie wie, jaki to opóźnienie miało wpływ na jej obecne rokowania. Wyznała, że lekarze z Wrocławia powiedzieli jej, że zapalenie mózgu ma takie objawy, że w Polsce też mogłoby dojść do podobnej pomyłki. Podkreśla jednak, że Chińczycy zignorowali jej prośbę o zrobienie tomografii, a także opinię jej psycholog, że Klaudia jest zdrowa psychicznie. A mimo wszystko nikt nas nie posłuchał. I o to mam żal – powiedziała.
źr. wPolsce24 za "Fakt"











