Zdrowie

Toksyczna moda „eko-postępowców”. Takie meble to tykające bomby chemiczne. Polacy coraz częściej je kupują

opublikowano:
Stare meble jednak nie są takie ekologiczne
Stare meble jednak nie są takie ekologiczne (fot. shutterstock)
Zachodni salonowi rewolucjoniści w imię walki z rzekomym śladem węglowym zwożą do domów stare meble. Niemiecka prasa alarmuje: to często szafy pełne trucizny, lindanu i formaldehydu.

Ślepa pogoń za ekologicznymi trendami i rzekomą „zrównoważoną konsumpcją” po raz kolejny zderzyła się brutalnie z rzeczywistością. Jak donosi niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ), masowa moda na wyposażanie wnętrz w meble „vintage” oraz „retro” wiąże się dla wielu Europejczyków z bezpośrednim zagrożeniem zdrowia. To, co postępowi aktywiści i wielkomiejscy hipsterzy uważają za przejaw ekologicznej cnoty, w rzeczywistości okazuje się domowym arsenałem toksycznych substancji.

Od lat lewicowo-liberalne media i celebryci powtarzają ten sam dogmat: kupowanie nowych rzeczy to zbrodnia przeciwko planecie. Zamiast nowoczesnych, certyfikowanych wyrobów, nowoczesna elita nakazuje przeszukiwać pchle targi, piwnice i portale ogłoszeniowe w poszukiwaniu mebli z minionych dekad. „Uratuj komodę z lat 60., zmniejsz ślad węglowy!” – krzyczą nagłówki magazynów wnętrzarskich. Jednak nikt z tych ideologów nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, czym te „ekologiczne perełki” były impregnowane i malowane.

Niemiecki „Giftschrank” w salonie u hipstera

Artykuł opublikowany na łamach FAZ, wymownie zatytułowany pytaniem o „szafę z truciznami” (niem. Giftschrank), obnaża bezmyślność tej mody. Eksperci cytowani przez gazetę ostrzegają, że stare meble wyprodukowane w drugiej połowie XX wieku – zwłaszcza w okresie od lat 50. do 80. – powstawały w czasach, kiedy normy środowiskowe i zdrowotne praktycznie nie istniały, a przemysł chemiczny przeżywał swój złoty wiek, testując na konsumentach najbardziej agresywne substancje.

Kupując stary, niezbadany mebel, w imię ratowania świata fundujemy swoim dzieciom powolną inhalację rakotwórczymi oparami” – zwracają uwagę specjaliści badający jakość powietrza w pomieszczeniach.

Wśród najgroźniejszych pasażerów na gapę w meblach retro wymienia się przede wszystkim formaldehyd – powszechnie stosowany w dawnych płytach wiórowych i klejach, który potrafi ulatniać się przez dziesięciolecia. Co gorsza, stare szafy i komody bardzo często były zabezpieczane przed kornikami i wilgocią za pomocą skrajnie toksycznych pestycydów, takich jak pentachlorofenol (PCP) oraz lindan. Obie te substancje są obecnie surowo zakazane w Unii Europejskiej z uwagi na ich udowodnione działanie rakotwórcze oraz niszczący wpływ na układ nerwowy i hormonalny.

Hipokryzja „zielonego” stylu życia

Sprawa mebli vintage doskonale ilustruje szerszy mechanizm, jakim posługuje się współczesna lewica kulturowa. Walka z tradycyjnym przemysłem i promowanie alternatywnych form egzystencji opiera się głównie na marketingu emocjonalnym, a nie na rzetelnej wiedzy naukowej. Współczesny postępowiec ostentacyjnie rezygnuje z zakupu nowoczesnego, bezpiecznego stołu od lokalnego producenta, by z dumą postawić w jadalni lakierowany stół z czasów PRL-u – pokryty łuszczącym się lakierem ołowiowym.

Ołów, kadm, zmiękczacze rzekomo zakazane w nowoczesnych zabawkach – to wszystko znajduje się w zasięgu ręki dzieci raczkujących po salonach urządzonych w myśl „eko-świadomości”. Ironią losu jest fakt, że ludzie najbardziej przerażeni rzekomym zanieczyszczeniem środowiska, sami na własne życzenie zamieniają swoje mieszkania w składowiska odpadów niebezpiecznych, często płacąc za to handlarzom antyków astronomiczne sumy.

Powrót do zdrowego rozsądku

Niemiecka przestroga opublikowana w FAZ powinna być zimnym prysznicem również dla polskich konsumentów, wśród których moda na styl mid-century modern i renowację starych mebli bije rekordy popularności. Konserwatyzm od zawsze stawiał na trwałość, jakość i zdrowy rozsądek, a nie na ideologiczne zrywy podsycane przez korporacje i modne nurty.

Zamiast ulegać presji wielkomiejskich aktywistów i bezkrytycznie znosić do domów stare meble niewiadomego pochodzenia, warto powrócić do sprawdzonych rozwiązań: wspierania rodzimego rzemiosła, zakupu mebli z litego drewna od certyfikowanych dostawców oraz przede wszystkim – kierowania się dobrem własnej rodziny, a nie fałszywą troską o globalny klimat, która po raz kolejny okazuje się toksyczną pułapką.

Oczywiście niektórzy decydują się na takie meble ze względów estetycznych - to ich wybór, mają do tego prawo, ważne jednak, by pamiętali o zagrożeniach, które z tym się wiążą. 

Warto też pamiętać o trudnej sytuacji polskiej branży meblarskiej, której obecny rząd nie pomaga. 

źr. w Polsce24 za „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 

Zdrowie

Wyrzuć to natychmiast z lodówki! GIS bije na alarm. Wykryto niebezpieczną toksynę!

opublikowano:
Camembert z surowego mleka objęty ostrzeżeniem GIS – francuskie sery wycofane z rynku z powodu wykrycia bakterii E. coli STEC produkującej toksynę Shiga
Pilne ostrzeżenie GIS. Groźna bakteria wykryta w popularnych francuskich serach camembert. Sprawdź, czy masz ten produkt w lodówce (fot. GIS/graf. AI)
Główny Inspektorat Sanitarny wydał pilne ostrzeżenie publiczne dotyczące żywności. W dwóch rodzajach francuskiego sera wyprodukowanego z surowego mleka krowiego stwierdzono obecność niebezpiecznej bakterii Escherichia coli produkującej toksynę Shiga (STEC). Spożycie skażonego produktu niesie za sobą wysokie ryzyko wystąpienia poważnego zatrucia pokarmowego.
Zdrowie

Tych grzybów nie wolno zbierać w Polsce. Większość grzybiarzy nie ma pojęcia, że grozi im surowa kara

opublikowano:
koszyk pełny grzybów
(fot. ilustracyjna/ pexels)
Wyprawa do lasu na grzyby to dla wielu Polaków ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu. Choć większość popularnych gatunków jadalnych można zbierać bez ograniczeń, to niewielu grzybiarzy nie zdaje sobie sprawy, że nieprzestrzeganie obowiązujących przepisów może skończyć się wysoką grzywną lub sprawą w sądzie.
Zdrowie

Ten błąd popełniają miliony Polaków, a wątroba po cichu umiera

opublikowano:
shutterstock_2736332541
Ciągłe zmęczenie, spadek sił witalnych i brak energii pomimo przespanej nocy? Wielu zrzuca to na karb przepracowania, stresu czy wieku. Tymczasem prawda może leżeć zupełnie gdzie indziej. Nasz organizm wysyła cichy sygnał ostrzegawczy – problemem może być przeciążona i otłuszczoną wątroba. Współczesny świat promuje wygodnictwo, przetworzoną chemię i bezruch, a rachunek za te „dobrodziejstwa” płacimy własnym zdrowiem.
Zdrowie

Chora na raka czekała 46 godzin na przyjęcie na oddział. Jej syn powiadomił prokuraturę

opublikowano:
Chora na raka czekała na SOR poznańskiego szpitala 46 godzin na przyjęcie na oddział. Gdy zmarła, jej syn powiadomił prokuraturę
(Chora na raka czekała na SOR poznańskiego szpitala 46 godzin na przyjęcie na oddział. Gdy zmarła, jej syn powiadomił prokuraturę (fot. ilustracyjna Pexels)
Chora na raka kobieta spędziła 46 godzin na SOR Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu, zanim przyjęto ją na oddział. Zmarła następnego dnia – a jej rodzina domaga się teraz prawdy o tym, czy udzielono jej niezbędnej pomocy.
Zdrowie

Koniec ze "zmianą płci"? Głośny apel Kotuli do lekarzy

opublikowano:
Katarzyna Kotula zwróciła się do samorządów zawodów medycznych z propozycją zastąpienia określeń takich jak „upośledzenie umysłowe” i „zmiana płci” terminologią, którą uważa za bardziej odpowiednią dla pacjentów.
Katarzyna Kotula (fot.Fratria)
Katarzyna Kotula zamierza walczyć z terminologią medyczną, która jej zdaniem może być krzywdząca dla pacjentów. Stąd też zwróciła się do samorządów zawodów medycznych, aby ich członkowie zaprzestali używania pojęć takich jak „upośledzenie umysłowe” czy „zmiana płci”.
Zdrowie

Początek upadku służby zdrowia? Sąd ogłasza upadłość szpitala na Pomorzu. Karetki jadą po 80 kilometrów

opublikowano:
Mieszkańcy Pomorza znajdujący się dotąd w rejonie działania szpitala w Miastku zostali skazani na długie dojazdy do odległych lecznic
Mieszkańcy Pomorza znajdujący się dotąd w rejonie działania szpitala w Miastku zostali skazani na długie dojazdy do odległych lecznic (Fot. Fratria/zdjęcie ilustracyjne)
System ochrony zdrowia w Polsce dotarł do niebezpiecznego punktu zwrotnego. Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ oficjalnie ogłosił upadłość Szpitala Miejskiego w Miastku na Pomorzu. Placówka z dnia na dzień przestała leczyć, a jej gigantyczne długi przerosły lokalny samorząd. Przykład Miastka budzi jednak potężny niepokój w całym kraju – w obliczu coraz większej dziury w budżecie NFZ i lawinowo rosnących zobowiązań szpitali w całej Polsce, eksperci i pacjenci pytają wprost: czy to dopiero początek tragicznej serii bankructw polskich placówek medycznych?