Dostała dożywocie, bo zabiła męża dla pieniędzy. Teraz "Zielona Wdowa" żąda, by wypuszczono ją z więzienia

Samuels była przez sześć lat żoną Roberta, kamerzysty pracującego w Hollywood. Wychowywali wspólnie jej nastoletnią córkę Nicole. Ich małżeństwo rozpadło się w 1986 roku. W grudniu 1988 roku Samuels i jej córka zgłosiły policji, że znalazły jego zwłoki w domu, w którym niegdyś razem mieszkali. 40-letni mężczyzna zginął od strzału w tył głowy.
Chciała jego pieniędzy
Śledczy początkowo nie mieli pojęcia, kto go zamordował. Pomogło im dopiero anonimowe zgłoszenie na infolinii. Sygnalista twierdził, że Samuels zleciła jego zamordowanie z powodów finansowych. Po jego śmierci dostała m.in. 240 tys. dolarów z jego ubezpieczenia na życie, wartą ok. 70 tys. dolarów restaurację, której była wcześniej współwłaścicielką i warty ok. 160 tys. dolarów dom. Śledczy odkryli, że wydała te pieniądze w niecały rok. Kupiła za nie luksusowe mieszkanie, Porsche dla swojego chłopaka czy ogromny telewizor. Sygnalista powiedział także, że zleciła zamordowanie Jamesa Bernsteina – mordercy na zlecenie, który miał zastrzelić jej męża. Sygnalista twierdził, że chciała się go pozbyć, bo martwiła się, że powie o niej policji. Jego zwłoki znaleziono w 1989 roku na poboczu drogi w hrabstwie Ventura, nosiły ślady pobicia i uduszenia.
Samuels usłyszała kilka zarzutów morderstwa i spisku celem popełnienia morderstwa. Prokuratura przedstawiała ją jako zimną i wyrachowaną osobę, która zleciła te morderstwa jedynie z powodów finansowych. Prokurator zauważył, że para była akurat w trakcie rozwodu po dwuletniej separacji i gdyby do niego doszło, dostałaby 30 tys. dolarów w ramach ugody sądowej, a nie ok. pół miliona, które dostała po jego śmierci. Obciążające ją zeznania złożyło też dwóch mężczyzn, którym miała zapłacić 5 tys. dolarów za zamordowanie Bernsteina. Zrobili to w ramach ugody, by uniknąć kary śmierci. Jej proces zakończył się w 1994 roku wyrokiem śmierci. Późniejsze apelacje początkowo nie przyniosły skutku, ale w 2023 roku sędzia złagodził wyrok do kary dożywocia bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie. W praktyce to nic nie zmieniło, bo chociaż kara śmierci jest w Kalifornii nadal legalna, egzekucje wstrzymano w 2019 roku.
Użyto przeciwko niej jej rozwiązłości
Teraz Samuels domaga się jednak zwolnienia z więzienia. W wysłanym do sądu piśmie twierdzi, że jej proces był fundamentalnie niesprawiedliwy. Jej zdaniem prokuratura w jego trakcie nie pokazała żadnych twardych dowodów jej winy, a zamiast tego użyła jej stylu życia, by negatywnie nastawić do niej przysięgłych. W trakcie procesu pokazano m.in. erotyczne listy, jakie wymieniała z licznymi kochankami, czy świadków, którzy widzieli, jak imprezuje w nocnych klubach i przyjmuje narkotyki. Najsłynniejszym dowodem było jednak zdjęcie, na którym uśmiechnięta Samuels leży na łóżku, ubrana jedynie w dolary, jakie otrzymała z ubezpieczenia po mężu. To właśnie przez to zdjęcie media ochrzciły ją „Zieloną Wdową”, a przewodniczący ławy przysięgłych przyznał później, że to właśnie ono najmocniej przekonało ich o jej winie.
Wśród dowodów przeciwko niej znalazło się także zeznanie, że flirtowała z jednym z policjantów na miejscu zbrodni. Miała przycisnąć do niego biust i głaskać go po głowie twierdząc, że "lubi łysych". Zdaniem Samuels zeznania i dowody, świadczące o jej rozwiązłym sposobie bycia, nie miały nic wspólnego z tym morderstwem i pokazują jak bardzo szokująca, seksualizująca i zapalna była strategia prokuratury.
źr. wPolsce24 za New York Post











