Zaginioną kobietę odnaleziono po 24 latach. Jej rodzina nie wie, co o tym myśleć

Michele Lyn Hundley Smith mieszkała w miasteczku Eden w Wirginii. 9 grudnia 2001 roku pojechała do pobliskiego Martinsville, by zrobić przedświąteczne zakupy w tamtejszym supermarkecie. Gdy nie wróciła do domu, jej mąż zgłosił jej zaginięcie.
Po tym zgłoszeniu rozpoczęły się intensywne poszukiwania, które objęły nie tylko Wirginię, ale także Północną Karolinę. Oprócz lokalnych policji i biur szeryfa, brało w nich udział Stanowe Biuro Śledcze Wirginii, FBI, a także antynarkotykowa agencja DEA. Śledczy założyli, że została porwana i znajduje się w niebezpieczeństwie, bo dobrowolnie nie opuściłaby trójki swoich dzieci.
Mimo intensywnych poszukiwań i sprawdzenia setek tropów, zaginionej kobiety nie udało się jednak odnaleźć. Zmieniło się to dopiero teraz. Biuro szeryfa hrabstwa Rockingham ujawniło, że po sprawdzeniu kolejnej informacji, jaką otrzymali w piątek, Smith udało się zlokalizować w Karolinie Północnej, czyli... w sąsiednim do Wirginii stanie.
Biuro szeryfa nie ujawniło zbyt wielu szczegółów. Poinformowało jednak, że zaginiona „żyje i ma się dobrze”. Poprosiła ich, by nie ujawniali miejsca, w którym mieszka, także jej rodzinie. Nie chce nawiązać z nimi kontaktu. Jej kuzynka Barbara Byrd, która spędziła lata na jej poszukiwaniach, wyznała lokalnemu portalowi WFMYNews 2, że bardzo się cieszy z tego, że Smith żyje. Powiedziała, że nigdy w to nie zwątpiła, ale jest bardzo ciekawa co skłoniło ją, by opuścić swoją rodzinę.
W długim oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych, jednak z jej córek napisała, że odnalezienie ich matki wywołało w rodzinie sprzeczne emocje. Przyznała, że ona sama zarówno cieszy się z tego, że ją odnaleziono i okazało się, że nic jej nie jest, jak i jest zła i smutna za to, że przed laty ich opuściła. Dodała, że nie wie, czy będzie w stanie ponownie nawiązać z nią kontakt.
źr. wPolsce24 za New York Post











