Wszyscy myśleli, że dostał "filologicznego Nobla". Okazało się, że to oszustwo

W 2015 roku francuskie media rozpisywały się szeroko, że Międzynarodowe Stowarzyszenie Filologiczne postanowiło nagrodzić Złotym Medalem Filologii 46-letniego wykładowcę literatury Florenta Montaclaira. Był on wtedy praktycznie nieznany, wykładał na Uniwersytecie Marie i Louisa Pasteur w Besancon, gdzie kształcił przyszłych nauczycieli, a w wolnych chwilach pisał powieści o wampirach. Mimo jego anonimowości o tej nagrodzie zrobiło się bardzo głośno.
Porównywano ją powszechnie do nagrody Nobla i podkreślano, że Montaclair jest pierwszym Francuzem, którego spotkał taki zaszczyt. Rok wcześniej tę nagrodę miał dostać legendarny włoski pisarz Umberto Eco.
Nieistniejące stowarzyszenie i uniwersytet
Ceremonia jej przyznania była niezwykle uroczysta. Odbyła się w francuskim Zgromadzeniu Narodowym. Wśród gości byli laureaci nagrody Nobla, posłowie, byli ministrowie, a także znani naukowcy. Nieco później Montaclair zaczął twierdzić, że amerykański Uniwersytet Filologii i Edukacji, który ma siedzibę w miejscowości Lewes w stanie Delaware, przyznał mu doktorat z francuskiej literatury i gramatyki.
Rok później tę nagrodę przyznano słynnemu językoznawcy Noamowi Chomskiemu. Podczas zorganizowanej w Brukseli ceremoni Montaclair wręczył mu osobiście medal. Wątpliwości pojawiły się jednak już w 2018 roku. Wtedy laureatem tej prestiżowej nagrody został 85-letni rumuński akademik Eugen Simion.
Dziennikarze rumuńskiego portalu Scena9, chcąc napisać artykuł o sukcesie ich rodaka, dochowali staranności i zaczęli sprawdzać. To, co znaleźli, było mocno szokujące. Okazało się bowiem, że jedynym śladem istnienia Międzynarodowego Stowarzyszenia Filologii jest mocno amatorska strona internetowa, którą stworzono we Francji i znajdowała się na francuskich serwerach. Tak samo było z uniwersytetem, który rzekomo przyznał Montaclair doktorat – pod podanym na jego stronie adresem w rzeczywistości znajdował się jubiler.
Zanim o sprawie zrobiło się głośno, Montclair złożył do Ministerstwa Edukacji wniosek o awans. Dołączył do niego swój amerykański doktorat. Urzędnicy nie uznali go oficjalnie, ale mimo tego dostał awans na adiunkta. Prawda wyszła na jaw dopiero w zeszłym roku. Jak informuje BBC, Montaclair miał wtedy przewodniczyć dyskusji, której tematem były fake newsy <sic!> - i jeden z jej uczestników przypomniał sobie, że przeczytał przed laty artykuł o jego nagrodzie na rumuńskim portalu, w którym dziennikarze dokonali jego demaskacji.
Wiedział, po co przyszli
Sprawą zainteresowały się w końcu służby, a w lutym odwiedziła go w domu policja. Gdy spytali go, czy wie, czego chcą, odparł domyślam się, że chodzi o medal. Jego sprawę prowadzi obecnie prokuratura w Montbeliard. Śledczy ustalili, że stowarzyszenie, które nadało mu medal, nigdy nie istniało. Sam je wymyślił i stworzył jego stronę internetową, a także listę rzekomych laureatów tej nagrody, którą miano przyznawać od 1967 roku. Tak samo było z uniwersytetem w Delaware. Montaclair przyznał policjantom, że sam medal zamówił u jednego z francuskich złotników przed ceremonią, zapłacił za niego 250 euro. Prokurator Paul-Edouard Lallois powiedział, że detektywi spędzili całe miesiące próbując przejrzeć jego kłamstwa.
- To było jedno gigantyczne oszustwo. Można z tego zrobić film albo serial – powiedział Guardianowi.
Sprawa nie jest jednak taka prosta. Montaclair wprawdzie przyznał się, że wymyślił ten medal, stowarzyszenie i uniwersytet. Twierdzi jednak, że nie popełnił żadnego przestępstwa, a jedynie podjął próbę – nieudaną – stworzenia nowej nagrody dla akademików. Twierdzi także, że nigdy nie porównywał tej nagrody do Nobla, obwinia o to lokalne media, które jako pierwsze podjęły temat. Lallois powiedział także, że odrzuca oskarżenia o fałszerstwo, bo to sugeruje, że taki medal istniał naprawdę.
- Skoro prawdziwy medal filologii nie istnieje, jego medal nie może być fałszerstwem – powiedział dziennikarzom.
Nie wiadomo, czy popełnił przestępstwo
Llalois wytłumaczył, że samo stworzenie medalu i przyznanie go sobie w nagrodzie nie jest we Francji przestępstwem.
- Każdy może stworzyć medal. Możesz zamówić w internecie medal dla „najlepszego dziennikarza we Francji, w złocie, srebrze lub brązie, przyznać go sobie i zorganizować własna małą uroczystość, po cichu w domu, przy drinkach – powiedział.
Prokurator wyjaśnił, że kluczowym elementem tej sprawy jest stwierdzenie, czy dzięki temu medalowi Montaclair odniósł korzyści osobiste.
- Jeśli zostaniesz ze swoimi małymi medalami w domu, stojącymi na kominku, nie ma za to konsekwencji prawnych. Jeśli, z drugiej strony, wspomnisz o nich pracodawcy, wspomnisz o nich mediom, i jeśli doprowadzi to do pewnego poziomu uznania zawodowego, to ma to konkretne implikacje, i to wtedy może pojawić się myśl, że doszło do oszustwa – wytłumaczył.
Prokurator jest przekonany, że tak było w tym wypadku. Jego zdaniem to oszustwo dało mu w świecie akademickim pozycję, której nie zdobyłby, gdyby nie ten medal i zainteresowanie mediów. Udowodnienie tego nie będzie jednak łatwe. Jego fałszywy doktorat nie został uznany przez francuskie władze, więc prokuratura będzie musiała udowodnić, że nie dostałby awansu, gdyby urzędnicy nie myśleli, że jest laureatem prestiżowej nagrody – a to nie będzie łatwe zadanie.
Lallois powiedział, że przesłucha go ponownie za kilka tygodni i wtedy zdecyduje, czy postawić mu zarzuty. Jeśli tak się stanie i jeśli zostanie skazany, grozi mu do pięciu lat więzienia.
Nieco go to przerosło
Jego adwokat Jean-Baptiste Euvrard przyznał, że to interesująca sprawa, a jego klienta nieco przerosło to, co wymyślił, ale jest przekonany, że nie popełnił przestępstwa.
- Ludzie mówią, że 10 lat temu wszyscy padli ofiarą potwornego oszustwa, ale każdy ma prawo do bogatej wyobraźni – stwierdził – To od osoby, z którą rozmawiasz zależy, czy wierzą w to czy nie.
Zdaniem Lalloisa Montaclair tak bardzo kłamał, że w końcu sam uwierzył w swoje kłamstwo. Dodał, że najbardziej współczuje jego żonie – nauczycielce w szkole średniej – i córkom, które nic nie wiedziały o tym oszustwie. Prokurator nie potrafi też zrozumieć, dlaczego zaryzykował swoją karierę.
- Jest bardzo inteligentny, oczytany i interesujący. Miał dobrą karierę w systemie edukacji publicznej, nawet jeśli, jak się zdaje, uległa pewnej stagnacji – powiedział – Domyślam się, że zrobił to dla odrobiny chwały i uznania ze strony kolegów i środowiska akademickiego.
źr. wPolsce24 za Guardian, BBC, Le Monde











