Na agendę wraca sprawa szczepionek i Ursuli von der Leyen. Zaskakujący głos z TSUE

Chodzi o kontrakty warte 2,7 miliarda euro, dotyczące ponad miliarda dawek. KE utajniła kluczowe informacje – m.in. nazwiska członków zespołu negocjacyjnego oraz postanowienia dotyczące odszkodowań dla koncernów farmaceutycznych.
Rzecznik TSUE stwierdził, że takie działanie było nieuzasadnione, a przejrzystość w tej sprawie leży w interesie publicznym. Ostateczny wyrok wyda jeszcze cały Trybunał, ale opinia rzecznika generalnego zwykle zapowiada kierunek rozstrzygnięcia.
Rzadki głos po stronie ludzi, a nie eurokracji
To rzadki przypadek, w którym TSUE staje po stronie transparentności zamiast po stronie brukselskiej biurokracji. Zwykle ten Trybunał jest bowiem uruchamiany wtedy, gdy trzeba wtrącać się w sprawy wewnętrzne Polski, Węgier czy innych krajów, które nie chcą ślepo słuchać Brukseli.
Ursula von der Leyen pewnie nie przejmie się tym zbytnio – jak dotąd skutecznie unikała pełnej odpowiedzialności za aferę zwaną Pfizergate (w tym słynne „zaginione” SMS-y do szefa Pfizera).
Przypomnijmy też, że Polskę ta nieprzejrzystość ma kosztować miliardy złotych. W efekcie fatalnie wynegocjowanych unijnych umów nasz kraj dostał właśnie rachunek na ponad 5,6 miliarda złotych za nieodebrane dawki szczepionek Pfizera. To pieniądze podatników, które pójdą na utylizację preparatów, których nikt nie potrzebował.
Ursula kpi sobie z prawa
Cała „wspólna unijna strategia” szczepionkowa okazała się klasycznym przykładem centralistycznego bubla – ogromne ilości zamawiane po cenie wywindowanej, bez realnej oceny zapotrzebowania, przy braku konkurencji i po tajnych negocjacjach. Gdy przyszło co do czego, to państwa członkowskie (w tym Polska) zostały z problemem i rachunkiem.
Czy opinia rzecznika TSUE coś zmieni? Raczej niewiele. Von der Leyen i komisja od lat udowadniają, że czują się ponad jakąkolwiek kontrolą i ponad prawem. Ale sam fakt, że nawet w Luksemburgu ktoś zauważył rażący brak transparentności, jest symbolicznym policzkiem dla brukselskiej elity. Czas, żeby Polacy w końcu dostali pełny dostęp do tych umów i dowiedzieli się, kto naprawdę decydował o tym, ile miliardów wydamy na szczepionki.
źr. wPolsce24 za PAP











