Afera o miliardy z UE. Węgry: skoro my mamy je oddać, rząd Tuska też powinien

W grudniu 2023 roku Komisja Europejska zdecydowała o odmrożeniu około 10 miliardów euro dla Węgier, mimo wcześniejszych zarzutów o naruszenia tzw. praworządności. Decyzja od początku budziła ogromne kontrowersje. Wielu europosłów otwarcie mówiło, że był to polityczny „deal” – forma zachęty dla premiera Viktora Orbana, by nie blokował kluczowych decyzji UE dotyczących pomocy dla Ukrainy. Orban pieniądze dostał, choć podobnego traktowania nie doczekał się rząd PiS. KE środki z KPO wypłaciła dopiero rządowi Donalda Tuska.
Węgry nie wdrożyły reform, a Polska?
Sytuacja zmieniła się diametralnie w 2026 roku. Rzecznik generalna Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznała, że decyzja o wypłacie środków dla Węgier była przedwczesna i niezgodna z zasadami, bo wymagane reformy sądownictwa nie zostały faktycznie przez rząd Orbana wdrożone. W praktyce oznacza to, że Węgry mogą zostać zmuszone do oddania miliardów.
Na to ostro zareagował węgierski minister ds. UE János Bóka. Jego argument jest prosty: jeśli Bruksela każe oddać pieniądze Węgrom, to powinna zrobić to samo wobec Polski. W jego ocenie sytuacja jest analogiczna.
W lutym 2024 roku rząd Donald Tusk otrzymał dostęp do około 137 miliardów euro z KPO i innych funduszy, mimo że nie wdrożył żadnych reform sądownictwa, a cały ich plan opierał się głównie na planach i deklaracjach. Jak zauważył Bóka, rząd Tuska dostał pieniądze praktycznie na podstawie „planu działań na półtorej strony”, który do dziś nie został zrealizowany.
Groźny precedens
Eksperci prawa unijnego przyznają, że sprawy Węgier i Polski są formalnie różne, ale jednocześnie nie wykluczają, że jeśli zapadnie wyrok nakazujący zwrot środków przez Węgry, może powstać precedens, który uderzy również w Polskę.
Ta sytuacja pokazuje coś znacznie poważniejszego niż spór prawny. Najpierw pieniądze są blokowane, potem odmrażane z powodów politycznych, a na końcu pojawia się pomysł ich odebrania. Dla państw członkowskich oznacza to brak stabilności i przewidywalności.
W kontekście takich wydarzeń pojawia się zasadnicze pytanie, czy Komisja Europejska, a szerzej Unia Europejska to jest wiarygodny partner finansowy? Jeśli dziś Unia daje pieniądze warunkowo, jutro zmienia interpretację przepisów, a pojutrze każe je oddać, to jak traktować pomysły wspólnego zadłużania się, na przykład w ramach projektów typu SAFE?
Sytuacja wygląda jasno i niepokojąco jednocześnie: zasady w UE nie są stałe, lecz polityczne, decyzje finansowe mogą być odwracalne, a „praworządność” bywa narzędziem, a nie standardem. Dlatego coraz częściej pojawia się ostrzeżenie, że w sprawach miliardów i długów na pokolenia trudno mówić o pełnym zaufaniu.
źr. wPolsce24 za politico.eu











