To może być punkt zwrotny ataku na Iran. Plan Trumpa wyciekł do mediów

Kurdowie to irańska grupa etniczna zamieszkująca Kurdystan – obszar leżący na terenie Turcji, Iranu, Iraku i Syrii. Liczy ok. 30-45 mln osób. Są uznawani za „naród bez państwa” i od bardzo dawna walczą o niepodległy Kurdystan.
Kurdowie dołączą do wojny?
Jak donosi "Financial Times", administracja Donalda Trump prowadzi rozmowy z kurdyjskimi organizacjami zbrojnymi o tym, jaką rolę mogą odegrać w wojnie z Iranem. Źródła dziennika twierdzą, że obejmowało to także rozmowy o zorganizowaniu ewentualnej ofensywy z terytorium Iraku, gdzie stacjonują, Kurdowie mieli prosić o broń i szkolenia, wsparcie wywiadowcze i stworzenie przez USA strefy no-fly, ale na razie nie otrzymali odpowiedzi na te prośby.
Jak informują niektóre źródła FT, kluczową rolę w tych rozmowach odgrywa Centralna Agencja Wywiadowcza. Inni rozmówcy twierdzą, że to wspólna inicjatywa USA i Izraela.
CIA tradycyjnie odmówiła komentarza, ale jeden z jej byłych członków powiedział FT anonimowo, że agencja ma bardzo dobre stosunki z irańskimi Kurdami, i ma je od lat.
Tymczasem sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że Trump rozmawiał z kurdyjskimi przywódcami, ale ta rozmowa dotyczyła naszej bazy, którą mamy w północnym Iraku. Dodała, że prezydent nie zgodził się na żaden plan, który przewidywałby uzbrojenie kurdyjskich wojowników.
Według źródeł FT Trump rozmawiał telefonicznie nie tylko z Kurdami z Iranu – w tym z ważną postacią w Kurdystańskiej Partii Demokratycznej Iranu, jednej z najstarszych kurdyjskich organizacji politycznych – ale także z tymi z Iraku. Potwierdził to Bafel Talabani, lider Związku Patriotycznego Kurdystanu. Powiedział, że Trump wyjaśnił cele USA w obecnej wojnie, ale nie podał żadnych szczegółów. Jakakolwiek operacja przeciwko reżymowi w Teheranie wymagałaby wsparcie Kurdów z Iraku.
Eksperci uważają, że kurdyjskie powstanie raczej nie ma szans na obalenie reżymu. Zauważają, że Kurdowie to zaledwie 6 do 9 mln z 90 mln obywateli Iranu. Ich organizacje nie dysponują też ciężką bronią, jak czołgi czy broń przeciwpancerna, więc siły irańskie, nawet osłabione przez amerykańsko-izraelskie naloty, dałyby radę je spacyfikować.
Niektórzy eksperci spekulują jednak, że Amerykanie chcą użyć Kurdów jako przynęty. Ich powstanie zmusiłoby Iran do reakcji i wysłania wojsk do Kurdystanu, a to mogłoby ułatwić Amerykanom ich zniszczenie.
I znów zostaną zdradzeni?
Pojawiające się w przestrzeni internetowej doniesienia, że Kurdowie zaczęli już powstanie, wydają się być nieprawdziwe. Reżym w Teheranie zdaje się jednak traktować to zagrożenie poważnie. W czwartek rano irańskie państwowe media ujawniły, że Iran atakuje antyirańskie siły separatystów. Jak donosi telewizja al-Dżazira, chodzi o ataki na Kurdów w irackiej części Kurdystanu. Według lokalnych mediów miały miejsce co najmniej cztery eksplozje w prowincji Sulajmanijja na północy Iraku. Celem irańskiego ataku miała być centrala Komali, jednej z organizacji zbrojnych irańskich Kurdów.
USA od dawna współpracuje z Kurdami, ale wielu ekspertów zwraca uwagę, że mogą oni nie być chętni do wywołania kolejnego powstania na prośbę Amerykanów. Po zakończeniu operacji Pustynna Burza w 1991 roku Amerykanie namówili ich do wywołania powstania w Iraku. Reżym Saddama Husajna okazał się jednak być silniejszy niż się spodziewano, a Amerykanie nie pomogli Kurdom, gdy ich potem masakrował.
W Syrii Amerykanie wspierali kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne, ale po upadku Baszszara Assada wycofały swoje poparcie i poparły nowy rząd tego kraju, który z nimi walczy. Poparcie powstania irańskich Kurdów zaostrzyłoby też raczej stosunki USA z Turcją, która sprzeciwia się jakimkolwiek formom kurdyjskiego nacjonalizmu.
Źr. wPolsce24 za "Financial Times", al-Jazeera











