Tyle są warte obronne traktaty Tuska. Minister: odchodzę, bo nie mamy pieniędzy na obronność

Dla Tuska miał to być wielki dyplomatyczny sukces i dowód, że „Europa da radę” nawet bez silnego amerykańskiego parasola. Dzisiaj ten „sukces” wygląda już zupełnie inaczej.
Odchodzę, bo nie ma pieniędzy
W czwartek minister obrony Wielkiej Brytanii John Healey złożył dymisję. W liście rezygnacyjnym napisał wprost: brakuje pieniędzy na obronność. Środki są niezbędne, by „chronić kraj w czasie narastających zagrożeń”.
Healey nie ukrywał rozgoryczenia – nie spodziewał się, że będzie musiał odejść z tego powodu. To brutalne potwierdzenie tego, co wielu od dawna mówiło: europejskie deklaracje, traktaty i piękne słowa o „strategicznej autonomii” rozbijają się o twardą rzeczywistość – pusty budżet i brak realnej woli wydawania pieniędzy na armię.
Wielka Brytania, jeden z najsilniejszych militarnych graczy Europy, otwarcie przyznaje, że nie stać jej na poważne zwiększenie wydatków. A Tusk właśnie z tym krajem wiąże bezpieczeństwo Polski w ramach tak świętowanego traktatu.
Tymczasem relacje ekipy Tuska z jedyny, krajem, który mógłby Polsce realnie przyjść z pomocą, czyli z administracją Trumpa są niezmiennie złe, a rząd nie robi nic, by ten niekorzystny trend odwrócić.
Wciąż dewastują relacje z USA
Przeciwnie, najbardziej zaufani klakierzy premiera wyśmiewają właśnie prezydenta Karola Nawrockiego za to, że jedzie do Białego Domu na galę UFC Freedom 250, organizowanej w Białym Domu w ramach 80. urodzin Donalda Trumpa. Zamiast cieszyć się, że polski prezydent ma realny dostęp do najpotężniejszego sojusznika, wolą szydzić i podważać znaczenie relacji z Waszyngtonem.
Bo ich alternatywa to właśnie taka „Europa”: zadłużona, biurokratyczna, demograficznie zrujnowana i niezdolna do realnego zwiększenia wydatków na obronę. Traktaty owszem – piękne papierki. Pieniądze i sprzęt? Już gorzej.
Polska nie może sobie pozwolić na iluzje. Bezpieczeństwo nie buduje się na uroczystych podpisach z krajami, których ministrowie obrony rezygnują z powodu braku funduszy. Prawdziwe gwarancje bezpieczeństwa idą tam, gdzie jest realna siła militarna i wola jej użycia – a nie tam, gdzie są tylko puste deklaracje i chroniczny niedofinansowanie. Czas najwyższy przestać udawać, że „europejska obronność” Tuska to jakaś poważna alternatywa. To po prostu droga donikąd. John Healey właśnie to bardzo boleśnie nam pokazał.
źr. wPolsce24 za PAP











