To koniec "kokainowych hipopotamów"? Rząd w końcu zgodził się na odstrzał

Escobar założył prywatne zoo na swoim ranczu w Hacienda Napoles. Na początku lat osiemdziesiątych sprowadził do niego z USA cztery młode hipopotamy – trzy samice i samca. Po tym, gdy w 1993 roku zastrzeliła go policja, rząd przejął jego ranczo, ale hipopotamom udało się z niego uciec. Na wolności zaczęły się rozmnażać. Szacuje się, że obecnie w Kolumbii żyje ich ok. 170 – to jedyna dzika populacja hipopotamów poza Afryką.
Te hipopotamy są jednak wielkim problemem dla mieszkańców tego regionu. To wbrew pozorom bardzo niebezpieczne zwierzęta, chociaż nic nie wiadomo, by w tym kraju kogoś zabiły lub poważnie zraniły. Regularnie za to niszczą gospodarstwa i uprawy. Są również poważnym zagrożeniem dla natywnych gatunków, które nie potrafią z nimi rywalizować o pożywienie i terytorium.
Rozwiązanie tego problemu okazało się bardzo trudne. Pomysły, aby je odstrzelić, spotykały się z ostrą reakcją eko-aktywistów i lewicy. Rząd próbował je sterylizować, ale to też nie było dobre rozwiązanie. Złapanie dorosłego hipopotama i przeprowadzenie takiej operacji to bardzo trudne i niebezpieczne zadanie, a koszt sterylizacji jednego to ok. 50 tys. dolarów. Szybko okazało się, że nie da się tego robić wystarczająco szybko, by miało to znaczący wpływ na rozrost ich populacji. Odesłanie ich do ogrodów zoologicznych też nie wchodziło w grę, gdyż te nie były w stanie przyjąć znaczącej liczby zwierząt. Nie można było ich również odesłać do Afryki, gdyż kolumbijskie hipopotamy są ze sobą zbyt blisko spokrewnione i byłyby zagrożeniem dla puli genetycznej hipopotamów z Afryki.
Teraz rząd Kolumbii w końcu odważył się na podjęcie trudnej decyzji. Ogłosił, że znaczna część tych zwierząt zostanie odstrzelona. Urzędnicy wskazali na niebezpieczeństwo, jakie stanowią dla mieszkańców i rodzimych gatunków. Minister środowiska Irene Velez przyznała, że wcześniejsze metody kontroli ich populacji okazały się porażką, a odstrzał jest konieczny, by nie rozrosła się zbyt mocno. Musimy coś zrobić, by chronić nasz ekosystem – podkreśliła. Dodała, że początkowo zlikwidowane zostanie do 80 zwierząt, ale nie ujawniła, kiedy rozpoczną się polowania.
Decyzja rządu wywołała już negatywną reakcję kolumbijskich eko-aktywistów. Twierdzą, że te zwierzęta nie zasługują na śmierć, a rozwiązanie ich problemu przez przemoc to zły przykład w kraju, który w ostatnich dekadach tak mocno jej doświadczył. Lewicowa senator i aktywistka prozwierzęca Andrea Padilla stwierdziła, że to okrutna decyzja, a rząd poszedł po linii najmniejszego oporu, zamiast próbować pomóc tym zwierzętom.
źr. wPolsce24 za CNN








