Świat

Tim Walz chce zlikwidować kolegium elektorskie. Nie spodobało się to Kamali Harris

opublikowano:
1548px-Larsz_-_US_election_08_by-sa_cropped
W USA wyborcy nie głosują bezpośrednio na prezydenta (fot. Lars Plougmann\Wikipedia)
Kandydat na wiceprezydenta USA Tim Walz powiedział na spotkaniu ze sponsorami kampanii, że Kolegium Elektorskie powinno być zlikwidowane. Nie spodobało się to sztabowi Kamali Harris.

W USA wyborcy nie głosują bezpośrednio na kandydata na prezydenta. Zamiast tego poszczególne stany wybierają tzw. elektorów. Zasady rządzące ich wyborem różnią się w poszczególnych stanach. W pierwszy wtorek po drugiej środzie grudnia (14-20 grudzień) elektorzy spotykają się w stolicach swoich stanów, by oddać swoje głosy. Te wysyłane są potem do Kongresu, który je oficjalnie liczy na początku stycznia, przed połączoną sesją Senatu i Izby Reprezentantów. Przy obecnej liczbie elektorów prezydentem zostaje kandydat, który zdobędzie 270 lub więcej głosów elektorskich. 

Więcej władzy dla małych stanów

Mogłoby się wydawać, że ten system to niepotrzebna, archaiczna komplikacja. Jego wprowadzenie miało jednak istotne powody. Głównym jest to, że zwiększa on siłę głosu małych stanów. Liczba elektorów z danego stanu jest bowiem zależna od wielkości jego delegacji w Kongresie. Liczba kongresmanów w Izbie Reprezentantów jest zależna od populacji danego stanu – minimum to jeden, ale np. Kalifornia, najludniejszy stan w USA, ma ich aż 52 – ale każdy stan ma po dwóch senatorów. Tym samym minimalna liczba elektorów z danego stanu to 3, co w wypadku najmniejszych stanów oznacza, że liczba głosów elektorskich jest nieproporcjonalnie wysoka w stosunku do populacji. Na przykład w Teksasie jeden głos elektorski przypada na 730 tys. mieszkańców, ale w Wyoming – stanie o najmniejszej populacji w USA – jeden taki głos przypada na 192 tys. mieszkańców. To nie jest błąd tego systemu, a jego główne założenie. Ojcowie Założyciele bali się bowiem, że ludne stany na wybrzeżu wybiorą kandydata, który będzie reprezentował ich interesy kosztem mniejszych stanów. Zwiększenie siły ich głosów miało na celu obniżenie takiego ryzyka.

Kolegium Elektorskie miało być również bezpiecznikiem. W założeniu elektorami mieli bowiem zostawać szanowani przedstawiciele lokalnej populacji. Jeżeli wyborcy wybraliby kandydata, który skrajnie nie nadaje się do zostania prezydentem, to liczono, że elektorzy po prostu nie oddadzą na niego swoich głosów. Dziś szanse na to są już dużo mniejsze, bo wiele stanów wprowadziło mechanizmy, które zmuszają ich do oddania głosu na zwycięzcę wyborów w ich stanie, ale jeszcze w 2016 wielu komentatorów liczyło, że elektorzy zablokują zwycięstwo Trumpa, a w 2020 komentatorzy sympatyzujący z drugą stroną liczyli na zablokowanie Bidena. W praktyce elektorzy, którzy głosują na niewłaściwego kandydata, zdarzają się w niemal każdych wyborach, ale jeszcze nigdy ich głos nie zmienił ostatecznego wyniku. Eksperci są zgodni, że gdyby do tego doszło, to USA czekałby bardzo poważny kryzys polityczny.

Kolegium Elektorskie musi odejść

We wtorek Walz gościł w Sacramento, w prywatnej rezydencji gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma, gdzie spotkał się z darczyńcami kampanii. Jak donosi Bloomberg, rozmowa miała zejśc na to, w jaki sposób w USA wybierani są prezydenci. „Chyba wszyscy wiemy, że Kolegium Elektorskie musi odejść. Ale to nie jest świat, w którym żyjemy. Więc musimy wygrać w hrabstwie Beaver w Pensylwanii. Musimy być w stanie udać się do Nowego Jorku, Pensylwanii i wygrać. Musimy być w zachodnim Wisconsin i wygrać. Musimy być w Reno, w Nevadzie, i wygrać”. Jego słowa zostały błyskawicznie podchwycone przez sztab Trumpa i prominentnych polityków Partii Republikańskiej. Oskarżają go teraz o to, że ten komentarz świadczy, że przygotowują się już do podważania ewentualnego zwycięstwa Trumpa.

Przedstawiciel sztabu Kamali Harris powiedział mediom, że likwidacja Kolegium Elektorskiego nie jest oficjalnym postulatem ich kampanii. W wysłanym do mediów oświadczeniu napisali, że słowa Walza oznaczają, że w rzeczywistości... popiera istnienie tej instytucji i jest zaszczycony tym, że musi walczyć o głosy także na prowincji.

Gdy został zapytano o to dwa dni później przez dziennikarza ABC, Walz próbował wycofać się z tych słów. „Chodziło mi o to, że są ludzie, którzy uważają, że każdy głos powinien się liczyć w każdym stanie, u myślę, że niektórzy ludzie myślą, że tak nie jest” - stwierdził, jednak zapewnił równocześnie, że jego stanowisko w tym temacie jest identyczne jak stanowisko Kamali Harris. Warto przy tym odnotować, że jako gubernator Minnesoty, Walz podpisał w zeszłym roku porozumienie międzystanowe National Popular Vote Interstate Compact. Zakłada, że stany, które do niego dołączyły, przekażą swoje głosy elektorskie kandydatowi, który dostał najwięcej głosów od wyborców, a nie temu, który wygrał wybory w danym stanie. To porozumienie ma wejść w życie gdy dołączy do niego tyle stanów, że w sumie będą miały więcej niż 270 głosów elektorskich. 

Trump wygrał dzięki niemu wybory.

W przeszłości istnienie Kolegium Elektorskiego krytykowali przedstawiciele obu partii, ale w ostatnich latach krytyka płynie głównie z lewej strony. Najbardziej nie podoba im się to, że z racji jego istnienia głosy mają różną wartość w zależności od tego, w którym stanie je oddano. W USA możliwa jest sytuacja, w której prezydentem zostanie kandydat, który dostał łącznie mniej głosów. I nie jest to teoria, w dotychczasowej historii USA taka sytuacja miała miejsce już pięć razy. Trzy z nich miały miejsce w XIX wieku, ale dwa ostatnie takie przypadki to George W. Bush i Donald Trump – więc nietrudno zrozumieć, czego lewicy tak bardzo nie podoba się ten system. 

Warto przy tym zauważyć, że Partia Demokratyczna zawdzięcza swoje powstanie Kolegium Elektorskiemu. W wyborach w 1824 roku starło się ze sobą czterech kandydatów Partii Republikańsko-Demokratycznej – jedynej, jaka istniała wtedy w USA. Najwięcej głosów dostał generał Andrew Jackson, wsławiony obroną Nowego Orleanu podczas wojny z Wielką Brytanią. Ale chociaż dostał też najwięcej głosów elektorskich, to było ich za mało, by wygrać. Wobec tego wybór nowego prezydenta spoczął na delegacjach poszczególnych stanów, a senator Henry Clay, który zajął czwarte miejsce i odpadł, zadbał o to, by zwyciężył John Quincy Adams, syn prezydenta Adamsa. Po zwycięstwie Adams powierzył Clayowi stanowisko sekretarza stanu. To przekonało Jacksona, że padł ofiarą spisku. Wściekły generał odszedł z partii i założył wkrótce potem Partię Demokratyczną. 

Zdaniem Jasona Sneada, dyrektora organizacji pozarządowej Honest Elections Project Action, Demokraci tak naprawdę chcą zlikwidować Kolegium Elektorskie, a błąd Walza polegał tylko na tym, że przyznał to głośno. „Liderzy Demokratów uważają, że nie powinni musieć prowadzić kampanii w takich miejscach jak Michigan czy Północna Karolina, chcą, żeby Kalifornia i Nowy Jork decydowały o wszystkich wyborach. Tutaj jest wzór. Demokraci twierdzą, że kochają demokrację, a potem biorą na cel wszystkie instytucje, które stoją między nimi, a władzą: Sąd Najwyższy, senacki filibuster i Kolegium Elektorskie” - powiedział telewizji Fox News.

źr. wPolsce24 za Fox News, CBS 

Świat

Narodowe flagi zakazane w Birmingham? Szaleństwo lewicowych władz

opublikowano:
Lewica walczy z brytyjskimi flagami
Lewicowcy mają problem z narodowymi symbolami (fot. pixabay)
Rada miasta Birmingham złożyła do sądu wniosek o zakaz wieszania flag narodowych bez zgody władz. Samorządowcy tłumaczą to względami bezpieczeństwa, utrudnianiem ruchu i nękaniem ekip, które zdejmują flagi. W rzeczywistości nikt nie ma wątpliwości, że wymierzone jest to głównie w organizatorów akcji wieszania flag brytyjskiej i angielskiej (krzyż św. Jerzego).
Świat

„Każdy może stać się ofiarą” – prokurator Brukseli ostrzega przed falą gangsterskiej przemocy

opublikowano:
Ulica w centrum Brukseli z zabytkową belgijską zabudową, kamienicami, restauracjami i przechodniami. Spokojny obraz miasta w kontekście debaty o bezpieczeństwie i rosnącej przemocy narkotykowej.
Bruksela. Spokojna ulica w centrum belgijskiej stolicy. W tle narastającego kryzysu bezpieczeństwa prokuratura ostrzega przed eskalacją przemocy związanej z handlem narkotykami (fot. Fratria)
Bruksela tonie w przemocy narkotykowej. Królewski Prokurator miasta, Julien Moinil, ostrzega wprost: „Każdy obywatel może zostać postrzelony. To się nie uspokoi”. W ciągu zaledwie czterech dni w stolicy Belgii doszło do sześciu kolejnych strzelanin. To już 69 takich incydentów w 2026 roku. W zeszłym roku było ich 102.
Świat

Szwecja wysyła wojsko do Finlandii. Gripeny i okręty wzmocnią ochronę wschodniej flanki NATO

opublikowano:
Flagi Szwecji i Finlandii oraz symbol NATO nad okrętem wojennym i myśliwcami w zimowej scenerii, obrazujące współpracę obronną państw nordyckich.
Szwecja wzmacnia współpracę wojskową z Finlandią (graf. AI)
Szwecja zdecydowała o wysłaniu swoich sił wojskowych do Finlandii po prośbie Helsinek o wsparcie w zakresie ochrony terytorium i monitorowania sytuacji przy granicy z Rosją. Według informacji szwedzkiej telewizji SVT w operacji mają uczestniczyć między innymi myśliwce JAS 39 Gripen oraz szwedzkie okręty wojenne.
Świat

Katastrofa Germanwings wraca na wokandę. 150 osób zginęło, rodziny pozywają Niemcy

opublikowano:
Samolot pasażerski linii Germanwings Airbus A320 w żółto-białych barwach na płycie lotniska. Zdjęcie ilustracyjne, nie przedstawia maszyny, która uległa katastrofie w Alpach w 2015 roku.
Samolot pasażerski linii Germanwings. Zdjęcie ilustracyjne (fot. Fratria)
Ponad dekadę po jednej z najtragiczniejszych katastrof lotniczych w Europie sprawa wraca na wokandę. Bliscy ofiar nie pozywają linii lotniczych, lecz państwo niemieckie. Zarzut? Zaniedbania w nadzorze nad zdrowiem psychicznym pilota-samobójcy, które – ich zdaniem – umożliwiły mu doprowadzenie do śmierci 150 osób.
Świat

Brutalne pobicie zakonnicy w Jerozolimie. Napastnik uniknie więzienia

opublikowano:
Zakonnica odpalająca świecznik
(fot, ilustracyjna/ pexels)
Zapadł wyrok w głośnej sprawie brutalnego pobicia francuskiej zakonnicy na Starym Mieście w Jerozolimie. Choć nagranie z monitoringu jednoznacznie potwierdziło winę napastnika, sędzia podjął zaskakującą decyzję o jego uniewinnieniu.
Świat

Z więzienia do Kongresu? Niewiarygodna historia z USA

opublikowano:
tungart7-fence-8676569_1920
fot. Pixabay
Więzień skazany na 20 lat, który nigdy nie był na Alasce, może zostać... kongresmenem tego stanu. Brzmi jak scenariusz filmu, ale to dzieje się naprawdę. Demokracie Ericowi Hafnerowi wystarczyło zaledwie 3,8 proc. głosów, by przejść do finału wyścigu.