Tajne akta z USA wywołały burzę. Niemcy masowo sprawdzają swoje rodziny

Setki tysięcy wyszukiwań, przeciążone serwery
Dokumenty opublikowane przez Amerykańskie Archiwum Narodowe obejmują miliony wpisów dotyczących członków Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej. Skala zainteresowania przerosła oczekiwania – w ostatnich dniach serwery archiwum wielokrotnie nie wytrzymywały ruchu.
„Właściwie nie spodziewałem się, że spotka się to z takim odzewem. Zainteresowanie społeczeństwa jest ogromne” – powiedział dziennikowi „Frankfurter Allgemeine Zeitung” historyk Martin Clemens Winter z Uniwersytetu w Lipsku.
Baza danych obejmuje ok. 16 mln obiektów zapisanych na ponad pięciu tysiącach zdigitalizowanych mikrofilmów. Dzięki wyszukiwaniu pełnotekstowemu i technologii rozpoznawania pisma użytkownicy mogą precyzyjnie przeszukiwać dokumenty – często po raz pierwszy konfrontując się z historią własnych bliskich.
„Gorzka świadomość”. Odkrycia, które zmieniają rodzinne narracje
Dla wielu Niemców to bolesne doświadczenie. Dziennikarz „Sueddeutsche Zeitung” Moritz Baumstieger opisał własne odkrycie.
- Tak jak inne rodziny, tak i rodzina autora tych słów w ostatnich dniach zyskała gorzką świadomość i pozbyła się kilku złudzeń: dwóch bliskich krewnych było członkami NSDAP. Jeden złożył wniosek o przyjęcie 29 lutego 1940 roku, a drugi – dzień później, 1 marca, w swoje 18. urodziny. Zawód podany w spisie członków: maturzysta - stwierdził.
Jak przyznał, wcześniej nikt w rodzinie o tym nie mówił. „Na początku pewnie z powodu wyparcia, może ze wstydu, a potem było już za późno: obaj zmarli w połowie lat dziewięćdziesiątych”.
Takie historie powtarzają się w całym kraju, często burząc utrwalone przez dekady rodzinne opowieści.
Co piąty dorosły Niemiec w NSDAP
Skala zjawiska była ogromna. Jak przypomina „FAZ”, według danych Niemieckiego Muzeum Historycznego do 1945 roku ok. 8,5 mln Niemców należało do NSDAP – to mniej więcej co piąty dorosły obywatel.
Dla każdego członka tworzono szczegółowe kartoteki, dziś dostępne w zdigitalizowanej formie. Media publikują nawet instrukcje, jak skutecznie przeszukiwać bazę i interpretować wyniki.
To dopiero początek. „To nie jest wyszukiwarka nazistów”
Niemieccy historycy studzą jednak emocje. I przekonują, choć to dość karkołomna teza, że nie sama przynależność do NSDAP nie była jednoznaczna z byciem nazistą. Jak podkreśla Martin Clemens Winter, same wpisy w archiwum nie dają pełnego obrazu.
- To nie jest wyszukiwarka nazistów. Archiwum może być punktem wyjścia do zgłębiania historii rodzin w czasach nazistowskich. Potem jednak następuje praca historyka: rozplątywanie, porządkowanie, ocena - mówi.
Według niego kluczowy jest kontekst – motywacje, okoliczności, ewentualny udział w zbrodniach. Bez dodatkowych źródeł, np. z niemieckiego Archiwum Federalnego, nie da się jednoznacznie ocenić przeszłości konkretnych osób.
Rozliczenie, które wciąż trwa
Nowo udostępnione akta uruchomiły w Niemczech coś więcej niż tylko falę wyszukiwań. To kolejny etap społecznego rozliczenia z nazistowską przeszłością. Na razie rozliczenie to wychodzi dość marnie.
- Dla starszego pokolenia proces rozliczenia się z przeszłością trwa nadal, a dla młodszego dopiero się zaczyna” – ocenia Winter.
Cyfrowe archiwa sprawiły, że historia przestała być abstrakcją. Dla wielu stała się osobista – i nie zawsze łatwa do przyjęcia.
źr. wPolsce24 za dw.com.pl











