Skrywany przez 75 lat sekret wreszcie ujrzy światło dzienne. Co Niemcy naprawdę myśleli po wojnie? Ponury obraz

Badania, o których mowa, to tzw. eksperyment grupowy, przeprowadzony na początku lat 50. XX wieku przez frankfurcki Instytut Badań Społecznych (Institut für Sozialforschung). Socjolodzy zorganizowali wówczas dyskusje fokusowe ze zwykłymi obywatelami RFN – robotnikami, rzemieślnikami, urzędnikami. Aby sprowokować szczere reakcje, puszczano im nagranie sfingowanego listu amerykańskiego oficera, który oceniał postawę Niemców po wojnie, wytykając im brak poczucia winy i niesłabnące uprzedzenia.
Wstrząsające protokoły z powojennych Niemiec
To, co zarejestrowano na taśmach i w stenogramach, zaszokowało samych badaczy. Zaledwie kilka lat po upadku III Rzeszy i ujawnieniu potworności Holokaustu, w społeczeństwie niemieckim kwitł antysemityzm i powszechny był mechanizm wyparcia i zrzucania z siebie odpowiedzialności.
Z ujawnionych po blisko 75 latach protokołów wyłania się ponury obraz powojennych Niemiec. Uczestnicy grup dyskusyjnych wprost powielali kalki z nazistowskiej propagandy. Jedna z uczestniczek, kobieta z Dortmundu, wprost twierdziła, że Żydzi „sami byli sobie winni”, zarzucając im nieuczciwość, podczas gdy inna z pogardą opisywała Żydów ze Wschodu. Inna z uczestniczek uważała, że to niesprawiedliwe, iż po wojnie oskarża się wyłącznie Niemców, skoro – jak przekonywała – „inni też ich nie chcieli”.
Z analiz wynika, że ponad 70% badanych Niemców w tamtym czasie bez oporów prezentowało postawy antysemickie, a jedynie znikomy odsetek (ok. 5%) poczuwał się do jakiejkolwiek moralnej współodpowiedzialności za zbrodnie wojenne. W protokołach stale odnotowywano również „wspólny śmiech” uczestników w momentach, gdy wspominano o prześladowaniach czy tragedii ofiar – zjawisko, które badacze określają dziś jako cyniczny „śmiech tych, którym uszło na sucho”.
Dlaczego Adorno stchórzył i zamknął akta?
Dlaczego te materiały nie ujrzały wówczas światła dziennego? Główną rolę odegrał tu czołowy myśliciel szkoły frankfurckiej, Theodor W. Adorno. Kiedy socjolog René König zapytał go wprost: „Czy jest Pan pewien, że chce to opublikować?”, Adorno zaczął się wahać. Ostatecznie w 1955 roku opublikowano jedynie okrojoną, fragmentaryczną wersję opracowania pod redakcją Friedricha Pollocka (rozdział Adorna „Wina i obrona”).
Pełne, drastyczne stenogramy zatajono. Uznano, że prawda o rzeczywistym stanie umysłów niemieckiego społeczeństwa mogłaby zagrozić stabilności budowanej dopiero zachodnioniemieckiej demokracji oraz zaszkodzić wizerunkowi RFN na arenie międzynarodowej. Zamiast brutalnej prawdy i twardej lustracji społecznej, wybrano wygodne przemilczenie i tworzenie mitu „nowych, zdemokratyzowanych Niemiec”.
Koniec pouczania Polski
Dopiero teraz, po trzech czwartych wieku, w ramach wieloletniego projektu badawczego finansowanego przez Deutsche Forschungsgemeinschaft, komplet tych kompromitujących dokumentów ma zostać w pełni udostępniony badaczom i opinii publicznej.
Odkrycie to jest kolejnym dowodem na to, jak zakłamana była powojenna narracja o błyskawicznym „nawróceniu się” Niemców na wartości demokratyczne. Niemieckie elity wolały zamieść pod dywan powszechny antysemityzm własnego narodu, by móc szybko wrócić do roli europejskiego lidera.
Dziś, gdy Berlin próbuje regularnie pouczać Polaków o praworządności, tolerancji i „właściwej postawie moralnej”, warto przypominać te dokumenty. Pokazują one bez ogródek, że powojenna denazyfikacja była w dużej mierze fasadą, a niewygodną prawdę po prostu schowano w bezpiecznych instytutowych archiwach.
źr. wPolsce24 za FAZ









