Tajemnica wyszła na jaw: Amerykanie mają już broń w kosmosie

Meink był jednym z mówców na corocznej konferencji Stowarzyszenia Sił Powietrznych i Kosmicznych. W jej trakcie ujawnił, że Amerykanie mają już broń w kosmosie.
- Dziś nadal upewniamy się, że będziemy gotowi na wyzwania związane z ewolucją zagrożeń, gdziekolwiek istnieją – stwierdził. – Dlatego USA ma teraz orbitalną broń kontroli przestrzeni kosmicznej, zdolną do obrony połączonych sił przed wrogimi działaniami.
Nie podano szczegółów
Meink nie ujawnił żadnych szczegółów tej broni ani tego, od kiedy znajduje się na orbicie. W swoim poniedziałkowym przemówieniu poinformował jednak, że program kosmicznych „przechwytywaczy” przeszedł od wstępnego kontraktu do gotowego sprzętu w mniej niż rok – ale tutaj również nie ujawnił szczegółów.
Rzecznik Sił Kosmicznych powiedział telewizji ABC, że ta broń może być użyta zarówno w celach defensywnych, jak i ofensywnych. Dodał, że USA od 2007 roku ostrzegały przed tym, że Rosja i Chiny prowadzą prace nad taką bronią, a ich działania nie pozostawiają wątpliwości, że kosmos może być polem bitwy. Odnosząc się do ujawnienia tego faktu przez Meinka, stwierdził, że otwarta komunikacja zwiększa zdolność odstraszania, chroni przed tym, że wrogowie popełnią błąd i normalizuje operacje kosmiczne.
Eksperci od dawna podejrzewali, że Amerykanie mają w kosmosie jakąś broń, być może kilka różnych systemów. Mowa w końcu o państwie, które już w 1985 roku udowodniło, że jest w stanie zestrzelić satelitę. Wysoko postawieni przedstawiciele amerykańskich sił zbrojnych sugerowali to w przeszłości. Równocześnie jednak Amerykanie są w tym temacie niezwykle dyskretni i praktycznie nic nie wyciekło do opinii publicznej.
Koncepcja nie jest nowa
Broń w kosmosie to nie jest nowa koncepcja. Chociaż temat budzi ogromne kontrowersje, to wbrew obiegowej opinii nie jest ona zakazana. Traktat o przestrzeni kosmicznej zabrania jedynie umieszczania w kosmosie broni masowego rażenia i wykorzystywania Księżyca i innych ciał niebieskich w celach wojskowych.
Rosjanie już w 1974 roku wystrzelili w kosmos stację Salut-3, która była uzbrojona w działko kal. 23 mm. Oficjalnie był przeznaczony do obrony przed potencjalnym amerykańskim abordażem lub próbą jej zniszczenia. Do dziś niewiele wiadomo o tym programie, ale fakt, że nie było jego następcy sugeruje, że wyniki próbnych strzelań nie były zbyt zachęcające.
Słynny amerykański program obrony przeciwrakietowej SDI – zwany popularnie Gwiezdnymi Wojnami - również przewidywał umieszczenie broni w kosmosie. W latach 80. nie było jednak jeszcze technologii, która pozwalałaby na zrealizowanie tych planów. Dziś wielu historyków podejrzewa, że Ronald Reagan doskonale o tym wiedział, a prawdziwym celem tego programu było zmuszenie ZSRS do kosztownej reakcji lub pójścia na ustępstwa w temacie rozbrojenia atomowego.
To nie oznacza, że Rosjanie zrezygnowali z koncepcji broni w kosmosie. Amerykanie podejrzewają, że mają oni już satelity, które są zdolne nie tylko do szpiegowania innych satelitów, ale także do ich niszczenia. Amerykański wywiad podejrzewa także, że Rosjanie pracują nad antysatelitarną bronią jądrową. Eksplozja takiego ładunku w kosmosie stworzyłaby potężny impuls elektromagnetyczny, który zniszczyłby naraz setki satelitów, pozbawiając USA np. zdolności do nawigacji satelitarnej, zwiadu czy komunikacji. Moskwa na razie zaprzecza tym doniesieniom.
Chiny protestują
Po ujawnieniu istnienia amerykańskiej broni kosmicznej Chiny wezwały Waszyngton, by ten przestał przygotowywać się do wojny w kosmosie i nie wywoływał kolejnego wyścigu zbrojeń. Nie jest jednak tajemnicą, że Chiny same traktują temat broni kosmicznej bardzo poważnie – chociaż o ich programie wiadomo jeszcze mniej, niż o tym amerykańskim.
Kilka lat temu w internecie zrobiło się także głośno o „Prętach od boga”. Tak ochrzczono propozycję, złożoną w 2023 r. przez amerykańskie siły powietrzne, która przewidywała uzbrojenie satelity w ciężkie pręty z wolframu. Te byłyby zwalniane i uderzały z ogromną prędkością w cel na ziemi, powodując porównywalne zniszczenia jak taktyczne ładunki atomowe, ale bez związanego z nimi zanieczyszczenia. Nic jednak nie wiadomo, żeby podjęto jakiekolwiek kroki celem realizacji tego pomysłu. Eksperci wskazywali, że wyniesienie tych prętów – z których każdy ważył blisko 9 ton – na orbitę byłoby niezwykle kosztowne, trafienie nimi w cel byłoby niezwykle trudne, a do tego pojawiły się liczne pytania, czy taka broń jest zgodna z międzynarodowymi traktatami.
źr. wPolsce24 za BBC, ABC, CNN









