Syryjczycy boją się własnych obywateli. Proszą, by Niemcy nie odsyłali ich do domu

Syryjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oficjalnie wezwało Berlin do okazania cierpliwości w kwestii odsyłania Syryjczyków do ojczyzny. Jak podkreślają przedstawiciele władz, państwo nie jest obecnie przygotowane na przyjęcie tysięcy osób, a nagły napływ powracających mógłby zdestabilizować i tak kruchą sytuację wewnętrzną.
Mohammed Yaqub al-Omar, dyrektor departamentu konsularnego MSZ w Damaszku, zaznaczył, że kraj potrzebuje czasu na odbudowę podstawowych struktur. Zwrócił uwagę, że masowe deportacje mogłyby nasilić kryzys humanitarny i zmusić wielu powracających do życia w prowizorycznych obozach, zamiast w normalnych warunkach mieszkaniowych.
Według danych przytaczanych przez syryjskich urzędników, w północnej części kraju nawet 1,5 miliona osób nadal przebywa w obozach namiotowych. Zniszczona infrastruktura, brak dostępu do energii elektrycznej, szkół, dróg oraz opieki zdrowotnej sprawiają, że państwo nie jest w stanie udźwignąć kolejnej fali ludności.
Stanowisko Damaszku wywołało jednak polityczne napięcia w Niemczech. Politycy z CDU oraz CSU przekonują, że podstawy prawne do ochrony uchodźców przestały obowiązywać, a powrót Syryjczyków - przynajmniej do bezpieczniejszych regionów - powinien być możliwy. Ich zdaniem to właśnie obywatele Syrii powinni wziąć udział w odbudowie kraju po latach wojny.
Odmienne podejście prezentuje część polityków SPD, którzy uważają, że apel Syrii o więcej czasu jest uzasadniony. Jednocześnie temat deportacji stał się paliwem dla ostrej krytyki ze strony AfD, której liderzy domagają się natychmiastowych powrotów Syryjczyków, zwłaszcza osób skazanych za przestępstwa. Spór wokół tej kwestii może w najbliższym czasie poważnie obciążyć niemiecką scenę polityczną.
źr.wPolsce24 za Tysol








