Strach w miasteczku pod Rzymem. Karabinierzy schwytali Polaka

Mieszkańcy Montebello alarmowali o uszkodzonych oknach, przestrzelonych samochodach i śladach po kulach na murach budynków. Strzały padały w biały dzień, a ich cel wydawał się przypadkowy. Lokalne władze przyznały, że miasto nigdy wcześniej nie mierzyło się z podobnym zagrożeniem.
Śledczy ustalili, że mężczyzna oddawał strzały z okna swojego mieszkania, skutecznie ukrywając się za okiennicami. Potrafił razić cele oddalone nawet o 150 metrów, po czym natychmiast znikał wewnątrz budynku. Taka precyzja sprawiła, że w mediach szybko pojawiło się określenie „snajper z Bracciano”.
Zatrzymany 60-latek nie był wcześniej znany włoskiej policji. Nie figurował w rejestrach karnych i nie miał udokumentowanych problemów natury psychicznej. Do Bracciano przyjeżdżał jedynie okresowo, wykonując prace sezonowe w należącym do niego domu, w którym nie był oficjalnie zameldowany. Przełom nastąpił na początku lutego, gdy liczba zgłoszeń od mieszkańców gwałtownie wzrosła. Karabinierzy zabezpieczyli teren i wkroczyli do budynku, z którego, jak ustalono, oddawano strzały. Po krótkiej akcji mężczyzna został zatrzymany, a decyzją prokuratury trafił najpierw do więzienia, a następnie objęto go aresztem domowym.
Podczas przeszukania domu funkcjonariusze odkryli rozbudowany arsenał. Zabezpieczono kilka sztuk zmodyfikowanej broni pneumatycznej, tłumiki, setki śrutów, mechanizmy automatycznego przeładowywania oraz profesjonalny sprzęt optyczny. Najmocniejsze karabiny znacznie przekraczały dopuszczalne we Włoszech normy mocy, co stało się jednym z kluczowych wątków prowadzonego śledztwa.
Źr.wPolsce24 za RMF24











