Sensacyjny zwrot na Kremlu? Oligarcha przerywa milczenie i wyrasta na potencjalnego następcę Putina

Mielniczenko, którego majątek szacuje się na ponad 20 miliardów dolarów, przez lata unikał rozgłosu, budując swoje imperium surowcowe w cieniu. Fakt, że zdecydował się na tak głośny, publiczny występ i „przerwanie milczenia” na łamach prestiżowego zachodniego pisma, nie jest przypadkiem. W świecie rosyjskiej wielkiej polityki takie kroki są precyzyjnie kalkulowane. Wniosek jest jasny – oto rodzi się nowa twarz rosyjskiego imperializmu, która jest szykowana (bądź sama się szykuje) do przejęcia sterów na Kremlu.
Nowy lider na czas globalnego starcia?
Podczas gdy zachodni komentatorzy często szukają wśród oligarchów „gołębi” i potencjalnych liberałów, Mielniczenko w swoim wywodzie reprezentuje twardą, wielkorosyjską rację stanu. Miliarder bez ogródek oskarża Zachód o próbę „odebrania Rosji suwerenności” i ostrzega, że demontaż obecnego systemu doprowadziłby do globalnej katastrofy. To retoryka idealnie skrojona pod twardogłowy elektorat i resorty siłowe w Moskwie.
Mielniczenko nie mówi jak przestraszony biznesmen dbający o swoje zablokowane konta w Europie – mówi jak polityk, który potrafi rozmawiać z Zachodem z pozycji siły, jednocześnie dbając o wewnętrzną stabilność Federacji Rosyjskiej. To właśnie ta synteza ogromnego kapitału, międzynarodowych wpływów i bezkompromisowego nacjonalizmu sprawia, że jego nazwisko coraz głośniej wymienia się w kontekście moskiewskiej giełdy nazwisk przewidzianych do zastąpienia Putina.
Konsolidacja władzy i namaszczenie przez system
O tym, jak silną pozycję ma obecnie Mielniczenko, świadczą również kulisy jego relacji z Kremlem, o których wspomina „The Economist”. Przelanie astronomicznej kwoty 32 miliardów rubli na flagowy projekt edukacyjny Putina – centrum „Syriusz” – to nie tylko dowód na lojalność, ale przede wszystkim wkupienie się w łaski struktur decyzyjnych i pokazanie, że potrafi on zarządzać kapitałem w sposób, jakiego oczekuje system.
Dla Polski ta sytuacja to jasny sygnał alarmowy. Ewentualna zmiana na stanowisku prezydenta Rosji nie przyniesie demokratycznej odwilży. Jeśli miejsce Putina zajmie człowiek o mentalności i możliwościach Mielniczenki,
Zachód będzie musiał zmierzyć się z przeciwnikiem znacznie bardziej nowoczesnym, sprytnym i równie zdeterminowanym w realizacji imperialnych celów Moskwy. I pewnym jest, że będzie miał on poparcie resortów siłowych. Choć, co trzeba tu zauważyć, i tam trwa zażarta walka frakcji i koterii. Poza tym, sam Putin jeszcze nie złożył broni i tanio skóry nie sprzeda. Można spodziewać się, że jeszcze niejedno okno w moskiewskich biurowcach przypadkowo się uchyli...
źr. wPolsce24 za "The Economist"











