Wstrząsające odkrycie pod nosem Putina. Myśleli, że robią leki, testowali Nowiczok. Naukowcy przepłacili to zdrowiem

Ze wstrząsającej "spowiedzi" Nadieżdy Zawjałowej – byłej młodszej pracownicy naukowej, która w latach 2012–2014 pracowała w tej placówce – wyłania się obraz państwa na wskroś przesiąkniętego kłamstwem, gdzie cywile są nieświadomie wciągani w produkcję środków masowego rażenia.
Mistyfikacja na Lesoparkowej: Weterynarz w służbie GRU
Z relacji Zawjałowej wynika, że rekrutacja do struktur powiązanych z rosyjskim kompleksem wojskowo-industrialnym odbywa się metodami czysto mafijnymi – poprzez oszustwo. Kobieta, z wykształcenia weterynarz, szukała zwykłej pracy "w cywilu". Trafiła do firmy o nazwie „IFK Silver Pharm”, rzekomo zajmującej się opracowywaniem leków i antidotów na wypadek ataków chemicznych.
Rozmowa kwalifikacyjna odbyła się jednak w dziwnych okolicznościach, po godzinach, pod adresem ul. Lesoparkowa 4 w Sankt Petersburgu. Jak ustalił "The Insider", pod tym samym adresem mieści się Państwowy Naukowo-Badawczy Instytut Doświadczalny Medycyny Wojskowej Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Na czele tej instytucji stoi nie kto inny, jak Siergiej Czepur – czołowy rosyjski specjalista od trucizn antycholinesterazowych (do których zalicza się Nowiczok). Czepur to postać kluczowa: z wcześniejszych śledztw wynika, że doradzał on bezpośrednio mordercom z osławionej jednostki wojskowej GRU nr 29155, odpowiedzialnej m.in. za zamachy na Siergieja Skripala w Salisbury oraz bułgarskiego biznesmena Emiliana Gebrewa.
„Antidotum miało nie działać” – makabryczne eksperymenty
Zawjałowa, przekonana, że pomaga w tworzeniu leków ratujących życie, codziennie uczestniczyła w masowych testach na szczurach. Gryzonie poddawano działaniu par toksycznych (inhalacji) lub wstrzykiwano im niezidentyfikowane substancje. Objawy były zawsze makabryczne: gwałtowne drgawki, obrzęk płuc, duszenie się zwierząt i sinica błon śluzowych.
Prawdziwy szok nadszedł wraz ze zrozumieniem celu tych „badań”. Jak relacjonuje świadek dla The Insider, „sens eksperymentu polegał na tym, aby antidotum NIE zadziałało”. Rosyjscy naukowcy w mundurach nie szukali ratunku dla ofiar. Oni testowali, czy nowo syntezowane bojowe środki trujące potrafią skutecznie przełamać znane medycynie odtrutki (takie jak atropina). Chodziło o stworzenie trucizny idealnej, na którą zachodni lekarze nie będą w stanie odpowiedzieć.
Wojskowe teczki z trucizną i bezczelne fałszerstwa
Placówka „Silver Pharm” w rzeczywistości nie produkowała żadnych lekarstw. Zawjałowa wspomina, że regularnie pojawiali się tam oficerowie z Wojskowej Akademii Medycznej im. Kirowa (m.in. Michaił Judin, Aleksandr Nikiforow czy Władimir Bykow). Wojskowi ci przywozili ze sobą „tajne teczki” (jak nazywali je podwładni), w których znajdowały się próbki nowych substancji chemicznych do natychmiastowego przetestowania. W laboratoriach operowano m.in. somanem, fosgenem oraz chloropikryną – gazem bojowym, którego Rosjanie używają obecnie na froncie na Ukrainie do wypędzania ukraińskich żołnierzy z okopów.
Najbardziej uderzającym dowodem na systemową korupcję nauki w Rosji jest fakt, jak traktowano twarde dane. Zawjałowa przyznaje, że na polecenie przełożonych wyniki badań były perfidnie i celowo fałszowane w arkuszach Excel.
Świadomie zniekształcaliśmy wyniki, aby zadowolić zleceniodawcę” – wyznaje.
Jeśli szczury umierały zbyt szybko lub zbyt wolno wbrew oczekiwaniom generałów, statystyki po prostu przepisywano tak, by raporty dla Ministerstwa Obrony wyglądały idealnie, a granty płynęły szerokim strumieniem.
Bezpieczeństwo ludzi? W Rosji to mit
Współczesna Rosja, kontynuując najgorsze sowieckie tradycje, całkowicie ignoruje bezpieczeństwo własnych obywateli. Zawjałowa i inne młode kobiety (cywilne pracownice) pracowały przy śmiertelnie niebezpiecznych substancjach bez jakichkolwiek realnych zabezpieczeń czy kombinezonów, wdychając opary toksyn.
Dopiero po latach Zawjałowa dowiedziała się, że według rosyjskiego prawa wojskowego do pracy z tak groźnymi substancjami dopuszczeni mogą być wyłącznie zawodowi wojskowi, i to tacy, którzy zdążyli już spłodzić dzieci (ze względu na ryzyko trwałego uszkodzenia układu rozrodczego i mutacji genetycznych). Dla Kremla młode petersburskie badaczki były jednak tylko "mięsem armatnim" w białych fartuchach.
Wnioski dla Zachodu
Śledztwo "The Insider" dostarcza niepodważalnych dowodów na to, że Federacja Rosyjska to państwo terrorystyczne, które nigdy nie zaprzestało rozwoju broni masowego rażenia. Moskwa perfidnie wykorzystuje prywatny sektor farmaceutyczny jako parawan dla nielegalnych programów wojskowych.
Dla polskiej opinii publicznej i decydentów to kolejny brutalny sygnał: z Kremlem nie ma i nie będzie żadnych traktatów. Każda międzynarodowa konwencja podpisana przez Rosję jest dla niej warte tyle, co papier, na którym sfałszowano raporty z petersburskiego laboratorium śmierci.
źr. wPolsce24 na podstawie materiału śledczego: „We were told we were developing antidotes”: The inner workings of the St. Petersburg lab where Novichok was tested, The Insider (theins.press).











