Ściągnęła hidżab i zaczęło się piekło. Młoda gwiazda internetu prześladowana w Niemczech

Ostatnie wydarzenia wokół Nur El-Hudy Chehade, o których rozpisują się niemieckie media, w tym „Süddeutsche Zeitung”, to jaskrawy przykład problemu, na który zachodnie elity od lat wolą przymykać oczy. Młoda kobieta, ciesząca się dużą popularnością w mediach społecznościowych, podjęła osobistą decyzję: postanowiła przestać nosić hidżab. Jej wybór – w teorii będący przejawem tak chętnie promowanej na Zachodzie wolności osobistej i emancypacji – wywołał jednak potężne trzęsienie ziemi.
Iluzja wolnego wyboru
W zachodnim dyskursie liberalno-lewicowym muzułmańskie chusty są często przedstawiane jako wyraz autonomii kobiet i element barwnej tożsamości kulturowej. Sprawa Chehade pokazuje jednak zupełnie inne, znacznie mroczniejsze oblicze tego zjawiska. Dla wielu radykałów i tradycjonalistów hidżab nie jest opcją – jest obowiązkiem i symbolem lojalności wobec grupy.
Gdy tylko influencerka pokazała się w sieci bez nakrycia głowy, w jej stronę runęła lawina nienawiści. Sekcja komentarzy pod jej materiałami zapełniła się wyzwiskami, potępieniem i oskarżeniami o „zdradę wartości”. Dla środowisk ortodoksyjnych jej gest stał się aktem buntu, który należy publicznie napiętnować.
Równoległe społeczeństwa poza kontrolą państwa
Przypadek ten idealnie ilustruje zjawisko tzw. społeczeństw równoległych (niemcy stworzyli nawet swoje pojęcie - Parallelgesellschaften), które na stałe wpisały się w krajobraz niemieckich miast. Choć formalnie osoby te żyją w państwie prawa, w praktyce podlegają wewnętrznej, nieformalnej kontroli społecznej opartej na surowych zasadach religijnych i obyczajowych.
Wielu konserwatywnych publicystów za Odrą zwraca uwagę, że niemieckie państwo, sparaliżowane poprawnością polityczną, abdykowało z roli strażnika własnych wartości wewnątrz tych enklaw. W efekcie młode kobiety, które chcą żyć w sposób nowoczesny i europejski, zostają pozostawione same sobie, bez realnego wsparcia w starciu z fundamentalizmem własnego otoczenia.
Gdzie podziały się feministki?
Warto w tym kontekście zadać pytanie o postawę zachodnich organizacji feministycznych i lewicowych aktywistów, którzy na co dzień walczą z „patriarchatem” w tradycyjnych europejskich strukturach. Kiedy dochodzi do sytuacji, w której młoda kobieta jest zastraszana za chęć zrzucenia religijnego symbolu, na salonach postępowej Europy panuje wymowna cisza. Strach przed posądzeniem o „islamofobię” okazuje się silniejszy niż obrona elementarnych praw kobiet do decydowania o sobie.
Sprawa Nur El-Hudy Chehade to bolesne memento dla całej Europy. Pokazuje ona, że bez twardego egzekwowania szacunku dla zachodnich swobód obywatelskich oraz odwagi w nazywaniu rzeczy po imieniu, procesy migracyjne będą prowadzić nie do integracji, lecz do powstawania zamkniętych gett, w których wolność jednostki staje się pustym frazesem.
źr. wPolsce24 za www.sueddeutsche.de











