Plaga myszy niszczy ich plony - rolnicy biją na alarm

Jak donosi BBC, plaga myszy dotknęła przede wszystkim południową i zachodnią Australię. Zgodnie z krajowymi przepisami o pladze można mówić, gdy na akrze ziemi żyje co najmniej 320 myszy. Australijscy rolnicy alarmują, że obecnie liczba myszy na jeden akr jest co najmniej dziesięć razy większa.
Ogromne straty
Jak donosi BBC, ta plaga kosztuje rolników fortunę. Muszą zarówno siać i sadzić ponownie uprawy, które zostały zjedzone przez myszy, jak i rozkładać trutki. To kosztuje ich tysiące dolarów. Co więcej, rynek rolny w Australii już wcześniej zmagał się z wysokimi cenami paliw i nawozów, wywołanymi przez wojnę w Iranie, więc ta plaga jest znacznie większym problemem, niż byłaby normalnie.
Eksperci uważają, że winne tej sytuacji są dwa czynniki. Pierwszym były rekordowe zbiory w zeszłym roku, przez które magazyny były wypełnione plonami. Drugim czynnikiem była deszczowa pogoda, dzięki której pędy wielu roślin pojawiły się wcześniej niż normalnie. Mając dostęp do ogromnych ilości pożywienia, myszy intensywnie się rozmnażają. Te gryzonie osiągają dojrzałość płciową już po sześciu tygodniach i mają kolejne mioty, liczące od 6 do 19 zwierząt, co 19 do 21 dni. Duża ilość pożywienia oznacza, że mioty są duże, a większość myszy w nich dożywa dorosłości.
Niefortunny moment
Ta plaga pojawiła się w wysoce niefortunnym momencie nie tylko z powodu wysokich cen paliw i nawozów. W Australii trwa obecnie późna jesień. To czas siania zbóż. Jednak jeśli rolnicy nie wyłożą odpowiednio szybko trutki, zdarza się, że do rana myszy zjedzą całe rzędy na obsianym polu. Wtedy rolnicy muszą je obsiewać ponownie, co zajmuje czas i kosztuje dużo pieniędzy.
Steve Henry, ekspert od myszy w narodowej agencji naukowej CSIRO powiedział BBC, że podczas niedawnej wizyty w Zachodniej Australii, na pasie pola o szerokości metra i długości stu metrów, naliczył od 30 do 40 aktywnych mysich nor, co oznacza, że na hektarze jest ich szacunkowo od3 do 4 tys. Zauważył, że myszy rozmnażają się praktycznie bez przerwy – samica może zajść w ciążę już kilka dni po porodzie, kiedy opiekuje się jeszcze poprzednim miotem. To monumentalny problem, bo to naprawdę ważny czas dla rolników – podkreślił.
Nie da się od nich odpocząć
Ekspert zwrócił także uwagę na to, że ta plaga oznacza dla rolników nie tylko dodatkowe koszty i pracę. Zauważył, że w wypadku np. suszy, można schować się w budynku, włączyć klimatyzację i odpocząć. Ale myszy też wchodzą do budynków i nie można od nich uciec.
Jeden z rolników, z którymi rozmawiali dziennikarze, 67-letni Damian Ryan wyznał, że codziennie łowi w domu od 20 do 30 myszy. Dodał, że przez 20 lat bycia rolnikiem nigdy nie widział takiej plagi. 59-letnia Belinda Cosgrove dodała, że znajduje myszy wszędzie – w podłodze, w ścianach etc. - poza spiżarnią, bo na zewnątrz mają więcej jedzenia. Bawią się twoim umysłem – biegają po nocy, po suficie, po klimatyzatorach. Słyszysz je i czujesz je – śmierdzą jak rozkładające się zwłoki – dodał 43-letni Geoff Cosgrove. Poprzednia taka plaga miała miejsce w 2021 roku. Zrobiło się o niej głośno na całym świecie po tym, gdy myszy tak uszkodziły budynek więzienia, że konieczna okazała się ewakuacja więźniów. Rolnicy są zgodni, że w tym roku jest gorzej.
Liczą jednak, że to nie potrwa już długo. Nadzieję na to dają im mocniejsze trutki. Jak zawsze w takiej sytuacji, musieli dostać zgodę na ich używanie od rządu, a wydano ją dopiero kilka dni temu, ale już widzą, że wpłynęły na ograniczenie populacji myszy. Liczą także, że pomoże zbliżająca się do Australii zima, która przyniesie ze sobą spadek temperatur i opady deszczu.
źr. wPolsce24 za BBC











