Nie uwierzysz, kto prowadził alpinistów na Everest – to miał być przewodnik?

Brytyjski uczestnik ekspedycji, były żołnierz Royal Marines Chris Thrall, ujawnił, że firma Himalayan Traverse Adventure – organizator wspinaczki – przestawiła role w sposób, który z perspektywy standardów bezpieczeństwa jest dosłownie skandaliczny. Według relacji Thralla, na zastępstwo prawdziwego przewodnika miał wskoczyć 57-letni Dawa Sherpa, który pierwotnie zatrudniony był jako kucharz w obozie II.
Thrall twierdzi, że dopiero tuż przed wyruszeniem na szlak dowiedział się, że jego „górski przewodnik” to w rzeczywistości personel kuchenny wyprawy – człowiek bez potwierdzonej historii prowadzenia profesjonalnych wejść na ośmiotysięczniki. Według jego relacji, Sherpa był przemęczony już podczas wznoszenia się powyżej obozu II i nie miał technicznego przygotowania, jakiego oczekuje się od przewodnika wysokogórskiego.
Bezpieczeństwo ponad wszystko — standardy „lead guide” i ich łamanie
W środowisku wspinaczkowym obowiązują surowe zasady: przewodnik wysokogórski powinien mieć potwierdzone doświadczenie, w tym znajomość trasy, ocenę zagrożeń lawinowych, umiejętność reagowania na nagłe zmiany pogody oraz prowadzenia pod tlenem w “strefie śmierci” powyżej 8 000 m. To fundamentalne elementy bezpieczeństwa, które nie mogą być zastępowane improwizacją czy partyzantką kadrową. Tymczasem w opisywanym przypadku firma zdawała się ignorować te standardy.
Sama postawa firmy – która w komunikacie twierdziła, że Sherpa był „bardzo doświadczony i pracował na górach całe życie” – wywołała oburzenie. Przypadek pokazuje, że bycie Sherpą etnicznie nie równa się byciu wykwalifikowanym alpinistą lub przewodnikiem wysokogórskim — to różnica fundamentalna, często ignorowana w marketingu komercyjnych wypraw.
Dramatyczna próba przetrwania i rany, które pokazują ryzyko
Dochodzenie jest w toku, a część świadków opisuje sytuację jako poważne naruszenie zasad bezpieczeństwa. W trakcie wyprawy na szczyt Sherpa oddzielił się od grupy i zniknął na 6 dni. Po tym jak jego tlen się skończył, musiał przeżyć na kilku przekąskach. Cudem dotarł na dół gdzie został odnaleziony. Lekarze stwierdzili u niego m.in. odmrożenia, odwodnienie i złamanie – obrażenia sugerujące nie tylko walkę z naturą, lecz również konsekwencje bardzo długiego przebywania w ekstremalnej strefie bez odpowiedniego wsparcia.
Czy to jedynie wypadek przy pracy, czy symptom większego problemu?
Krytycy podkreślają, że komercjalizacja Everest i presja na obniżanie kosztów (firmy oferują pakiety „poniżej rynkowych cen”) może prowadzić do zatrudniania personelu nieprzygotowanego do roli przewodnika. Jednym z najczęściej przytaczanych problemów jest błędne przekonanie, że „wszyscy Sherpowie są automatycznie wysoko‑wyspecjalizowanymi przewodnikami. To uproszczenie, które może mieć fatalne konsekwencje dla uczestników wyprawy.
źr. wPolsce24 za The Times











