Niemiecki historyk wezwał polityków do gestu wobec sąsiadów. Bundestag odmówił oddania czci polskim ofiarom wojny

Polski bilans strat wojennych poraża nieodmiennie od 81 lat: ponad 5,2 miliona zabitych obywateli i zniszczenia oszacowane na ponad 6,2 biliona złotych. To oczywiście tylko suche liczby, bo realny obraz wojennej tragedii jest z perspektywy czasu arcytrudny do wyobrażenia. Poza zbiorową pamięcią narodu, który przetrwał próbę unicestwienia, mamy jedynie raport, który był wynikiem prac parlamentarnego Zespołu ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w Trakcie II wojny światowej.
Dziś jesteśmy świadkami kolejnego niemieckiego prowokacyjnego gestu, bo tak chyba trzeba odczytywać zachowania naszych zachodnich sąsiadów. Dostaliśmy kamień zamiast realnego pomnika polskich ofiar II wojny światowej. Zamiast reparacji pojawiły się puste i wciąż niezrealizowane obietnice odszkodowań dla żyjących wciąż ofiar niemieckich zbrodni. Tym razem Niemcom nie starczyło godności nawet na apel ku czci naszych rodaków.
Ważny gest niemieckich naukowców
Niemiecki historyk prof. Michael G. Müller (wieloletni współprzewodniczący Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej) zaapelował, aby Bundestag na stałe wpisał do swojego kalendarza uroczyste posiedzenie z okazji 1 września.
W ocenie badacza taki krok byłby czytelnym sygnałem i pomógłby uświadomić niemieckiemu społeczeństwu skalę terroru okupacyjnego, w wyniku którego zginęły miliony polskich obywateli. Jak argumentował Müller, wiedza o zbrodniach popełnionych w okupowanej Polsce wciąż pozostaje w Niemczech w cieniu innych wydarzeń z czasów wojny.
Berlin umywa ręce: „Nie ma potrzeby dodatkowych działań”
Pod apelem historyka podpisało się kilkunastu innych ekspertów. Zwracali oni uwagę na to, iż niemiecka klasa polityczna podchodzi do tematu z dużą powściągliwością. W niemieckiej debacie publicznej pojawiają się głosy przedstawicieli Bundestagu, którzy choć formalnie przyznają moralną odpowiedzialność za wybuch wojny, nie widzą potrzeby podejmowania żadnych nowych inicjatyw.
Jednocześnie wielu obserwatorów zwraca uwagę na wyraźny opór Berlina w tym temacie. Od lat przeciągają się m.in. prace nad budową tzw. Domu Polsko-Niemieckiego czy pomnika polskich ofiar w Berlinie. Do tego, oficjalne władze konsekwentnie unikają tematu realnych odszkodowań materialnych (reparacji), powołując się na kwestie prawne i relatywizując straty w kontekście innych poszkodowanych nacji.
W niemieckiej polityce dominuje przekonanie, że relacje z Warszawą są zadowalające, a dotychczasowe symboliczne gesty są w zupełności wystarczające.
Szefowa Bundestagu mówi: „nie”. Dwa zaskakujące argumenty
Stąd apel, który w ocenie Müllera stanowiłby wyraźny sygnał, że Niemcy traktują poważnie swoją odpowiedzialność wobec Polaków, oraz stałby się istotnym przyczynkiem do odbudowy zaufania, które w minionych latach uległo w dużym stopniu erozji. Historyk zwrócił uwagę, że nie tylko polska prawica, lecz także obóz liberalny w Polsce „stracił wiarę” w wolę Niemców do „szczerego dialogu o przeszłości”.
Tymczasem, jak ujawnił prof. Müller, reakcja przewodniczącej Bundestagu Julii Klöckner okazała się wyjątkowo chłodna: „powściągliwa, a nawet odmowna”.
W swojej odpowiedzi (Klöckner) uznała co prawda historyczną winę Niemiec wobec Polski i wynikającą stąd odpowiedzialność do przepracowania w odpowiedni sposób niemieckich zbrodni. Nie widzi jednak konieczności podjęcia przez stronę niemiecką dodatkowych działań” – relacjonuje badacz.
W oficjalnym uzasadnieniu szefowa Bundestagu przedstawiła dwa argumenty. Jej zdaniem aktualne relacje polityczne między Polską a Niemcami są bliskie i pełne wzajemnego zaufania, także na płaszczyźnie dialogu historycznego. Dodatkowo zauważyła, że Bundestag upamiętnia już wszystkie ofiary narodowego socjalizmu co roku 27 stycznia, włączając w to również Polaków, więc nie ma potrzeby dodatkowego i szczególnego upamiętniana naszych rodaków.
źr. wPolsce24 za DW











