Myślał, że pisze z Białym Domem. Premier dał się podejść internetowemu oszustowi

Sprawę ujawnił serwis Politico, powołując się na czterech urzędników z bliskiego otoczenia premiera. Z ich relacji wynika, że Andy Burnham wymieniał wiadomości z rzekomą Susie Wiles, jedną z kluczowych współpracownic prezydenta USA Donalda Trumpa. Premier, który objął swoje stanowisko 20 lipca, w pewnym momencie nabrał podejrzeń i zdecydował o natychmiastowym przerwaniu kontaktu.
Wyciekły tajne informacje?
Oficjalnie Downing Street nie ujawnia szczegółów sprawy, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Jednak osoby zaznajomione z kulisami incydentu uspokajają opinię publiczną. Z ich relacji wynika, że wymiana zdań sprowadzała się do wysłania zaledwie kilku „pozbawionych znaczenia wiadomości” i nie stanowiła żadnego realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa.
Alarm w dyplomacji i zhakowany telefon
Mimo zapewnień o braku wycieku danych, incydent wywołał zamieszanie. Ambasada Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie była na tyle zaniepokojona zdarzeniem, że oficjalnie powiadomiła o nim Biały Dom.
W brytyjskim rządzie pojawiły się obawy, że telefon samej Susie Wiles mógł zostać zhakowany. Podejrzenia te nie są bezpodstawne, a w zeszłym roku dziennik „Wall Street Journal” informował, że Wiles osobiście ostrzegała swoich współpracowników o tym, że ktoś włamał się na jej urządzenie.
Plaga oszustw na najwyższych szczeblach w Londynie
To nie pierwszy przypadek, gdy czołowi brytyjscy politycy dają się podejść cyberprzestępcom, a Londyn regularnie zmaga się z podobnymi prowokacjami.
W 2022 roku, kilka tygodni po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, ówcześni ministrowie obrony i spraw wewnętrznych, Ben Wallace oraz Priti Patel, dali się oszukać Rosjanom podającym się za ukraińskich polityków.
Dwa lata później ofiarą podobnej mistyfikacji padł szef brytyjskiej dyplomacji David Cameron, który odbył krótką rozmowę z osobą udającą byłego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę.
źr. wPolsce24 za RMF24











