Historia jak z filmu sensacyjnego. Krwawa zemsta komandosów za zabicie ich kolegów

Wszystko zaczęło się od nieporozumienia. Miasto Majar al-Kabir jest zamieszkiwane przez szyitów, którzy byli prześladowani przez reżim Saddama Husajna. Gdy dotarli do niego brytyjscy żołnierze, zauważyli, że jego ludność jest mocno uzbrojona. Mieszkańcy twierdzili, że potrzebują tej broni do samoobrony. Brytyjskie wojsko podpisało w tej sprawie umowę z lokalną starszyzną. Brytyjczycy zobowiązali się, że nie będą prowadzić przeszukań i konfiskaty broni, ale pozwolą, by mieszkańcy mogli oddawać ją dobrowolnie, bez żadnych konsekwencji, w lokalnym posterunku policji. Irakijczycy zrozumieli jednak, że Brytyjczycy obiecali im, że nie wejdą do miasta.
Otoczyli ich na posterunku
Gdy na ulice miasta wyszły patrole brytyjskich żołnierzy, głównie z Pułku Spadochronowego, wywołało to gniewną reakcję mieszkańców. W ich stronę poleciały kamienie, na co odpowiedzieli gumowymi kulami. Sytuacja eskalowała i na ulicach rozpoczęła się regularna bitwa.
24 czerwca w mieście przebywało sześciu żandarmów z Królewskiej Policji Wojskowej. Wysłano ich tam, by szkolili irackich policjantów. Gdy usłyszeli strzały, ich iraccy koledzy zaoferowali, że wyjdą i sprawdzą, co się dzieje – w rzeczywistości uciekli. Gdy posterunek otoczył wściekły tłum, liczący ok. 400 do 600 osób, który zaczął strzelać w stronę budynku, pozostali uciekli przez okna, zostawiając Brytyjczyków samych. Członek lokalnej starszyzny próbował deeskalować sytuację, ale został zignorowany. Sześciu żandarmów zostało w końcu zastrzelonych, a gdy dowódca brytyjskich wojsk się o tym dowiedział, podjął kontrowersyjną decyzję o wycofaniu się z miasta.
Komandosi mieli przeprowadzić śledztwo
Ten incydent, najpoważniejszy od czasu wojny o Falklandy, wstrząsnął brytyjską opinią publiczną. Tym bardziej, że nikt nie poniósł za niego odpowiedzialności. W 2010 roku Amerykanie zatrzymali ośmiu Irakijczyków, którzy mieli być odpowiedzialni za ich śmierć. Dwóch z nich zostało jednak szybko uniewinnionych przez iracki sąd, a sześciu pozostałym nie postawiono nawet zarzutów.
Kilka dni po ich śmierci na miejsce wysłano komandosów z elitarnej formacji Special Air Service (SAS). Mieli za zadanie dowiedzieć się, kto zamordował żandarmów. Opór ze strony Irakijczyków zmusił ich jednak do zakończenia śledztwa już po kilku dniach. Później oskarżono ich także o torturowanie irackich policjantów, by zdobyć informacje, a w 2013 roku wyszło na jaw, że rząd w Londynie wypłacił za to Irakijczykom wysokie odszkodowania.
Zdążyli zastrzelić dwóch
Teraz dziennikarz Daily Mail Mark Nicol, który wydał właśnie nową książkę o działaniach SAS w Afganistanie, ujawnił jednak, że ten incydent miał ciąg dalszy. Dowiedział się, że komandosi, którzy prowadzili to śledztwo, dowiedzieli się od irackich policjantów, kto zabił żandarmów. Miał stać za tym gang, który wspierały irańskie służby. Po ustaleniu ich tożsamości, komandosi postanowili ich wyeliminować.
Jak ustalił Nikol, udało im się wyeliminować dwóch Irakijczyków, którzy brali udział w tej egzekucji. Jego źródła nie zdradziły jednak kulis tej akcji. Zasugerowały jednak, że wyeliminowali by kolejnych, gdyby dowództwo ich nie odwołało. Miało się przestraszyć, że eliminacja wspieranych przez Iran terrorystów wywoła powstanie w szyickiej części Iraku, która była okupowana przez Brytyjczyków.
Jeden z informatorów dziennikarza powiedział, że gdy wrócili do Bagdadu, byli przekonani, że decyzja dowództwa spowoduje kolejne śmierci brytyjskich żołnierzy. Jest bardzo prawdopodobne, że tak się stało. W 2006 roku sierżant SAS zginął podczas ataku na siedzibę terrorystów w Basrze. Został trafiony natowskim pociskiem kal. 5,56 i początkowo uznano, że przez przypadek trafił go inny komandos. Dokładniejsza analiza wykazała jednak, że ten pocisk najprawdopodobniej został wystrzelony z jednego z karabinów SA-80, które zabrano zamordowanym żandarmom.
Kolejny cios w rodziny ofiar
Brytyjski Ministerstwo Obrony nie komentuje na razie doniesień dziennika. Nie ma w tym nic dziwnego – praktycznie wszystko, co dotyczy SAS, jest ściśle tajne, a urzędnicy ministerstwa dla zasady nie opowiadają o akcjach tej jednostki.
John Miller, ojciec jednego z zabitych żandarmów, powiedział Daily Mail, że nie może uwierzyć w to, że nikt ich o tym wcześniej nie poinformował, a o tym, że częściowo pomszczono ich śmierć, dowiedział się dopiero z mediów. Przyznał, że ucieszyło go to, że przynajmniej dwóch Irakijczyków, którzy zamordowali jego syna, udało się wyeliminować, ale dodał, że to, że komandosów szybko odwołano, jest kolejnym bolesnym ciosem dla rodzin ofiar, które od lat oskarżają ministerstwo obrony o zaniedbania, które doprowadziły do śmierci ich bliskich.
źr. wPolsce24 za Daily Mail









