Cios w socjalistyczny rząd w Madrycie. Protesty na ulicach, rząd Sancheza na skraju upadku

Dramat w eleganckiej dzielnicy symbolem kryzysu
Punktem zwrotnym trwającego od miesięcy napięcia stały się wydarzenia z madryckiej dzielnicy Retiro. 87-letnia Maricarmen Abascal, kobieta ze znacznym stopniem niepełnosprawności, mieszkała w swoim lokalu nieprzerwanie od 1956 roku na mocy wieloletniej umowy najmu. Sytuacja zmieniła się, gdy budynek przejął fundusz inwestycyjny. Nowy właściciel zażądał podniesienia czynszu o blisko 275 proc. – z 500 do kwoty sięgającej ponad 1600 euro, podczas gdy cała emerytura kobiety wynosiła niespełna 1450 euro.
Czwarta próba eksmisji zakończyła się dramatycznymi scenami: policja siłowo sforsowała blokadę aktywistów, a płacząca staruszka została wyniesiona z mieszkania na noszach służb ratunkowych. Choć pod wpływem powszechnego oburzenia i nacisku opinii publicznej fundusz ostatecznie ugiął się i zaproponował ugodę, widok schorowanej 87-latki usuwanej z domu po siedmiu dekadach stał się w całej Hiszpanii symbolem bezduszności rynku i bezradności państwa.
Bolesna porażka w Kongresie i rebelia koalicjantów
Bezpośrednią przyczyną sobotniej eksplozji gniewu na ulicach stało się jednak piątkowe głosowanie w parlamencie. Rząd socjalistycznego premiera Pedro Sáncheza próbował ratować gasnące poparcie, wprowadzając dwa pilne dekrety. Zakładały one m.in. automatyczne przedłużanie wygasających umów najmu, zamrożenie eksmisji osób w kryzysowych sytuacjach życiowych oraz uderzenie w tzw. fundusze sępie skupujące całe kwartały kamienic.
Plan rządu legł w gruzach. Mniejszościowy gabinet Sáncheza został zablokowany przez swoich dotychczasowych nieformalnych sojuszników – katalońską partię separatystyczną Junts. Ugrupowanie Carlesa Puigdemonta zagłosowało ramię w ramię z konserwatywną Partią Ludową (PP) oraz Vox, odrzucając oba projekty. Separatyści uznali rządowe przepisy za legislacyjny bubel dający fałszywą nadzieję, z kolei środowiska wolnorynkowe wskazały, że rządowe pomysły uderzają w prawo własności i całkowicie paraliżują podaż nowych lokali na wynajem.
Opozycja: Sánchez stracił ulicę i parlament
Polityczne trzęsienie ziemi natychmiast wykorzystała opozycja. Lider Partii Ludowej Alberto Núñez Feijóo wezwał premiera do natychmiastowego skrócenia kadencji i rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Według lidera chadeków Sánchez po ośmiu latach u władzy nie dysponuje już stabilną większością w Kortezach, a próby gaszenia kryzysów doraźnymi dekretami tylko pogłębiają chaos.
Sytuacja mniejszościowego rządu staje się krytyczna. W kuluarach parlamentu coraz głośniej mówi się o wyczerpaniu możliwości koalicyjnych, a sondaże dają Partii Ludowej wyraźną przewagę nad socjalistami z PSOE.
Marsz na Madryt i widmo strajku generalnego
Główna fala gniewu przetoczyła się przez stolicę. Manifestanci zorganizowani przez związki lokatorskie wyruszyli z kilku punktów Madrytu, blokując główne arterie, by połączyć się w gigantycznym pochodzie na placu Cibeles pod siedzibą miejskiego ratusza. Część aktywistów od tygodnia okupuje już w namiotach plac Puerta del Sol. Protesty objęły ponad 50 ośrodków w całym kraju, a liderzy ruchów mieszkaniowych otwarcie grożą ogłoszeniem ogólnokrajowego strajku czynszowego oraz paraliżem pracy w sektorze usług.
U podłoża protestów leży katastrofalna sytuacja ekonomiczna hiszpańskich rodzin. Według danych portalu nieruchomościowego Idealista w ciągu ostatniej dekady stawki czynszów w metropoliach niemal się podwoiły, a ceny zakupu mieszkań wzrosły średnio o 90 proc. Pensje hiszpańskich pracowników i emerytury pozostają daleko w tyle za rosnącymi kosztami życia, spychając rzesze obywateli na margines bezpieczeństwa socjalnego.
źr. wPolsce24 za AP/ABC.es/El País









