Krzyknęli „rasista!” i go pobili. Polski restaurator z Brukseli ofiarą agresywnych zadymiarzy

Słowo „rasizm” stało się na Zachodzie wygodną pałką do okładania oponentów. Z jednym tylko zastrzeżeniem – że są biali. Wobec białych zdają się już nie obowiązywać żadne reguły. Można stosować wobec nich przemoc zarówno fizyczną, jak i werbalną. Wystarczy tylko głośno krzyknąć: „Rasista!”.
Aż nadto wiele przykładów dostarczyła nam ostatnio Wielka Brytania. Ale nie brak ich także w innych krajach.
Ostatnio ofiarą takiej operacji padł pochodzący z Polski Michał Mytkowski, który wraz z żoną (pochodzi z Tajwanu) prowadzi restaurację Lil Bao w Brukseli.
Młodzieżowe protesty przeciw cięciom
Do zdarzenia doszło już tydzień temu, jednak dopiero teraz informacje na ten temat rozeszły się w belgijskich mediach. Napisały o tym dzienniki i portale "Sudinfo", "Nieuwsblad" i "Bruzz". Z Mytkowskim rozmawiała także korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon.
Brutalny atak miał miejsce w czasie protestów młodzieży ze szkół średnich, studentów i nauczycieli przeciwko cięciom w edukacji we francuskojęzycznej części Belgii. Demonstracje wymykały się spod kontroli.
Właściciel restauracji Lil Bao, serwującej azjatyckie potrawy, przygotowywał się właśnie do otwarcia. Wtedy zauważył, że dwóch młodych mężczyzn zabiera krzesło z ogródka.
- Wybiegłem za nimi, żeby odzyskać swoją własność. Bałem się też, że krzesło może zostać użyte do rzucania w policję - mówił Mytkowski dziennikarce RMF FM.
Agresorzy północnoafrykańskiego pochodzenia
Wokół niego szybko zrobiło się tłoczno – został otoczony przez agresywną grupę dorosłych i młodzieży. - Ci, którzy zabrali krzesło, byli wyraźnie północnoafrykańskiego pochodzenia. Zobaczyli białego człowieka i od razu padło hasło, że jestem rasistą. Zaczęły się nawoływania do bojkotu mojej restauracji - relacjonuje Mytkowski.
Mężczyzna został pobity i skopany. - Nie było w ogóle możliwości rozmowy. Zaczęli krzyczeć: "rasista" i "bojkot", przedstawiając mnie jako tę złą osobę, choć to ja zostałem zaatakowany - mówi ofiara napadu.
Jeden z napastników rzucił stołem w okno restauracji. Młodych do agresji zachęcali stojący z boku dorośli. Inni świadkowie - pewnie ze strachu - nie reagowali. Na szczęście z pomocą przyszło mu kilku sąsiadów oraz pracownicy okolicznych restauracji.
Policja pojawiła się dopiero wtedy, gdy sytuacja już się uspokoiła.
Poręczne oskarżenie
Bohater całej historii był wstrząśnięty nie tylko samą przemocą, ale także manipulacją, która jej towarzyszyła. - Oskarżenie o rasizm było kompletnie absurdalne. Mam przecież multikulturowy zespół. Sam jestem Polakiem, przyjechałem do Belgii z rodzicami, gdy miałem trzy lata. Moja żona pochodzi z Tajwanu. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak bezpodstawnym zarzutem - mówi w rozmowie z RMF FM.
Dodaje, że wcześniej sam wielokrotnie doświadczył w Belgii uprzedzeń wobec Polaków. - Myślę, że zarzut o rasizm był sposobem na usprawiedliwienie ich własnej agresji, a także sposobem na podburzenie tłumu - ocenia Mytkowski.
źr. wPolsce24 za RMF FM/"Bruzz"











