Niemcy wciąż zarabiają na swoich zbrodniach. Wstrząsająca relacja polskiego dokumentalisty

Impulsem do rozmowy był niedawny skandal, gdy niemiecki dom aukcyjny próbował sprzedać ogromną kolekcję dokumentów z czasów wojny, w tym materiały dotyczące ofiar niemieckich zbrodni. Według Geremka, to jedynie wierzchołek góry lodowej.
Niemcy prowadzą „czysty handel historią”
Jak przekonuje dokumentalista, filmowcy od dekad są zakładnikami niemieckich archiwów. To właśnie Niemcy dysponują największą na świecie bazą nagrań z czasów III Rzeszy.
„Jeśli chcemy kupić minutę niemieckiego materiału, kosztuje półtora do dwóch tysięcy euro. To jest czysty handel historią” – podkreśla reżyser.
Co szczególnie bulwersuje: Niemcy pobierają opłaty nawet wtedy, gdy na nagraniach są przodkowie polskich ofiar. Geremek wspomina twórczynię filmu o bestialskich mordach na polskiej inteligencji w Wielkopolsce, która na archiwalnym ujęciu rozpoznała własnego dziadka.
„Poprosiła o fragment. Nie zeszli ani o cent z ceny. Zero refleksji.”
Dla Geremka to przykład komercyjnej znieczulicy, polegającej na tym, że państwo sprawca wojny, zamiast zwrócić rodzinom ich historię, wystawia ją na sprzedaż.
Gdy USA uwolniły archiwa, Niemcy dalej liczą każdy centymetr taśmy
Reżyser zwraca uwagę na drastyczne różnice między podejściem amerykańskim a niemieckim: USA – uznały tysiące zdjęć i nagrań zdobytych w 1945 r. za domenę publiczną, udostępniając je za darmo.
Niemcy – trzymają je pod pełną kontrolą i pobierają opłaty za każde użycie, nawet w filmach historycznych dotyczących milionów ofiar III Rzeszy. Co więcej, formalnie z opłat zwolnione mogą być tylko projekty całkowicie non-profit. Ale: „dokumentaliści muszą zarobić choćby grosz, więc automatycznie wypadają z tej kategorii. To blokuje wszystko.”
To oznacza, że państwo niemieckie od dekad zarabia na rozpowszechnianiu własnych zbrodni.
„My przeszliśmy nazizm, wy jeszcze nie”
Jedna z anegdot Geremka pokazuje, jak nadal silne jest poczucie wyższości w niemieckich instytucjach dziedzictwa: „Pani powiedziała, że absolutnie nie mogę wykorzystać nagrań o bombardowaniu Polski. A potem dodała, że Niemcy >już przeszli nazizm<, a my nie – więc moglibyśmy się nim zachłysnąć.”
Geremek nazywa to skrajnie rasistowską postawą i typową „kolonialną narracją” wobec polskiej pamięci.
AI może przerwać niemiecki monopol na historię
Reżyser przewiduje, że w najbliższych latach archiwa mogą stracić kontrolę nad narracją historyczną. Dzięki sztucznej inteligencji można będzie np.: generować rekonstrukcje z fotografii, ożywiać postacie z nieruchomych zdjęć, odtworzyć sceny bez korzystania z oryginalnych nagrań.
Jego zdaniem „właściciele archiwów już widzą, że tracą klienta.” To może zakończyć epokę, w której niemieckie instytucje decydują, jaką historię można opowiedzieć — i za ile.
„W niemieckich badaniach Polacy nie istnieją jako ofiary”. Mechanizm wypierania winy
W drugiej części rozmowy Geremek zwraca uwagę na jeszcze poważniejszy problem: w wielu niemieckich opracowaniach dotyczących pamięci o wojnie Polacy praktycznie nie istnieją jako ofiary III Rzeszy. Skutki są dramatyczne: „Jeśli Niemcy nie mają wiedzy o swoich zbrodniach w Polsce, zaczynają wierzyć, że to Polacy wyrządzili im krzywdę.”
Chodzi tu choćby o kwestię powojennych wysiedleń niemieckich obywateli z terenów dzisiejszej Polski.
To tworzy grunt pod fałszywe narracje, które z czasem mogą przekształcić się w trwałe elementy niemieckiej tożsamości zbiorowej.
źr. wPolsce24 za wnet.fm











