Marine Le Pen przerywa milczenie po decyzji sądu. Pójdzie po prezydenturę z wyrokiem na koncie?

Jeśli zapowiedzi liderki prawicy dojdą do skutku, nadchodzące wybory będą jej czwartym podejściem do prezydentury. Marine Le Pen startowała już w latach 2012, 2017 oraz 2022. W ostatnim głosowaniu uzyskała najlepszy wynik w historii francuskiej prawicy, zdobywając blisko 41,5 proc. głosów w starciu z Emmanuelem Macronem.
Wyrok sądu a możliwość kandydowania
Decyzja o starcie zapadła po orzeczeniu paryskiego sądu apelacyjnego. Sąd utrzymał w mocy wyrok skazujący Le Pen za nadużycie funduszy z Parlamentu Europejskiego. Choć pierwotnie orzeczono 45-miesięczny zakaz pełnienia funkcji publicznych, sąd zawiesił 30 miesięcy tej kary.
Ostatecznie orzeczony 15-miesięczny zakaz nie stanowi przeszkody dla jej startu w wyborach prezydenckich zaplanowanych na wiosnę 2027 roku. Sama zainteresowana skomentowała sprawę jednoznacznie: „Nie ma już żadnego scenariusza, w którym nie mogłabym kandydować”.
Kampania bez "bransoletki"
Zgodnie z wyrokiem, 57-letnia polityk została zobowiązana do noszenia bransolety elektronicznej. Le Pen zapowiedziała jednak złożenie skargi do Sądu Kasacyjnego, co ma zawiesić skutki wyroku.
Polityk utrzymuje, że jest niewinna i zamierza prowadzić kampanię wyborczą bez dozoru elektronicznego. Wcześniej deklarowała, że noszenie bransoletki uniemożliwiłoby jej udział w wieczornych spotkaniach z wyborcami, co uznała za próbę zablokowania jej kandydatury.
Marine Le Pen nakreśliła już pierwsze plany personalne na wypadek zwycięstwa. Potwierdziła, że jeśli wygra wyścig o Pałac Elizejski, jej bliski współpracownik Jordan Bardella obejmie funkcję premiera.
Kontrowersje sprzed lat
Sprawa, w której wyrok usłyszała liderka francuskiej prawicy miała swój początek w 2004 roku. Zdaniem sądu Le Pen dopuściła się niewłaściwego wykorzystywania środków Parlamentu Europejskiego w latach 2004–2016. Śledczy ustalili, że fundusze przeznaczone na wynagrodzenia dla asystentów eurodeputowanych Frontu Narodowego (obecnie Zjednoczenia Narodowego) były w rzeczywistości przeznaczane na opłacanie pracowników wykonujących zadania partyjne we Francji.
źr. wPolsce24 za Interia











