Zobacz, co lewica szykuje dla waszych dzieci. Lalki z genitaliami do wyboru już w szkołach

To, co jeszcze kilka lat temu uznawano by za absurdalny żart, w USA staje się brutalną rzeczywistością. Już we wrześniu do przedszkoli i szkół podstawowych w Minnesocie trafią tzw. lalki papierowe z wymiennymi genitaliami. Zabawki o neutralnych imionach – Sam, Rory, Avery, Parker – mają być narzędziem terapeutycznym, które według ich twórców pomoże dzieciom „odkrywać swoją tożsamość płciową”.
Ideologiczna indoktrynacja od 4. roku życia
Twórcy projektu nie kryją, że ich celem jest normalizacja tranzycji wśród najmłodszych. Dzieci w wieku, w którym jeszcze wierzą w Zajączka Wielkanocnego, mają bawić się lalkami z wyjmowanym penisem i zakładać im sukienki, by „uczyć się różnych opcji, kim mogą być”.
To jednak nie jest niewinna zabawa. To przemyślana operacja ideologiczna prowadzona przez lewicowych aktywistów ukrywających się pod płaszczykiem nauki. Instytut Zdrowia Seksualnego i Genderowego przy Uniwersytecie Minnesota przez sześć lat pracował nad tym projektem, a w badaniach uczestniczyły dzieci, które otrzymywały pieniądze za udział w sesjach o „płci i ciałach”.
Podatnicy finansują eksperymenty na dzieciach
Uniwersytet Minnesota otrzymuje każdego roku 15 milionów dolarów od stanu na „badania medyczne”. Część tych środków – choć uczelnia uparcie ukrywa szczegóły – trafiła właśnie do tego ideologicznego instytutu, który ma roczny budżet badawczy wynoszący 1,4 miliona dolarów.
Gdy dziennikarze „New York Post” zapytali, ile konkretnie pieniędzy podatników poszło na rozwój lalek i pensje profesorów, uniwersytet odmówił odpowiedzi. To typowa gra lewicy – najpierw biorą nasze pieniądze, potem chowają głowę w piasek, gdy przychodzi do rozliczeń.
Krytyka: to grooming, a nie terapia
Głos w sprawie zabrali poważni eksperci, którzy nie boją się mówić prawdy wbrew modzie. Dr Quentin Van Meter, były prezes Amerykańskiego Kolegium Pediatrycznego, nie pozostawia złudzeń:
– To absolutny grooming. Znajdą każdego zdezorientowanego malucha i wmówią mu, że jego problemy wynikają z płci. Dzieci nie mają narzędzi, by odróżnić fantazję od rzeczywistości, a tu przedstawia się im zabawki, które normalizują amputację zdrowych organów i dożywotnie uzależnienie od hormonów.
Pediatra podkreśla, że tego typu działania są nie tylko nieetyczne, ale wręcz niebezpieczne dla zdrowia psychicznego dzieci. Tymczasem lewicowi aktywiści – w tym gubernator Tim Walz – promują ten projekt z uśmiechem od ucha do ucha.
Polityczne powiązania i hipokryzja
Gubernator Walz, który notabene ma na koncie wiele kontrowersji, był już wielokrotnie fotografowany z jednym z założycieli firmy MyGender Dolls. To ten sam polityk, który przeznacza miliony dolarów z budżetu stanu na „zwiększenie potencjału badawczego”, ale nie potrafi wyjaśnić, ile tych pieniędzy idzie na zabawki dla dzieci.
Co więcej, lalki – zaczynając jako projekt badawczy – szybko przekształciły się w komercyjny biznes, który teraz będzie zarabiał na sprzedaży tych kontrowersyjnych zabawek. Czy to oznacza, że publiczne pieniądze posłużyły do stworzenia produktu, który później będzie przynosił zyski prywatnym firmom? Wygląda na to, że tak.
Wielki eksperyment społeczny na najmłodszych
Wielu rodziców w Minnesocie nie ma pojęcia, że ich dzieci będą zmuszane do zabawy tymi lalkami. Nie wiadomo też, czy będą mogli zrezygnować z tego typu zajęć w szkole. W obliczu narastającej fali ideologicznej indoktrynacji w amerykańskich szkołach, ten projekt jest kolejnym krokiem w stronę całkowitego zacierania granic między płciami – od najmłodszych lat.
To nie jest postęp. To eksperyment na dzieciach, finansowany z pieniędzy tych, którzy ciężko pracują na swoje podatki. Rodzice w Polsce powinni przyjrzeć się temu uważnie – bo jeśli dziś dzieje się to w USA, jutro może trafić do naszych szkół.
źr. wPolsce24 za New York Post











