Robot z AI będzie uczył dzieci. Nauczyciele biją na alarm

Jak informuje portal Inc., okręg szkolny Salamanca City planuje przedstawić jesienią nową nauczycielkę – humanoidalnego robota o nazwie Sallly. Wydał na niego blisko 60 tys. dolarów. Ma prowadzić zajęcia z AI i robotyki. Ma też pomagać im w odrabianiu zadań domowych i z innymi problemami poza szkoła.
Pilotażowy program
Firma Realbotix, która wyprodukowała Sally, ujawniła, że ich robot będzie siedział nieruchomo za biurkiem, ale będzie mógł ruszać górną częścią „ciała”, imitując gestykulację człowieka. Każdy uczeń będzie miał indywidualny kod, dzięki któremu robot będzie pamiętał ich wcześniejsze interakcje. Firma zapewnia, że odpowiadając na pytania uczniów, będzie korzystał wyłącznie z zaaprobowanych przez szkołę treści, a nie szerokiego internetu.
Oprócz interakcji z robotem, uczniowie będą korzystać z Optio – opartego o AI programu edukacyjnego. To właśnie przez niego mają otrzymywać większość edukacji, będzie on m.in. oceniał ich prace domowe czy zapewniał zindywidualizowany tok nauczania. Po co więc robot?
Ekspert ostrzega
Prezes tej firmy, Andrew Kiguel, twierdzi, że dowiedzenie się tego jest jednym z głównych celów tego pilotażowego programu i liczy, że doświadczenia z tej szkoły dadzą im informacje, które będą przydatne w rozwoju przyszłych robotów edukacyjnych. Ich zdaniem fakt, że ma realistyczną twarz, głos i obecność sprawi, że uczniom będzie łatwiej wchodzić z nią w interakcję, niż z klasycznym chat-botem na ekranie komputera.
Prof. Ryan Schaaf, ekspert od edukacji na uniwersytecie Notre Dame w Maryland ostrzega jednak, że te cechy mogą sprawić, że będą przypisywać temu robotowi takie cechy jak zrozumienie, autorytet czy empatię, których jako maszyna nie posiada. Zauważa także, że jego odpowiedzi mogą wydawać się bardziej wiarygodne, niż te same odpowiedzi w formie tekstowej – nawet gdy AI się myli.
Nauczyciele biją na alarm
Ten pomysł bardzo nie podoba się nauczycielom w tj szkole. Twierdzą, że dehumanizuje ich zawód. Zwracają także uwagę na obawy o bezpieczeństwo oprogramowania i prywatność uczniów. Zdaniem lokalnego związku zawodowego nauczycieli szkoła powinna wstrzymać się z uruchomieniem tego programu i dać sobie czas na dokładniejszą odpowiedź na pytanie, czy ma to w ogóle sens.
Melinda Pearson, przewodnicząca nowojorskiego związku zawodowego nauczycieli, powiedziała mediom, że ten program budzi zaniepokojenie nauczycieli w całym stanie. Zwróciła uwagę, że wcześniej tendencją było odchodzenie od nowoczesnych technologii w edukacji. Odpowiedzią na wyzwania edukacyjne nie jest więcej ekranów, nie jest więcej algorytmów, więcej robotów – powiedziała. Dodała, że nie sprzeciwiają się technologii jako takiej, ale patrzą z perspektywy tego, czy ta technologia przysłuży się uczniom – a jej zdaniem użycie bezdusznej maszyny, która symuluje międzyludzkie interakcje, to zły pomysł.
Wcześniej produkowali seks-lalki
Wybór tej konkretnej szkoły nie podoba się także Indianom. Ta szkoła leży bowiem na terytorium narody Seneca, a indiańskie dzieci stanowią 40% jej uczniów. Z wszystkich szkół w stanie Nowy Jork, a co dopiero w USA, znów chcą eksperymentować na indiańskich dzieciach – skomentowała nauczycielka Sierra May Abrams. Samo plemię na razie nie odniosło się do tych planów.
Kontrowersje budzi też sama firma. Wcześniej nazywała się Tokens.com i zajmowała się handlem kryptowalutami. By wejść na rynek humanoidalnych robotów, kupiła w kwietniu 20024 r. firmę Simulacra, która zajmowała się produkcją realistycznych seks-lalek. Firma twierdzi jednak, że obie te części ich biznesu są całkowicie rozdzielone, a Sally, pierwszy robot z nowej serii, nie ma nic wspólnego z tamtymi produktami.
źr. wPolsce24 za inc.com, Guardian











