Świat

Internetowy śledczy uratował ofiarę pedofila. Na trop naprowadził go niezwykły przedmiot

opublikowano:
alexas_fotos-fist-1131143_1280
(fot. ilustracyjna Pixabay)
Pracownik wydziału śledczego amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) Greg Squire opowiedział telewizji BBC o jednej z pierwszych spraw, nad którymi pracował. Zdradził, że udało mu się uratować ofiarę pedofila dzięki temu, że na jednym ze zdjęć, które publikował w internecie, była widoczna ... cegła.

Z tego tekstu dowiesz się: 

  • Agent amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) Greg Squire opowiedział BBC o śledztwie, w którym uratowano 12-letnią ofiarę pedofila dzięki analizie… fragmentu cegły widocznej na zdjęciu.

  • Dziewczynka, której nadano pseudonim „Lucy”, była przez lata wykorzystywana przez partnera swojej matki, a materiały trafiały do dark webu.

  • Śledczy nie znali jej tożsamości ani miejsca pobytu – jedynymi tropami były detale widoczne na zdjęciach: gniazdka, sofa i odsłonięta cegła w ścianie.

  • Przełom przyniosła identyfikacja cegły typu „Flaming Alamo” przez sprzedawcę Johna Harpa, który wskazał, że była produkowana lokalnie w latach 60.–80.

  • Ograniczenie poszukiwań do osób mieszkających w promieniu 160 km od cegielni pozwoliło wytypować jeden adres.

  • W domu mieszkała dziewczynka w odpowiednim wieku oraz partner jej matki – wcześniej skazany za przestępstwa seksualne.

  • Sprawca został aresztowany i skazany na 70 lat więzienia.

  • Squire przyznał, że sprawa miała ogromny wpływ na jego życie prywatne i zdrowie psychiczne. Po terapii wrócił do służby.

  • Po latach spotkał dorosłą już Lucy, która powiedziała, że otrzymała wsparcie i jest dziś w stanie mówić o swojej traumie.

Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) ma własną agencję śledczą, HSI. Jej pracownicy zajmują się szeregiem spraw kryminalnych, które głównie dotyczą przestępstw popełnianych przez międzynarodowe organizacje przestępcze. Ponieważ zajmują się one handlem żywym towarem, to istotnym elementem misji HSI jest walka z pedofilią. HSI ma swoje biura w 235 miastach USA i w 90 miastach w 50 innych państwach.

Znaleźli jej zdjęcia w dark webie

Squire jest w HSI specjalistą od śledztw w internecie. Służy w elitarnym oddziale, który zajmuje się identyfikacją dzieci w materiałach pedofilskich. W BBC opowiedział o jednej z pierwszych spraw, którą prowadził. Chodziło o dziewczynkę, której nadano pseudonim Lucy. Była ona ofiarą pedofila, który przez lata gwałcił ją i publikował zdjęcia w tzw. dark webie. 

Squire powiedział, że gdy on i jego koledzy natrafili na te nagrania, Lucy miała 12 lat. Tego jednak dowiedzieli się później. Początkowo nic o niej nie wiedzieli – nie znali jej imienia i nie wiedzieli, gdzie mieszka. Pedofil dbał o to, by na tych zdjęciach nie było żadnych elementów, które mogłyby posłużyć do jego identyfikacji. Wiedzieli tylko, że Lucy przebywa gdzieś w Ameryce Północnej, dzięki widocznym na nagraniach gniazdkom elektrycznych i oprawom na żarówki. Wygląd pomieszczenia, w którym wykonywano zdjęcia, sugerował też, że dziewczynka jest ofiarą członka rodziny.

Początkowo spróbowali ustalić tożsamość ofiary przez media społecznościowe. Zwrócili się w tej sprawie o pomoc do Facebooka. Korporacja odmówiła im jednak pomocy mimo tego, że posiada narzędzia do identyfikacji twarzy na publikowanych przez internautów zdjęciach. Zapytani o to przez BBC przedstawiciele Facebooka powiedzieli, że dla ochrony prywatności użytkowników jest ważne, że przestrzegamy odpowiedniego procesu prawnego, ale zapewniła, że wspiera organy ścigania na tyle, ile jest możliwe.

Diabeł tkwi w szczegółach 

Ekipa Squire'a zaczęła się więc przyglądać uważnie temu, co było widoczne na zdjęciach – pościeli, jej ubiorowi, pluszowym zwierzętom. Szukali czegoś, co może pomóc w znalezieniu dziecka. Wtedy nastąpił pierwszy drobny przełom w śledztwie. Ustalili, że widoczna na zdjęciach sofa nie jest sprzedawana w całych Stanach Zjednoczonych. Udało im się zdobyć listę osób, które ją kupiły. To pozwoliło nieco zawęzić krąg poszukiwań – ale wciąż chodziło o ok. 40 tys. osób mieszkających w 29 stanach.

Wkrótce zauważyli, że na zdjęciach widać cegłę w ścianie, z której odpadł tynk. Squire powiedział, że sprawdzając ten trop, zaczął szukać w internecie informacji o cegłach. W ten sposób dowiedział się, że producenci cegieł mają swoje stowarzyszenie branżowe. Zadzwonił do niego, a kobieta, która odebrała telefon, od razu zadeklarowała, że zrobią wszystko, by mu pomóc. Poprosiła o wysłanie zdjęcia tej cegły i obiecała, że przekaże ją ekspertom. 

Na kolejny przełom nie trzeba było długo czekać. Ze śledczymi skontaktował się John Harp, który od 1981 roku jest sprzedawcą cegieł. Na podstawie barwy i kształtu zidentyfikował, że to cegła o nazwie Flaming Alamo. Doskonale je znał – były produkowane w firmie, która go zatrudnia, i osobiście sprzedał ich miliony sztuk.

Uwaga eksperta skierowała ich na trop

Squire przyznał, że był tym podekscytowany. Liczył, że dostanie listę klientów, którzy ją kupili, i będzie mógł ją porównać z listą osób, które kupiły tamtą sofę. Harp szybko zgasił ten entuzjazm. Powiedział mu, że jego firma produkowała te cegły od lat 60. do 80. XX wieku i nie mają listy klientów w formie cyfrowej – a jedynie ogromny stos faktur, którego przejrzenia potrwałoby bardzo długo.

Harp powiedział mu jednak coś, co naprowadziło go na właściwy trop. Zauważył, że cegły są ciężkie i trudne w transporcie. To oznacza, że osoby, które je kupują, zwykle mieszkają w małej odległości od cegielni, w której je wyprodukowano. Przyjrzeli się więc znowu liście osób, które kupiły sofę, ograniczając je do tych, którzy mieszkają w odległości do 160 km od cegielni, która produkowała cegły. To pozwoliło zawęzić krąg z 40 tys. do zaledwie 40-50 nazwisk.

Rozpoznał dom na zdjęciu 

Taką liczbę potencjalnych podejrzanych można już było sprawdzić w mediach społecznościowych. W ten sposób udało im się znaleźć zdjęcie Lucy, które opublikowano na Facebooku. Była na nim z dorosłą kobietą.

Śledczy podejrzewali, że to jej krewna, ale nie chcieli się z nią kontaktować, bo nie wiedzieli, czy jest w zmowie z pedofilem. Ustalili więc jej adres i wszystkie adresy, z którymi miała jakiś związek. Nie chcieli jednak sprawdzać ich po kolei, bo bali się, że pedofil dowie się o śledztwie i ucieknie z ofiarą.

Z pomocą po raz kolejny przyszła im wiedza Harpa. Ściągnęli z internetu zdjęcia domów, w których potencjalnie może przebywać. Na żadnym z nich nie było widać z zewnątrz cegieł, ale poprosili eksperta, żeby na podstawie stylu, w jakim je wybudowano, ocenił, czy powstały w okresie, w którym te cegły były sprzedawane. Gdy porównali listę, którą im przekazał, z listą właścicieli sofy, okazało się, że tylko jeden adres występował na obu.

Na podstawie stanowych archiwów, list wydanych praw jazdy, dokumentacji szkolnej itp. śledczy ustalili, że w tym domu mieszka ze swoją matką dziewczynka w odpowiednim wieku. Ustalili także, że mieszka z nimi partner matki, który w przeszłości był skazany za przestępstwa o charakterze seksualnym.

Po kilku godzinach agenci DHS aresztowali zwyrodnialca, który gwałcił dziecko od sześciu lat. Później sąd skazał go na 70 lat więzienia.

Harp ujawnił BBC, że sam ma trójkę adoptowanych dzieci i prowadzi rodzinny dom dziecka, przez który przewinęło się ponad 150 dzieci – z których wiele było ofiarą przemocy seksualnej.

Modliła się o ratunek

Ta sprawa jednak szczególnie nim wstrząsnęła, bo Lucy była w podobnym wieku jak jego własna córka. 

Latem zeszłego roku Squire po raz pierwszy spotkał się osobiście z Lucy, która ma teraz dwadzieścia kilka lat. Powiedziała mu, że po wszystkim otrzymała dużo wsparcia i jest już w stanie rozmawiać o traumie, którą przeszła. Dodała, że modliła się o to, żeby jej koszmar się skończył i jej modlitwy zostały wysłuchane. 

źr. wPolsce24 za BBC

Świat

Pokaż mi swoją bluzę, a powiem ci, kim jesteś. Pułapki nowej mody na kody QR

opublikowano:
Grafika w formacie panoramicznym 16:9. W centralnej części kadru znajduje się biała koszulka z krótkim rękawem umieszczona na minimalistycznym tle podzielonym pionowo na dwie strefy kolorystyczne: ciemnogranatową po lewej i jasnoniebieską po prawej. Na klatce piersiowej koszulki nadrukowany jest wyraźny, czarny kod QR, otoczony delikatną, świecącą na błękitno ramką. Po prawej stronie w kadr wchodzi dłoń trzymająca nowoczesny smartfon, którego aparat nakierowany jest na ubranie. Na ekranie telefonu widać podgląd skanowanego kodu, a między obiektywem a koszulką rozciąga się futurystyczna, półprzezroczysta niebieska wiązka danych i światła
Dynamiczne kody QR na ubraniach pozwalają zamienić zwykłą koszulkę w cyfrową wizytówkę lub portfolio. Pytanie tylko, czy skanowanie smartfonem nie zastąpi wkrótce zwykłego „cześć” (fot. pixabay/graf.AI)
Kiedyś ubranie wyrażało nas bez słów, ale wciąż by nawiązać kontakt to człowiek musiał zrobić pierwszy krok. Nadruk z ulubionym zespołem muzycznym, logo drużyny sportowej czy ironiczny napis na piersi były naturalnym pretekstem do rzucenia krótkiego: „O, też ich słuchasz?”. Dziś technologia idzie o krok dalej - lub, jak twierdzą krytycy, o krok za daleko w stronę cyfrowego odczłowieczenia. Startup ShareAScan wprowadza na rynek odzież z dynamicznymi kodami QR, zamieniając użytkowników w chodzące nośniki danych. Zamiast spojrzeć komuś w oczy i zapytać o imię, skierujemy obiektyw smartfona na jego klatkę piersiową.
Świat

„Dlaczego my mamy umierać, a dzieci polityków żyją za granicą?". Kliczko wypalił bez ogródek

opublikowano:
Protest obywateli Ukrainy i zdjęcie mera Kijowa
Witalij Kliczko przyznał dlaczego jego dzieci nie walczą na froncie. (fot. Fratria/ screen z ytoutube/News Hunter)
W obliczu trwającej wojny w Ukrainie wśród części obywateli coraz głośniej wybrzmiewają pytania dotyczące sprawiedliwości społecznej podczas mobilizacji. Mieszkańcy zastanawiają się, dlaczego na froncie giną zwykli ludzie, podczas gdy potomstwo elity politycznej i decydentów przebywa bezpiecznie poza granicami kraju.
Świat

Bestsellerowa powieść nie dostanie prestiżowej nagrody. Pojawiły się obawy, że stworzyła ją AI

opublikowano:
pexels-pixabay-256455
(fot. ilustracyjna Pexels)
Autor bestsellerowej powieści był nominowany do najbardziej prestiżowej francuskiej nagrody literackiej. Jego nominację jednak wycofano, bo pojawiły się wątpliwości, czy nie napisała jej sztuczna inteligencja.
Świat

Niezwykły wynik sondażu na Ukrainie. Nie lubią go jeszcze bardziej niż Tuska

opublikowano:
Oto dwóch bardzo nielubianych w swoich krajach polityków. Ich zwolennikami jest już tylko tzw. "betonowy"
Oto dwóch bardzo nielubianych w swoich krajach polityków. Ich zwolennikami jest już tylko tzw. "betonowy" elektorat (Fot. Andrzej Wiktor/Fratria)
Sytuacja polityczna na Ukrainie staje się coraz bardziej napięta. Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii (KMIS) wywołały potężny wstrząs na szczytach władzy w Kijowie. Aż 72 proc. ankietowanych uważa, że prezydent Wołodymyr Zełenski ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za procedery korupcyjne swoich najbliższych współpracowników. Zaledwie 25 proc. respondentów jest odmiennego zdania.
Świat

Rząd Korei Południowej jest wściekły na Zełenskiego. Domaga się wyjaśnień i przeprosin

opublikowano:
Rząd Korei Południowej domaga się wyjaśnień i przeprosin od Ukrainy za to, że Zełensky ujawnił, że północnoreańscy jeńcy zostali odesłani na południe
(fot. president.gov.ua, CC BY-3.0)
Rząd Korei Południowej jest wściekły na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Nie podoba mu się to, że ten bez zgody ujawnił, że do tego kraju odesłano dwóch północnokorańskich jeńców.
Świat

Nawet Węgry rządzone przez Magyara mają inne standardy niż Polska za Tuska. Premier odpowie za kradzież!

opublikowano:
Prokuratura chce postawić premierowi Węgier zarzut kradzież, a ten postanowił nie zasłaniać się immunitetem
Prokuratura chce postawić premierowi Węgier zarzut kradzież, a ten postanowił nie zasłaniać się immunitetem (Fot. PAP/EPA/ZSOLT SZIGETVARY)
Węgierski parlament podjął bezprecedensową decyzję, uchylając immunitet premierowi Peterowi Magyarowi oraz dwóm byłym ministrom z obozu Viktora Orbana. Co najbardziej uderzające – szef węgierskiego rządu sam zaapelował do posłów o pozbawienie go ochrony prawnej, by przed sądem rozliczyć incydent, do jakiego doszło dwa lata temu w klubie nocnym. To obraz, który rzuca zupełnie nowe światło na standardy odpowiedzialności polityków, a w Polsce rządzonej przez Donalda Tuska rzecz nie do wyobrażenia.