Idzie reset 2.0 z Rosją. Niemcy już oficjalnie wznawiają kontakty biznesowe, Francuzi zrobili to wcześniej

Oto bowiem niemieccy przedsiębiorcy – po raz pierwszy od wybuchu wojny na Ukrainie – wracają na Forum Ekonomiczne w Petersburgu. I nie robią tego po cichu. Wręcz przeciwnie – otwarcie mówią o powodach.
Szef Niemieckiej Izby Handlu Zagranicznego Matthias Schepp nie pozostawia wątpliwości: chodzi o przyszłość. O utrzymanie kontaktów gospodarczych z Rosją „na czas po ewentualnym rozejmie”. W tle są konkretne liczby – ponad 100 miliardów euro niemieckich aktywów w Rosji, których nikt nie chce stracić.
Biznes nie zna sentymentów – liczy się rynek
Argumentacja jest chłodna i biznesowa. Jeśli Zachód odpuści Rosję, na jego miejsce wejdzie ktoś inny, przede wszystkim Chiny. Tylko w pierwszym kwartale tego roku w Rosji powstało 1,4 tysiąca firm założonych przez obywateli Państwa Środka. Niemcy nie chcą zostać w tyle. Podobnie jak – co warto podkreślić – Amerykanie i Francuzi, którzy uczestniczą w dialogu biznesowym w Petersburgu już od 2025 roku.
W samej Rosji nadal działa około 1,6 tysiąca niemieckich firm. Ich łączne obroty sięgają 20 miliardów euro rocznie. To nie są marginalne liczby – to realne interesy.
Sankcje? Coraz więcej wątpliwości
Co więcej, z badań przeprowadzonych wśród niemieckich firm wynika jasno: cierpliwość się kończy. Ponad jedna trzecia przedsiębiorstw uważa, że sankcje bardziej szkodzą Niemcom niż Rosji. Aż 65 proc. ankietowanych chce jak najszybszego powrotu do importu rosyjskich surowców energetycznych. Kolejne 31 proc. dopuszcza taki scenariusz po zakończeniu wojny. To już nie są pojedyncze głosy – to wyraźny trend.
Politycy też jadą do Petersburga
Na forum pojawią się również niemieccy politycy, m.in. z Alternatywy dla Niemiec, którzy otwarcie mówią o potrzebie wznowienia współpracy z Rosją. Jednocześnie podkreślają, że nie oznacza to poparcia dla wojny.
To kolejny element układanki, który pokazuje, że w praktyce granice między polityką a interesami gospodarczymi są znacznie bardziej płynne, niż mogłoby się wydawać. I tu pojawia się pytanie, które w polskiej debacie pada zdecydowanie zbyt rzadko.
Czy wobec tych działań padną równie ostre oskarżenia o „prorosyjskość”? Czy niemieccy przedsiębiorcy i politycy zostaną poddani tej samej retoryce, która tak chętnie stosowana jest wobec oponentów w Polsce?
Na razie nic na to nie wskazuje. Bo gdy w grę wchodzą miliardy euro, wielka polityka i globalna rywalizacja, język moralnych ocen często ustępuje miejsca twardej kalkulacji.
źr. wPolsce24 za PAP











