Horror podczas popularnego festiwalu. Dwie osoby nie żyją, sprawca wciąż nieuchwytny

Do tragicznego zdarzenia doszło w sobotę w rejonie skrzyżowania St. Clair Avenue West i Arlington Avenue. W corocznym festiwalu, celebrującym kulturę latynoską, brało udział kilka tysięcy osób. Spokojna zabawa została przerwana przez strzały, w wyniku których ucierpiało sześć osób. Dwie z nich zmarły na miejscu z powodu odniesionych ran.
Mobilizacja służb i paraliż komunikacyjny
Policja, która przybyła na miejsce, zabezpieczyła rozległy teren, na którym doszło do przestępstwa. Ze względów bezpieczeństwa funkcjonariusze apelowali do mieszkańców o omijanie okolicy, a ruch pociągów metra przez pobliską stację St. Clair West został czasowo wstrzymany.
Analityk ds. bezpieczeństwa, Chris Lewis, podkreślił, że służby stanęły przed ogromnym wyzwaniem. Musiały jednocześnie ratować poszkodowanych, zabezpieczać rejon i prowadzić poszukiwania uzbrojonego sprawcy. Mimo podjętych działań, napastnika nie udało się dotąd zidentyfikować ani zatrzymać.
"Bezsensowna przemoc" – reakcje władz
Premier prowincji Ontario, Doug Ford, ostro potępił zdarzenie, nazywając je "bezsensowną przemocą". Ford zapowiedział, że sprawca musi zostać schwytany i spędzić resztę życia w więzieniu. Podziękował również służbom ratunkowym za ich błyskawiczną reakcję w obliczu tragedii.
Toronto uchodzi za jedno z najbezpieczniejszych miast w Ameryce Północnej, a strzelaniny w miejscach publicznych są tam rzadkością. Policja liczy na to, że relacje licznych świadków oraz nagrania z monitoringu pozwolą na szybkie ustalenie tożsamości sprawcy i przebiegu zdarzeń.
źr. wPolsce24 za Polsat News








