Cudownie ocalona. Dziewczyna spędziła 60 godzin pod gruzami

Mandalay to birmańskie miasto, które ucierpiało najbardziej, bo znajdowało się najbliżej epicentrum trzęsienia ziemi o magnitudzie 7,7 w skali Richtera. Wstrząsy były odczuwalne również w sąsiedniej Tajlandii, gdzie uszkodzone zostały setki budynków, w tym wieżowce w Bangkoku, odległym o 1000 km od epicentrum.
Żywi dają nadzieję
W Birmie liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła już 1700 - informował w poniedziałek rzecznik rządzącej krajem junty generał Zaw Min Tun, choć nie ujawnił szczegółowych danych.
Chińska telewizja CCTV podała, że po trwającej ponad pięć godzin akcji przeprowadzonej przez chińskie, rosyjskie i lokalne zespoły ratunkowe po 60 godzinach od katastrofy spod gruzów zawalonego hotelu Great Wall w mieście Mandalay wyciągnięto dziewczynę. Jej stan był stabilny. Napawa to ratowników nadzieją, że uda się odnaleźć kolejnych ocalałych.
Upał utrudnia ratunek
Działania służb ratunkowych utrudniają panujące bardzo wysokie, bo sięgające ponad 40 stopni Celsjusza temperatury. Wkrótce dobiegnie też końca także 72-godzinne okno czasowe, w którym istnieje największe prawdopodobieństwo uratowania zasypanych.
Upał przyspiesza też rozkład ciał, co może skomplikować identyfikację ofiar.
Słabe oznaki życia
Poszukiwania trwają także w stolicy Tajlandii, Bangkoku. W poniedziałek służby ratunkowe korzystając z dźwigów i psów tropiących, kontynuowały desperacką operację poszukiwania 76 osób, które prawdopodobnie wciąż znajdują się pod gruzami zawalonego wieżowca.
- Poszukiwania będą kontynuowane nawet po 72 godzinach, ponieważ w Turcji ludzie, którzy byli uwięzieni przez tydzień, przeżyli. Poszukiwania nie zostały odwołane – mówił gubernator Bangkoku Chadchart Sittipunt.
Dodał, że skanowanie gruzów wykazało, że pod spodem mogą znajdować się żywi ludzie. - Wykryliśmy słabe oznaki życia – dodał.
Oficjalna liczba ofiar śmiertelnych w Tajlandii w niedzielę wynosiła 18, jednak i tu może ona wzrosnąć.
źr. wPolsce24 za Reuters/PAP (Krzysztof Pawliszak)