Kosmiczny tie-break w finale Ligi Narodów. Niewiarygodne, jak Polacy uciszyli Amerykanów

Mecz w chińskim Ningbo od początku zapowiadał się na siatkarski dreszczowiec. Polacy świetnie otworzyli spotkanie, wygrywając pierwszą partię dzięki kapitalnej postawie Wilfredo Leona w ataku i polu serwisowym. Kolejne dwa sety padły jednak łupem Amerykanów, którzy razili nas potężną zagrywką Jake’a Hanesa oraz świetnym rozegraniem Micaha Christensona.
W najtrudniejszym momencie czwartego seta ciężar gry wziął na siebie Tomasz Fornal. Jego asy serwisowe, w tym jeden po szczęśliwym trafieniu w taśmę, pozwoliły Polakom odrobić straty i doprowadzić do tie-breaku.
Dominacja w tie-breaku
Decydująca partia to już prawdziwy pokaz siły podopiecznych Nikoli Grbicia. Choć początek był wyrównany, od stanu 6:5 Polacy zaczęli odskakiwać rywalom. Kluczową rolę odegrał nieoczekiwanie środkowy Szymon Jakubiszak, który świetnie spisywał się w ataku i bloku. Amerykanie nie wytrzymali presji i w końcówce mnożyły się ich błędy, a polski mur na siatce, tworzony przez Leona i Semeniuka, stał się nie do przejścia. Ostatecznie tie-break zakończył się wynikiem 15:10 dla Polski.
Droga do złota: Od trudnych początków po absolutną dominację
Tegoroczny sukces smakuje wyjątkowo, biorąc pod uwagę początek rozgrywek. Polacy w fazie interkontynentalnej rozkręcali się powoli, przegrywając na turnieju w Linyi ze Słowenią i Japonią. Jednak po powrocie największych gwiazd na turnieje w Gliwicach i Chicago, Biało-Czerwoni stali się jedną z najmocniejszych drużyn w turnieju, notując serię dziewięciu zwycięstw z rzędu. W drodze do finału w Ningbo bez straty seta odprawili Ukrainę w ćwierćfinale oraz dotkliwie zrewanżowali się Słoweńcom w półfinale.
źr. wPolsce24











