To był piękny sen Mai Chwalińskiej w Paryżu! Polka przeszła do historii sportu

Dobre złego początki
Początek pierwszego seta był dość wyrównany. Obie zawodniczki wzajemnie przełamywały swoje dwa pierwsze serwisy, nie mogąc złapać odpowiedniego rytmu. Jednak to naszej reprezentantce jako pierwszej udało się zagrać skuteczny gem serwisowy, dzięki czemu wyszła na prowadzenie. Niestety właśnie od tego momentu zaczęła poprawiać się gra jej rywalki, która najpierw wygrała własne podanie, a następnie zdołała przełamać Polkę.
Andriejewa wybiła Maję Chwalińską z rytmu, zmuszając ją do coraz częstszych błędów, a przede wszystkim świetnie radząc sobie w dłuższych wymianach oraz umiejętnie wykorzystując lekko wiejący wiatr. Dzięki temu rosyjskiej zawodniczce udało się wygrać wszystkie kolejne gemy, a pierwszego seta zakończyła zwycięstwem 6:3.
Set ostatniej nadziei
Dobra passa rywalki Chwalińskiej towarzyszyła jej również na początku drugiego seta. Lekka nieśmiałość i nerwy, widoczne jeszcze w pierwszych gemach spotkania, całkowicie zniknęły z jej gry. Andriejewa dość szybko objęła prowadzenie 2:0 w gemach, a kluczowy okazał się trzeci gem. W nim pojawił się jeszcze cień nadziei, gdy Chwalińska prowadziła 40:0 i brakowało jej jednej piłki do przełamania. Młoda zawodniczka z Rosji zdołała jednak wyjść z tej opresji i wygrać tego gema.
Było widać, że przegrany gem mocno zdekoncentrował naszą reprezentantkę, która straciła pomysł na dalszą część meczu. Andriejewa wyraźnie „poczuła wiatr w żagle” i pewnie poprowadziła spotkanie do końca na swoją korzyść, wygrywając drugiego seta 6:2. Rosjanka sięgnęła tym samym po swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.
Przyczyny porażki
Wyraźnie zmęczona Polka – zarówno fizycznie, jak i mentalnie – nie była w stanie znaleźć sposobu na świetnie dysponowaną Rosjankę. Ogromne emocje i zamieszanie wokół jej osoby po sensacyjnym awansie do finału mogły mieć wpływ na jej dyspozycję w decydującym meczu.
Nie pomagały też warunki. Silny wiatr nad kortem centralnym w Paryżu wyraźnie faworyzował zawodniczkę grającą mocniej i bardziej siłowo. Techniczny, oparty na precyzji styl Chwalińskiej tym razem nie miał szans się obronić. Jednak przede wszystkim na ostateczną porażkę miała świetna dyspozycja jej rywalki, która po dość nerwowym początku, z gema na gem poprawiała swoją grę, dominując przede wszystkim Polkę w swojej grze nogami - Andreeva była w stanie przechwycić niemal każdą, nawet mocno bitą piłkę, skutecznie wyciągając naszą rodaczkę, dzięki czemu wielokrotnie zyskiwała dużą przestrzeń kortu do kończenia swoich piłek.
Wielka chwila Mai Chwalińskiej
Mimo wszystko Maja Chwalińska dokonała w tym turnieju rzeczy niezwykłych. Jako kwalifikanta dotarła aż do wielkiego finału, na stałe zapisując się w historii polskiego tenisa. Warto przypomnieć, że przed tegorocznym French Open nasza reprezentantka przystępowała do rywalizacji jako 114. rakieta świata, a dzięki znakomitemu występowi awansowała co najmniej w okolice pierwszej dwudziestki światowego rankingu WTA.
Sama Polka z pokorą przyjęła swoją porażkę, wypowiadając się z wielkim uznaniem o swojej rywalce, której gratulowała końcowego triumfu.
- Żałuję, że nie zobaczyliście dzisiaj lepszego meczu, ale Mirra była dziś dla mnie po prostu za dobra, więc to jej wina. Ja dałam z siebie wszystko. Przepraszam. Nigdy nie zapomnę tych trzech tygodni, Paryż na zawsze zostanie w moim sercu - powiedziała o swojej rywalce Maja Chwalińska.
źr.wPolsce24 za PAP











