Kim Kardashian dostała odszkodowanie za brutalny napad. Kwota szokuje

Wstrząsające sceny rozegrały się 3 października 2016 roku. Kim Kardashian przebywała wtedy w stolicy Francji ze swoją siostrą Kourtney. Zatrzymały się w apartamencie w luksusowym Hotel de Pourtales w pobliżu Placu Zgody. Często korzystają z niego odwiedzający Paryż celebryci.
Przebrali się za policjantów
Tego dnia wieczorem jej siostra postanowiła pójść do jednego z nocnych klubów. Kim poradziła jej, żeby wzięła ze sobą ich ochroniarza, a sama została w budynku w towarzystwie stylistki, która miała pokój piętro niżej. Ok. 2 nad ranem przed budynkiem pojawiło się trzech zamaskowanych mężczyzn, ubranych w policyjne kurtki.
Myśląc, że to policja, recepcjonista, 48-letni Algierczyk Abderrahmane Ouatiki, wpuścił ich do środka. Mężczyźni sterroryzowali go bronią palną i zapytali gdzie jest pokój żony rapera – mężem Kardashian był wtedy Kanye West. Następnie zmusili go, by ich do niego zaprowadził.
Była przekonana, że ją zgwałcą i zamordują
Kardashian usłyszała, jak się zbliżają, ale była przekonana, że to jej siostra wraca z nocnego klubu. Napastnicy zaczęli grozić jej bronią i coś do niej mówić, ale nie rozumiała co, bo nie zna francuskiego. - Pierścionek, pierścionek – powtarzał jeden z nich, wskazując na dłoń. Chodziło mu o pierścionek zaręczynowy z 18-karatowym brylantem, warty 3 mln dolarów. Wcześniej Kim chwaliła się nim w mediach społecznościowych.
W końcu napastnicy znaleźli pierścionek, ale uznali, że to za mało. Zabrali celebrytkę do sąsiedniego pokoju, gdzie jeden z nich rzucił ją na łóżko i zaczął wiązać. Kim była przekonana, że ją zgwałcą i zamordują, prosiła recepcjonistę, by powiedział im, że ma dzieci i chce do nich wrócić. Wreszcie napastnicy znaleźli jej kasetkę na biżuterię, po czym oddalili się z łupami, zostawiając ją w łazience.
Łącznie ich łupem padła biżuteria warta 6 mln dolarów.
Gang emerytów
Wkrótce potem napastnicy zostali aresztowani przez francuską policję. Cztery osoby usłyszały zarzuty udziału w tym napadzie, a cztery kolejne pomocnictwa. Francuskie media ochrzciły ich mianem „gang dziadków”, z powodu wieku trzech oskarżonych. Przywódcą grupy był 68-letni emerytowany restaurator Ait Kadeche, który jest głuchoniemy. Miał zaplanować napad, zrekrutować pozostałych, a po wszystkim pojechał do Belgii, by sprzedać skradzioną biżuterię.
Oprócz niego zarzuty usłyszeli 69-letni Didier Dubreucq i 71-letni Yunice Abbas. Prokuratura podkreślała, że nie powinno dać się zwieść ich wiekowi, bo wszyscy trzej to zawodowi przestępcy z wieloma wyrokami na koncie. Ostatni oskarżony, Marc-Alexandre Boyer, miał ok. 30 lat. Zostali oni skazani, ale nie wrócili do więzienia, bo wysokość wyroków była niższa niż czas, który spędzili w areszcie tymczasowym.
Nie zależało jej na pieniądzach
We wtorek sąd w Paryżu przyznał Kim Kardashian odszkodowanie za te traumatyczne doświadczenia. Ustalił jego wysokość na symboliczne 1 euro. Tyle samo dostała jej stylistka Simone Harouche.
Większą kwotę dostał recepcjonista. Jego prawnik ujawnił, że sąd przyznał mu odszkodowanie w wysokości 109 516 euro. Uznał ten werdykt za zwycięstwo, chociaż jego klient domagał się pięciokrotnie wyższej kwoty za traumę, którą przeszedł tamtej nocy. Sam hotel dostał 50 tys. euro odszkodowania.
Jej prawnik ujawnił, że Kardashian i Harouche, z którą celebrytka przyjaźni się od dzieciństwa, same poprosiły o symboliczne odszkodowanie. We wspólnym oświadczeniu poinformowały magazyn "People", że nie zależało im na pieniądzach, a na uznaniu, że są ofiarami. Podziękowały sądowi i osobom, które wspierały je w trakcie procesu i wyraziły nadzieję, że będą mogły zostawić tę straszną noc za sobą.
źr. wPolsce24 za "Guardian"/"People"









