Niemcy murem za Tuskiem. Niemieckie media klaszczą, gdy w Warszawie łamana jest konstytucja

Przez lata polska opinia publiczna była karmiona pouczeniami z Niemiec o absolutnej nienaruszalności instytucji prawnych i konieczności szanowania litery prawa. Wystarczyło jednak, by do władzy w Warszawie wrócił polityk cieszący się pełnym zaufaniem Berlina i Brukseli, a wszystkie dotychczasowe standardy zostały wyrzucone do kosza.
Odwrócenie pojęć: bezprawie jako „naprawa państwa”
W niemieckich mediach – na czele z monachijską Süddeutsche Zeitung oraz Die Welt – relacje z kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego pisane są według uderzająco jednolitego schematu. Zamiast rzetelnej analizy konstytucyjnej, niemieccy korespondenci serwują czytelnikom narrację o „bohaterskim premierze”, który musi mierzyć się z „pisowskim betonem”.
W tekstach poświęconych sporom o Trybunał i nominacjom sędziowskim, niemieccy dziennikarze konsekwentnie przyjmują perspektywę rządu:
Podczas gdy Tusk dąży do depolityzacji wymiaru sprawiedliwości, prezydent i opozycja zarzucają rządowi niedopuszczalne wywieranie wpływu” („Während Tusk eine Entpolitisierung der Justiz anstrebt, werfen Präsident und Opposition der Regierung eine unzulässige Einflussnahme vor”) – czytamy w niemieckich relacjach prasowych.
Zwraca uwagę fakt, jak niemieccy autorzy manipulują językiem: po stronie Tuska zawsze leży szlachetna chęć „odpolitycznienia” (Entpolitisierung), natomiast argumenty obrońców konstytucyjnego porządku kwitowane są wyłącznie jako stronnicze „zarzuty”. Niemiecka prasa bezkrytycznie cytuje samego Tuska, który na platformie X grzmi, że:
Przywrócenie praworządności jest naszym obowiązkiem. Innej drogi nie ma” („Die Wiederherstellung der Rechtsstaatlichkeit ist unsere Pflicht. Einen anderen Weg gibt es nicht”).
Dla zachodnich publicystów te słowa stają się absolutnym rozgrzeszeniem – skoro celem jest „europejska praworządność”, metody przestają mieć znaczenie.
Pogarda dla patriotów: „Awantury i barykady” zamiast obrony prawa
Uderzający jest również sposób, w jaki niemieccy korespondenci relacjonują protesty Polaków sprzeciwiających się siłowemu przejmowaniu instytucji. Niemiecki czytelnik nie dowie się z nich, że obywatele i posłowie stają w obronie legalnych organów państwa. Dowie się za to o „awanturnikach” i „blokadach”.
W artykułach opisujących napięcia pod gmachem TK niemiecka prasa z wyższością przeinacza fakty:
Rund 100 Anhänger der rechtskonservativen Opposition hatten den Zugang zum Grundstück mit Absperrgittern blockiert... Dabei kam es zu Rangeleien” („Około 100 zwolenników prawicowo-konserwatywnej opozycji zablokowało kordonem wjazd Doszło przy tym do szarpaniny”).
Gdy niemieckie media cytują hasła z polskich transparentów – takie jak „Polska się budzi” („Polen erwache”) czy apele uczestników: „Wszyscy patriotyczni Polacy powinni być tu z nami” – robią to z wyraźną intencją przedstawienia demonstrantów jako radykalnego marginesu blokującego „powrót Polski do Europy”. Ani słowa o wątpliwościach konstytucyjnych, ani słowa o statusie sędziów – jest tylko „niezbędna interwencja” władz i policji.
Podwójne standardy Berlina
Niemiecki establishment medialno-polityczny nie ma zamiaru patrzeć Tuskowi na ręce, co zauważają już nawet co bardziej przytomni niemieccy czytelnicy w komentarzach pod artykułami: „Gdyby role były odwrócone, pisano by o puczu. Kiedy jednak tak postępuje ulubieniec UE Tusk, przymyka się oko”.
Te podwójne standardy nie biorą się znikąd. Niemieccy komentatorzy od lat wprost przyznawali, że niezależny polski Trybunał Konstytucyjny – zwłaszcza orzekający o wyższości polskiej ustawy zasadniczej nad traktatami UE – był gigantyczną przeszkodą dla brukselskiej i berlińskiej wizji zintegrowanej Europy. Przypomnijmy, mówimy o kraju, w którym ta instytucja jest całkowiecie zależna od polityków.
Gdy Donald Tusk paraliżuje te bezpieczniki, niemieccy publicyści klaszczą z zachwytu. Z perspektywy Berlina cel uświęca środki: nieważne, czy łamana jest konstytucja, nieważne, czy ignoruje się ustawy. Liczy się tylko to, że Warszawa znów mówi głosem potulnym wobec unijnej centrali.
Niemcy z zachwytem o orędziu: „Twardy mąż stanu” zamiast refleksji nad prawem
Znamienne jest również to, z jakim nabożeństwem niemieckie media odnotowały wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska, bo trudno je nazwać orędziem. Zamiast rzetelnej analizy prawnej, za Odrą zaprezentowano słowa Tuska jako „pokaz siły i determinacji prawdziwego Europejczyka”. Niemieccy komentatorzy bez cienia krytycyzmu powielają narrację premiera, podkreślając, że „Tusk nie cofnie się ani o krok przed obstrukcją dawnego reżimu” oraz że „radykalne czasy wymagają bezkompromisowego przywództwa”.
W relacjach zachodnich korespondentów to nie był agresywny polityczny manifest wymierzony w konstytucyjne instytucje, lecz rzekomo „spokojny apel o odpowiedzialność państwową”. Berlin po raz kolejny wysyła jasny sygnał: cokolwiek Tusk powie i jakichkolwiek metod użyje, w niemieckich oczach zawsze będzie to usprawiedliwione jako „walka dobra ze złem”.
źr. wPolsce24 za Süddeutsche Zeitung, Die Welt, schwulissimo.de
Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?
Zachęcamy do:
- dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
- lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
- oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
- mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów
Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.






