Gdzie jest Tusk? Czy polskość wciąż jest dla niego „nienormalnością”?

Scenariusz powtarza się z irytującą regularnością. W najważniejsze dla wspólnoty narodowej dni, gdy Polacy gromadzą się pod biało-czerwonymi sztandarami, szef rządu wybiera lotnisko i zagraniczne delegacje albo zaplanowane zabiegi chirurgiczne. Trudno nie odnieść wrażenia, że każda okazja, byle tylko nie stać ramię w ramię z rodakami przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego, jest dla niego na wagę złota.
Erywań ważniejszy od Warszawy?
Oficjalne komunikaty mówią o „ważnych rozmowach bilateralnych” i „budowaniu relacji na Kaukazie”. Jednak dla każdego obserwatora sceny politycznej jest jasne, że termin wizyty w Erywaniu nie był przypadkowy. Wyjazd w dniu 3 maja to nie tylko błąd dyplomatyczny, ale przede wszystkim jasny sygnał lekceważenia wysłany do własnego narodu.
Podczas gdy Prezydent Nawrocki w swoim przemówieniu cytował fundamentalne słowa o suwerenności: „Wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów”, premiera w kraju nie było. Gdy głowa państwa mówiła o potrzebie naprawy fundamentów Rzeczypospolitej i powołaniu Rady do spraw Nowej Konstytucji, szef rządu był tysiące kilometrów stąd.
„Polskość to nienormalność” – dewiza, która wciąż trwa?
Nie sposób w tym kontekście nie przypomnieć słynnych słów obecnego premiera o tym, że „polskość to nienormalność”. Choć od tamtej publikacji minęły lata, jego dzisiejsze czyny zdają się być wierną kontynuacją tamtej myśli. Jeśli polskość go mierzi, jeśli narodowa duma wywołuje u niego dyskomfort, to nieobecność na Placu Zamkowym staje się logicznym, choć bolesnym dla państwa wyborem.
Prezydent Nawrocki słusznie diagnozował w swoim wystąpieniu grzechy polskich elit czasów Pierwszej Rzeczpospolitej:
„Upadała za sprawą niestety polskich elit, konformistycznych. Tych, którzy albo ze zdrady, albo z głupoty, albo z chęci prywatnego zysku [...] oddawały polską suwerenność”.
Trudno nie zauważyć pewnej analogii z dzisiejszymi czasami.
Czy dzisiejszy konformizm polega na ucieczce od narodowego sacrum w stronę nijakiej, europejskiej poprawności? Premier swoim zachowaniem pokazuje, że nie czuje więzi z tradycją, którą Prezydent nazwał „punktem odniesienia” dla naszego bytu państwowego.
Państwo dwóch tożsamości
Mamy dziś w Polsce do czynienia z drastycznym rozdźwiękiem. Z jednej strony widzimy ośrodek prezydencki, który chce budować „konstytucję nowej generacji” i państwo sprawne, oparte na silnym dowództwie i woli suwerena. Z drugiej strony – rząd, którego lidera „nienormalność” polskości wypycha za granicę w każdym ważnym dla nas momencie, a polityka wewnętrzna coraz częściej polega na łamaniu prawa i obowiązującej konstytucji.
To już nie jest tylko wstyd. To abdykacja z roli lidera narodowego. Premier, który nie potrafi świętować z własnym narodem, traci moralne prawo do zarządzania jego sprawami. Jego nieobecność na Placu Zamkowym to symbol rządu, który jest w Polsce fizycznie, ale sercem i duchem zawsze gdzie indziej.
źr. wPolsce24











