Niemcom wolno więcej. Polacy, jak zawsze mają pod górkę

W Niemczech obowiązują normy emisji, ale prawo pozostawia furtkę dla rozsądku. Jeśli piec kaflowy – nawet bardzo stary – spełnia wymagania emisyjne - BImSchV (Bundes-Immissionsschutzverordnung), może dalej funkcjonować.
Właściciel ma prawo wykonać indywidualny pomiar emisji, często przeprowadzany przez kominiarza lub uprawnionego specjalistę. Jeżeli wynik jest pozytywny, piec pozostaje legalny. Istnieje też możliwość modernizacji, np. poprzez montaż filtrów.
Państwo niemieckie uznaje, że liczy się rzeczywisty wpływ na środowisko, a nie data produkcji czy brak odpowiedniego certyfikatu sprzed kilkunastu lat.
W Polsce najważniejsze są zakazy
W Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. U nas nie liczy się faktyczna emisja, ale papier. Jeżeli piec nie posiada certyfikatu zgodności z normą Ekoprojekt, zostaje uznany za nielegalny – nawet jeśli jest sprawny, dobrze eksploatowany i emituje mniej zanieczyszczeń niż niejeden „nowoczesny” kocioł złej jakości. Polskie uchwały antysmogowe nie przewidują żadnej drogi ratunkowej. Nie ma procedury pomiaru, nie ma indywidualnej oceny, nie ma miejsca na zdrowy rozsądek. Jest tylko zakaz.
Efekt? Np. tysiące tradycyjnych pieców kaflowych, często będących elementem polskiego dziedzictwa i efektywnego ogrzewania domów, trafia na listę do likwidacji. Ich właściciele są zmuszani do kosztownych wymian, na które wielu zwyczajnie nie stać. I nikogo nie interesuje, czy dany piec rzeczywiście truje powietrze, czy może jest ofiarą biurokratycznej ślepoty.
Różnica między Niemcami a Polską nie polega więc na trosce o środowisko, lecz na podejściu do obywatela. Niemcy zakładają, że obywatel może udowodnić swoją rację. Polska administracja wychodzi z założenia, że obywatel z góry jest winny i musi się podporządkować. Tam prawo daje wybór i elastyczność, tutaj narzuca nakaz i karę.
Cierpią mieszkańcy wsi i mniejszych miast
Najbardziej uderza to w mieszkańców wsi i małych miast, mieszkających w starszych domach. W ludzi, którzy nie ogrzewają pałaców, tylko swoje jedyne domy. W emerytów, rodziny o niższych dochodach, osoby żyjące z dala od sieci gazowych i drogich instalacji. Dla nich piec kaflowy to nie fanaberia, ale podstawowe źródło ciepła. Likwidując go bez alternatywy, państwo de facto mówi: „radź sobie sam”.
I w tym właśnie tkwi sedno problemu. Gdy Niemcy potrafią pogodzić ekologię z pragmatyzmem, Polska wybiera drogę najprostszą – zakaz wszystkiego, co nie mieści się w urzędowej tabelce. Zamiast realnej walki o czyste powietrze mamy pokazową walkę z obywatelami. Zamiast indywidualnej oceny – masowe zakazy. Zamiast wsparcia – groźbę kar i przymusowych wymian.
Po raz kolejny okazuje się więc, że w Unii Europejskiej są równi i równiejsi. Niemcom wolno więcej, bo ich państwo potrafi bronić własnych obywateli. Polacy, jak zawsze, mają pod górkę – bo ich państwo woli być gorliwsze od Brukseli niż sprawiedliwe wobec własnych ludzi. Jeśli to ma być „sprawiedliwa transformacja”, to dla wielu Polaków oznacza ona jedno: zimniejszy dom i lżejszy portfel.
źr. wPolsce24











