Polska

Głośna akcja służb w Warszawie. Walka o życia dzika czy troska o bezpieczeństwo ludzi?

opublikowano:
Umundurowani policjanci i zdjęcie dzika
Głośna akcja służb w Warszawie. (fot. Fratria/ screen z x.com)
Spokojny piątek na warszawskim Bemowie zamienił się w wielogodzinną batalię o życie dzikiego zwierzęcia. Dzik nazwany przez mieszkańców Heniem, który uciął sobie drzemkę na zamkniętym placu zabaw, został ostatecznie uśmiercony. Wszystko odbyło się przy interwencji służb i protestów mieszkańców.

Wszystko zaczęło się w piątek, 24 kwietnia, przy ulicy Markiewicza na Bemowie. Dorosły dzik dostał się na teren niewielkiego placu zabaw należącego do Domu Zakonnego Sióstr Michalitek. Według relacji świadków zwierzę nie przejawiało cienia agresji – Henio początkowo spał w liściach, a następnie przeniósł się do piaskownicy.

Sytuacja skomplikowała się, gdy na miejsce wezwano służby. Teren został ogrodzony policyjnymi taśmami, a funkcjonariusze zadbali o to, by nie dopuścić do wypuszczenia zwierzęcia. Na miejscu zgromadził się tłum mieszkańców i aktywistów, którzy próbowali otworzyć furtkę, by umożliwić dzikowi ucieczkę, jednak zostali powstrzymani przez policję.

Wielogodzinna blokada

Przez kilka godzin trwało zamieszanie i konfrontacja służb z obrońcami zwierzęcia. Aktywiści alarmowali, że dzika można bezpiecznie wywieźć – znaleźli nawet fundację gotową do transportu i próbowali konsultować się z prawnikami. Służby pozostały jednak nieugięte. Powiatowy lekarz weterynarii był już po pracy, co uniemożliwiło wydanie zgody na odstąpienie od zakazu relokacji.

Ostatecznie na miejscu pojawiło się ponad 20 funkcjonariuszy, którzy utworzyli kordon i odsunęli protestujących od ogrodzenia. Następnie pracownik Lasów Miejskich strzelił do zwierzęcia z wiatrówki weterynaryjnej. Po tym, jak środek usypiający zaczął działać, dzikowi zaaplikowano śmiertelny zastrzyk. Ciało dzika wyniesiono na noszach przykrytych czerwoną tkaniną.

Lasy Miejskie podjęły działania

Decyzja o uśmierceniu dzika wzbudziła ogromne kontrowersje, jednak Lasy Miejskie argumentują swoje działania procedurami bezpieczeństwa. Karol Podgórski, dyrektor Lasów Miejskich Warszawa, wyjaśniał, że w sytuacjach, gdy nie można zwierzęcia przepłoszyć ze względu na lokalizację i bezpieczeństwo ludzi, stosuje się „odłów z uśmierceniem".

Dodatkowym problemem są przepisy związane z afrykańskim pomorem świń (ASF). Ponieważ Warszawa znajduje się w strefie objętej ograniczeniami, obecnie nie ma możliwości odłowu i wywożenia dzików poza miasto, co było standardem w przeszłości.

Mieszkańcy podzieleni

Mieszkańcy Warszawy pozostają podzieleni. Podczas gdy jedni obawiają się o bezpieczeństwo na osiedlach, inni – jak świadkowie akcji na Bemowie – domagają się stosowania metod nieśmiercionośnych i zaprzestania „egzekucji" zwierząt w biały dzień na oczach opinii publicznej.

W mediach społecznościowych pojawiły się liczne komentarze dotyczące akcji na warszawskim Bemowie. Głos na platformie X zabrała m.in. dziennikarka Agnieszka Gozdyra, której nie spodobały się działania podjęte przez służby.

- Zabili go. Prawdopodobnie ciężarna locha. Chciała tylko znaleźć schronienie. Nagonka, obława, śmierć – napisała Gozdyra. W innym wpisie komentowała także ilość policjantów, których zadysponowano do działań wobec dzikiego zwierzęcia.

Leśnicy alarmują

Sprawa uśmiercenia dzika zbiegła się w czasie z tragedią, która kilka dni temu miała miejsce w powiecie sanockim na podkarpaciu. Kobieta zginęła w wyniku ataku niedźwiedzia. W piątek w mediach społecznościowych pojawił się komunikat Związku Leśników Polskich, w którym podkreślono, że „śmierć człowieka w starciu z drapieżnikiem była tylko kwestią czasu”.

- To, co wydarzyło się w lasach w zarządzie LP to jasny sygnał, że obecne kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska kompletnie nie radzi sobie z zarządzaniem resortem, ignorując sygnały alarmowe płynące z terenu – napisano w oświadczeniu.

- Musimy to sobie powiedzieć otwarcie – pogłowie niedźwiedzi, wilków, żubrów czy łosi w Polsce wymknęło się spod jakiejkolwiek kontroli. Niestety, każde bicie na alarm w tej sprawie od lat spotyka się z histerią i agresją. To właśnie ta ideologia, blokująca racjonalną regulację populacji dzikich zwierząt, jest pośrednią przyczyną tragicznej śmierci kobiety w Płonnej. Tyle jeśli chodzi o brutalną prawdę – dodano.

Przedstawiciele Związku Leśników Polskich stoją na stanowisku, że „wbrew temu co rozbrzmiewa w mediach, człowiek nie narusza przestrzeni przyrody”.

- W Polsce zalesienie systematycznie rośnie, a populacja ludzi – jako jedynego dużego ssaka – od lat się kurczy. To dzikie zwierzęta, nadmiernie rozmnożone, coraz śmielej wchodzą do miejscowości – napisano w oświadczeniu.

źr. wPolsce24 za Facebook/ X.ocm

Polska

11 listopada: Nawrocki z rodakami w Warszawie, Tusk jedzie nad morze

opublikowano:
986d5be73243479db8a451f21e3a6bd5
Prezydent Karol Nawrocki podczas Marszu Niepodległości w 2025 roku (fot. G. Jakubowski/KPRP)
Premier Donald Tusk ponownie nie weźmie udziału w centralnych obchodach Narodowego Święta Niepodległości w Warszawie u boku prezydenta Karola Nawrockiego. Zamiast uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza szef rządu wybrał wyjazd do Szczecina, gdzie weźmie udział w chrzcie promu „Bursztyn”, mającego pływać na trasie Świnoujście–Ystad. Rząd na oficjalnych uroczystościach w stolicy reprezentować ma m.in. wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Polska

Chcieli aresztu za krytykę Tuska! Sąd zmiażdżył wniosek prokuratorów

opublikowano:
Klęska prokuratury w sądzie. Obrońca Trybunału wolny po 70 godzinach w celi
Klęska prokuratury w sądzie. Obrońca Trybunału wolny po 70 godzinach w celi (fot. wPolsce24)
Sąd Rejonowy w Warszawie odrzucił wniosek prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec pana Dawida, uczestnika demonstracji w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Mężczyzna, który spędził w izbie zatrzymań niemal 70 godzin, został objęty śledztwem po zawiadomieniu ze strony uczestnika kontrmanifestacji popierającej rząd. Prokuratura usiłowała przedstawić krytyczne wypowiedzi pod adresem Donalda Tuska jako groźby karalne, jednak sąd uznał żądanie aresztu za całkowicie nieadekwatne i radykalne.
Polska

Szokujące słowa Dobrosz-Oracz w Sejmie. Dziennikarka wPolsce24 przypomina fakty

opublikowano:
Dobrosz-Oracz
Dobrosz-Oracz ucieka przed pytaniami wPolsce24 i rzuca oskarżenia. Jest stanowcza odpowiedź Julii Borkowskiej (fot. wPolsce24)
„Wszyscy jednogłośnie potępiliśmy to zachowanie, ja osobiście w swoim materiale stanęłam po Twojej stronie” — tak dziennikarka wPolsce24 Julia Borkowska zareagowała na słowa Justyny Dobrosz-Oracz, która oskarżyła prawicowe media o rzekomą aprobatę dla wulgaryzmów posła Berkowicza. Redakcja przypomina: w przeciwieństwie do politycznych aparatczyków, sprzeciw wobec chamstwa wyraża bez względu na barwy partyjne.
Polska

Dożywotni zakaz, 2 promile i 133 km/h na liczniku. Drogowy recydywista aresztowany

opublikowano:
pirat
Pędził 133 km/h z dożywotnim zakazem i 2 promilami. Sąd aresztował 36-latka (fot. policja)
Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, 133 km/h przy ograniczeniu do 90 km/h, niemal dwa promile alkoholu we krwi oraz aktywny, dożywotni sądowy zakaz kierowania - to bilans skrajnie niebezpiecznej jazdy 36-letniego kierowcy dostawczego Volkswagena. Mężczyznę na drodze krajowej namierzyli lubartowscy policjanci w nieoznakowanym radiowozie, a finał tej brawurowej ucieczki przed zdrowym rozsądkiem rozegrał się w sądzie, który podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie.
Polska

„Polak w Polsce gospodarzem”. Prezydent dołącza do Marszu Niepodległości

opublikowano:
mid-26b05503
11 listopada: Karol Nawrocki idzie w Marszu Niepodległości (fot. PAP/Paweł Supernak)
Kulminacja konfliktu o Trybunał Konstytucyjny napędza frekwencję na tegorocznym Marszu Niepodległości. W momencie bezprecedensowego starcia wokół sędziów i obecności policji w TK, swój udział w wydarzeniu ogłosił prezydent Karol Nawrocki — wysyłając czytelne ostrzeżenie pod adresem Donalda Tuska.
Polska

Wjechał hulajnogą wprost pod pędzący pociąg. Maszynista nie miał szans zahamować

opublikowano:
Centymetry dzieliły go od śmierci
Centymetry dzieliły go od śmierci (fot. Polregio)
Na Pomorzu Zachodnim doszło do kolejnego incydentu, który pokazuje skrajny brak odpowiedzialności i lekceważenie podstawowych norm prawa. Mężczyzna poruszający się na hulajnodze wjechał wprost pod pędzący pociąg, ignorując znak STOP. Od tragedii dzieliły go dosłownie centymetry.