Ukraińska aktywistka o polskim polityku: „Nasz człowiek w polskim rządzie”

Polską opinią publiczną wstrząsnęły niedawne, bezkompromisowe słowa redaktor Doroty Gawryluk na antenie Polsat News. Znana dziennikarka w ostrych słowach skrytykowała obecność Andrzeja Szeptyckiego w strukturach rządowych po tym, jak wiceminister pozwolił sobie na skandaliczne porównanie zbrodniarzy z UPA do... Żołnierzy Niezłomnych.
Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim, reprezentujący ukraińskie interesy, jest wiceministrem w polskim rządzie. W polskim rządzie powinni być polscy ministrowie, którzy reprezentują polską rację stanu” – grzmiała Dorota Gawryluk, wywołując wściekłość środowisk lewicowo-liberalnych.
Już wcześniej podobne oburzenie - tych samych środowisk - wywołał tekst Stanisława Janeckiego opublikowany w Tygodniku "Sieci", w którym publicysta napisał wprost:
W polskim rządzie zasiada osoba reprezentująca ukraińskie interesy i ukraińskie państwo.
Po wypowiedzi Gawryluk i tekście Janeckiego "Salon" zapłonął z oburzenia. Tymczasem... w taki sam sposób o Szeptyckim wypowiadają się Ukraińcy.
„Nasz człowiek w rządzie” i „Trzeba się trzymać swoich”
Okazuje się jednak, że to, co dla wielu konserwatystów jest powodem do głębokiego niepokoju, dla ukraińskich aktywistów działających w Polsce stanowi... okazję do dumy. W mediach społecznościowych krążą screeny wpisu Margarity Sytnik, ukraińskiej dziennikarki, która już w grudniu 2025 roku wprost pisała o Szeptyckim jako o... „naszym człowieku”.
Sytnik bez owijania w bawełnę cieszyła się z tego, iż Szeptycki to "człowiek Ukrainy". Wspominała m.in., że uwielbiała robić z nim wywiady, bo „można było rozmawiać po ukraińsku”, gdy sama słabo znała jeszcze język polski. Najbardziej uderzające są jednak słowa dotyczące rzekomych „fejków”, jakie na temat wiceministra miał rzekomo szerzyć poseł Grzegorz Braun.
Gdy Sytnik zapytała Szeptyckiego, czy nie spotkają go nieprzyjemności za nazwanie go publicznie „naszym człowiekiem w polskim rządzie”, ten miał odpowiedzieć machnięciem ręki, zrzucając winę na polską prawicę. Ukraińska aktywistka skwitowała to jednoznacznym apelem do swoich rodaków: „A swoich trzeba trzymać się wszędzie”.
Czyja racja stanu?
Wpis Sytnik w zestawieniu z dzisiejszą postawą wiceministra Szeptyckiego rzuca zupełnie nowe, ponure światło na kulisy funkcjonowania resortu nauki pod wodzą koalicji 13 grudnia. Skoro sami Ukraińcy traktują polskiego urzędnika państwowego szczebla ministerialnego jako „swojego”, realizującego ich agendę, to komu właściwie służy ten rząd?
Przypomnijmy, że prof. Andrzej Szeptycki, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, od lat związany ze Związkiem Ukraińców w Polsce, regularnie sprzeciwiał się twardemu stawianiu sprawy ludobójstwa na Wołyniu w relacjach dwustronnych. Czarę goryczy przelały jednak jego próby wybielania banderowców i krytyka Polaków, którzy słusznie oburzyli się na decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „bohaterów UPA”.
Politycy opozycji domagają się dymisji
Konserwatywna część polskiej sceny politycznej oraz środowiska kresowe nie mają wątpliwości - słowa Szeptyckiego i bliskie powiązania z ukraińskimi lobbystami dyskwalifikują go z pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych w Rzeczypospolitej. Profesor Przemysław Czarnek oraz inni politycy opozycji wprost żądają natychmiastowych dymisji, wskazując na jawną uległość rządu Donalda Tuska wobec Kijowa.
Czy premier Tusk i minister Mariusz Kulasek zareagują na fakt, że ich wiceminister jest wprost nazywany „członkiem ukraińskiej ekipy” w Warszawie, czy dalej będą udawać, że nic się nie stało? Polacy mają prawo wymagać, aby w gmachach ministerialnych przy ulicy Wspólnej decydowała wyłącznie polska, a nie ukraińska racja stanu.
źr. wPolsce24 za FB











