Zrobili sobie "żerowisko" na państwowym majątku? Ujawniono nadużycia w Banku Ochrony Środowiska

Jak ustaliło Radio ZET, wszystko rozgrywało się wokół audytu wewnętrznych wydatków, który zlecił sam prezes. Kontrola była już zakończona, raport - pełen szokujących informacji - gotowy i rozesłany do zarządu. Kublik planował przedstawić jego wyniki radzie nadzorczej. Nie zdążył. Zamiast dyskusji o ustaleniach audytorów była szybka decyzja o jego odwołaniu. A jest o czym rozmawiać.
Z dokumentu wynika, że członkowie zarządu w ciągu kilkunastu miesięcy wydali z kart służbowych ponad pół miliona złotych. Największe kwoty przypisano wiceprezesowi Kamilowi Kuźmińskiemu – około 270 tysięcy złotych.
Jedli jak "za dziesięciu"
Najbardziej uderza jednak struktura tych wydatków. Zdecydowana większość, bo aż 86 procent wszystkich transakcji, to koszty gastronomii. W praktyce oznacza to ponad 432 tysiące złotych wydane na spotkania opisywane ogólnikowo jako rozmowy z klientami – „strategicznymi” albo „potencjalnymi”. Bez nazwisk, bez liczby uczestników, bez szczegółów. Najdroższe pojedyncze spotkanie kosztowało 7,5 tysiąca złotych.
Benzyniak, który jeździł na "ropę"
Audyt zagląda też głębiej. I tu zaczynają się rzeczy, które trudno wytłumaczyć rutyną czy niedopatrzeniem. Wiceprezes odpowiedzialny za finanse nie tylko przekraczał przysługujące mu limity paliwa, ale – jak wynika z dokumentu – kupował olej napędowy i AdBlue, choć jego służbowe auto jest wyposażone w silnik benzynowy! Łączna wartość takich wydatków sięgnęła niemal 43 tysięcy złotych. Audytorzy wprost wskazali, że narusza to obowiązujące zasady korzystania z samochodów służbowych.
Jednocześnie zmieniono sposób rozliczania kosztów. Limity paliwa przestały być kontrolowane co miesiąc, a zaczęto rozliczać je w ujęciu rocznym. W praktyce oznaczało to, że bieżąca kontrola praktycznie zniknęła. Co więcej, system akceptacji wydatków został tak ustawiony, że członkowie zarządu zatwierdzali sobie nawzajem dokumenty. Kto podjął decyzję o takich zmianach – tego audytorzy nie ustalili.
Nikt nic nie wiedział
W tym kontekście moment odwołania prezesa nabiera zupełnie innego znaczenia. Zwłaszcza że – jak wynika z ustaleń – decyzja rady nadzorczej była zaskoczeniem nawet dla głównego akcjonariusza, czyli Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Jeszcze bardziej zdumiewająca jest reakcja państwa. Resort klimatu, nadzorowany przez Paulinę Hennig-Kloskę, przyznaje, że nie zna wyników audytu i nie był informowany o powodach odwołania prezesa. Z kolei Komisja Nadzoru Finansowego ogranicza się do ogólnych deklaracji, że sytuacja pozostaje w jej zainteresowaniu.
źr. wPolsce24 za Radiozet.pl











